Reklama

Polskie drogi

Kontrowersje wokół policyjnych "laserów"

Dwa lata temu w policji rozpoczęła się masowa wymiana sprzętu służącego do walki z piratami drogowymi. Zakup laserowych mierników prędkości miał raz na zawsze uciąć zarzuty dotyczące nierzetelnych pomiarów i "polowania" na kierowców. Już wówczas informowaliśmy, że wybrany przez policję sprzęt jest daleki od ideału i daje funkcjonariuszom - którym bynajmniej nie zarzucamy złej woli - szerokie pole do nadużyć. Niestety, mieliśmy rację...

Pierwsza większa partia (400 egzemplarzy) laserowych mierników prędkości LTI 20/20 TruCam trafiła do polskiej drogówki w 2017 roku. Nowe radary pierwotnie zastąpić miały wycofywane Rapidy-1 i owiane złą sławą rosyjskie Iskry, których pomiary masowo podważały polskie sądy. Iskra zasłynęły m.in. tym, że potrafił zmierzyć prędkość... stojącego pojazdu (urządzenie mierzyło prędkość obrotową wentylatora chłodnicy!). Te ostatnie zresztą po cichu zostały wycofane z powszechnego użytku.

Reklama

Niestety, wszystko wskazuje na to, że nowe laserowe mierniki prędkości - LTI 20/20 TruCam również nie są urządzeniem, które mierzy zawsze prawidłowo. Dowodem na to może być np. eksperyment przeprowadzony przez redakcję emitowanego przez Polsat programu "Państwo w państwie".

W ramach doświadczenia popularny "łowca fotoradarów" - Emil Rau - za pośrednictwem LTI 20/20 TruCam zmierzył np. prędkość... krawężnika. Okazało się, że według miernika obiekt oddalał się od dokonującego pomiaru z prędkością 14 km/h. Za to pobliski budynek zbliżał się z prędkością 12 km/h. Jak to możliwe?

Chodzi o tzw. efekt uślizgu, gdy wiązka lasera przemieszcza się po oświetlonym obiekcie. Wystarczy, że dłoń funkcjonariusza zadrży w czasie wykonywania pomiaru, by wskazana przez urządzenie prędkość wysoce odbiegała od rzeczywistej. Na tego typu nieprawidłowości szczególnie narażeni są np. właściciele aut polakierowanych lakierami metalicznymi. Oczywiście, urządzenie potrafi zarówno zawyżyć, jak i zaniżyć prędkość pojazdu, ale nie ulega wątpliwości, że o precyzji pomiaru bez użycia statywu nie może być mowy!

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że pytany o tzw. "zatwierdzenie typu" miernika TruCam, na podstawie którego policja używa tego urządzenia, obecny prezes Głównego Urzędu Miar Radosław Wiśniewski stwierdził, że - tu cytat - "To był błąd, ale nie mogę odpowiadać za poprzedników, za to co się działo wcześniej". Ponad wszelką wątpliwość oznacza to, że przedstawiciele GUM zdają sobie sprawę z wadliwości wielu pomiarów prowadzonych za pośrednictwem LTI 20/20 TruCam!

Już dwa lata temu informowaliśmy, że wybrane przez drogówkę urządzenia są dalekie od doskonałości. Eksperci wielokrotnie zwracali uwagę na fakt, że pojazd, który znajduje się w "celowniku" wizjera optycznego, nie musi wcale odpowiadać temu, którego prędkość została zmierzona. Chodzi o to, że teoretyczny zasięg urządzenia, co wielokrotnie podkreślali policjanci, wynosi aż 1200 metrów. Problem w tym już przy odległości 500 m od funkcjonariusza dokonującego pomiaru, wiązka lasera może mieć ponad metr szerokości! Stawia to pod dużym znakiem zapytania precyzję pomiaru, czego wyraz dawały już polskie sądy uniewinniając kierowców od zarzutu przekroczenia prędkości.

Przypominamy, że TruCam LTI 20/20 to urządzenie pozbawione zoomu, stałoogniskowe, którego ostrość obiektywu ustawiona jest na 70 m. Instrukcja mówi, że pomiaru można dokonywać z większej odległości, ale następnie pojazd należy utrzymać w celowniku do odległości 70 m, gdy zostanie zrobione zdjęcie. Poprawny dowód to dwa zdjęcia - z celownikiem, samochodem i prędkością oraz drugie - z numerem rejestracyjnym, ale bez celownika, wykonane z odległości 70 m. Urządzenie ma natomiast funkcję rejestrowania sekwencji wideo, dzięki czemu policjant udowodnić może na przykład, że kierowca przekroczył linię ciągłą, przejechał na czerwonym świetle, czy podróżował bez zapiętych pasów bezpieczeństwa.

Policja broni swoich mierników twierdząc, że "są standardowym wyposażeniem policji w ponad 70 krajach, w tym na terenie całej Unii Europejskiej (m.in. Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Niemczech, Hiszpanii, Czechach, Słowenii, Austrii)" oraz "posiadają ważne decyzje zatwierdzenia typu wydane w drodze decyzji administracyjnej przez Prezesa Głównego Urzędu Miar oraz aktualne świadectwa legalizacji potwierdzające, że spełniają wymagania, którym powinny odpowiadać przyrządy do pomiaru prędkości pojazdów w ruchu drogowym".

To wszystko prawda, tyle tylko, że doszło do nieprawidłowości na etapie wydawania powyższych dokumentów. W efekcie sądy coraz częściej podważają pomiary. Pierwsze wyroki zapadły już w 2014 roku, gdy policja eksploatowała jeszcze bardzo znikomą liczbę tych urządzeń.

Przykładowo w uzasadnieniu do wyroku sądu z Zamościa (z 13 stycznia 2014 roku) już wówczas przeczytać można było, że: "punkt celowniczy widoczny w wizjerze przyrządu ULTRALYTE LTI 20-20 w rzeczywistości nie jest wcale obrazem promienia lasera (które pozostaje w zakresie światła podczerwonego niewidocznego dla ludzkiego oka), lecz symulowanym punktem celowniczym, który jest tworzony w wizjerze przyrządu i może w zasadniczy sposób odbiegać od rzeczywistego miejsca padania wiązki pomiarowej."

Na koniec dodajmy, że UltraLyte LTI 20-20 nie jest złym urządzeniem i jak najbardziej może podawać wyniki zgodne z prawdą. Należy go jednak używać tak, jak przewiduje do producent - umieścić go na statywie, a odległość pomiaru ograniczyć do 150-200 metrów. Przy pomiarze "z ręki" i na większą odległość wynik jest po prostu przypadkowy, a często decyduje o tym, czy kierowca np. straci prawo jazdy na trzy miesiące.

Słusznie twierdzi więc policja, że "to właśnie znajomość instrukcji obsługi urządzenia do pomiaru prędkości oraz odpowiednie przeszkolenie użytkowników końcowych w tym zakresie jest podstawowym i niezbędnym warunkiem do właściwego użytkowania i dokonywania prawidłowych pomiarów prędkości pojazdów czy też weryfikowania otrzymanych wyników i aby wyeliminować ewentualną możliwość użytkowania, niezgodnego z instrukcją policjanci są szkolenie z obsługi tych urządzeń".

Pozostaje trzymać za słowo. Radar TruCam to miernik prędkości działający w oparciu o prawa fizyki, a nie magiczna różdżka mierząca prędkość samochodu z kilometra.

opr. Paweł Rygas


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje