Reklama

Dość tej nagonki na policję!

W internecie można znaleźć sporo filmików, w których różni cwaniacy, zakompleksieni i nawiedzeni "obrońcy wolności i swobód" ośmieszają policjantów. Takie popisy spotykają się oczywiście z aplauzem gawiedzi, która cieszy się, bo sama jest zapewne z prawem na bakier. Są też różne stowarzyszenia, fundacje, które doszukują się luk w prawie drogowym. A media skwapliwie to wszystko podchwytują i propagują, podlizując się publice. To jest bardzo szkodliwa działalność.

Ja nie twierdzę, że polska policja jest wspaniała i nieskazitelna. Mam wiele zastrzeżeń co do stylu i metod jej pracy. Ta nasilająca się moda na nagrywanie telefonem, a potem publikowanie filmików i ośmieszanie policjantów szkodzi jednak nie tylko tej formacji czy pojedynczym funkcjonariuszom. Demoralizuje społeczeństwo i szkodzi poszanowaniu prawa, które i tak w tym kraju jest żenujące.


Zatrzymał mnie pan bez powodu

Publikatory i różne stowarzyszenia, a także "znający swoje prawa" zmotoryzowani popularyzują jak mogą tezę, że policjanci nie powinni "bez powodu" zatrzymywać kierowcy do rutynowej czy też prewencyjnej kontroli drogowej.  No bo jak można niepokoić porządnego obywatela?  To naruszenie swobód i praw człowieka!

Reklama

Warto zatem, skoro jesteście tacy praworządni, zapoznać się z przepisami prawa. Ustawa o Policji (Dz.U. z 2015 poz. 355) stanowi:

Art.  14. ust. 1:  W granicach swych zadań Policja wykonuje czynności: operacyjno-rozpoznawcze, dochodzeniowo-śledcze i administracyjno-porządkowe w celu:               

1)   rozpoznawania, zapobiegania i wykrywania przestępstw i wykroczeń;

Art. 15 ust.  1:  Policjanci wykonując czynności, o których mowa w art. 14, mają prawo:

1)   legitymowania osób w celu ustalenia ich tożsamości.

Każdy policjant ma zatem prawo wylegitymować obywatela w celu m.in. zapobiegania przestępstwom i wykroczeniom. Trudno kogoś wylegitymować podczas jazdy, a więc już sam zamiar ustalenia tożsamości kierowcy albo pasażerów pozwala policjantowi  na zatrzymanie pojazdu.

Zacytujmy też fragment ustawy Prawo o ruchu drogowym

Art. 129: ust. 1:  Czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu na drogach, kierowanie ruchem i jego kontrolowanie należą do zadań Policji.

ust. 2:  Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do:

1) legitymowania uczestnika ruchu i wydawania mu wiążących poleceń co do sposobu korzystania z drogi lub używania pojazdu;

Powody rutynowej kontroli drogowej

Osoba prowadząca pojazd musi mieć do tego stosowne uprawnienia, zgodnie z Ustawą o kierujących. Policjant ma więc prawo sprawdzić, czy ktoś nie kieruje pojazdem bez określonego przepisami pozwolenia. Notabene nie brakuje w Polsce takich właśnie cwaniaczków, którzy uważają, że bardziej opłaca się w ogóle nie przystępować do egzaminu na prawo jazdy i jeździć bez uprawnień. Są też tacy, którym odebrano prawo jazdy, lecz mimo sądowego zakazu nadal jeżdżą - jest to już przestępstwo.

Gdyby stosować tę chorą wykładnię przepisów, jakiej domagają się nawiedzeni "obrońcy swobód", to osobnik bez prawa jazdy, o ile nie popełniłby żadnego wykroczenia i nie spowodował wypadku, mógłby jeździć bezkarnie całymi latami, bo policjant nie miałby prawa zatrzymać go "bez powodu".

Druga kwestia: wszystkie zarejestrowane pojazdy (z drobnymi wyjątkami) muszą mieć ważną obowiązkową polisę OC. Trzecia kwestia: w dowodzie rejestracyjnym pojazdu musi być potwierdzenie ważnych badań jego stanu technicznego, czyli dopuszczenia do ruchu. Jak policjant ma to wszystko ustalić? Czy sprawdzenie dopełnienia tych wymogów miałoby dotyczyć tylko pojazdów, których kierujący coś zmalował na drodze?

Są to już trzy powody (zapobieganie wykroczeniom), dla których policjant ma prawo zatrzymać każdy pojazd i dokonać rutynowej kontroli. Pojazd może być więc zatrzymany do kontroli, nawet jeśli kierujący nim nie popełnił żadnego wykroczenia. Nie wspominam już o sprawdzeniu stanu technicznego pojazdu.

Aby to wszystko zrozumieć, nie trzeba być prawnikiem, wystarczy umieć logicznie myśleć. Widać nie wszyscy to potrafią. A nie oburza was, że konduktor w pociągu albo kontroler w autobusie lub tramwaju sprawdza, czy macie bilet? Przecież jesteście tacy uczciwi i praworządni, więc nie powinien was niepokoić, lecz z góry założyć, że zapłaciliście za przejazd. Gdyby tak robić, połowa z was jeździłaby regularnie na gapę.

"Nieudana" kontrola trzeźwości

W internecie robi furorę filmik, w którym autor nagrania najpierw oburza się na powód zatrzymania, potem nie chce wręczyć policjantowi dokumentów, a na koniec odmawia poddania się kontroli trzeźwości. Część publiki uważa go za "bohatera", który przeciwstawił się "bezprawiu". No jasne, każdy kto sprzeciwi się policjantowi, wszystko jedno w jakiej sytuacji i czy ma rację czy nie, kto spróbuje go ośmieszyć, wykpić, jest dla was "twardzielem", fajnym "ziomalem" itd. Można się domyślać, że taka mentalność jest charakterystyczna dla prymitywu i pospólstwa, które wypisuje na ścianach cztero- lub pięcioliterowy napis (w zależności od znajomości ortografii), mający wyrażać swoje uczucia do policji.

Tak naprawdę to autor filmu chyba dowartościowuje się, podbudowuje swoje ego, wyżywając się na szeregowym policjancie. Mentorski ton, okazywanie wyższości, ważniactwo. Policjant z kolei widząc, że ma do czynienia z nawiedzonym kierowcą w końcu ustępuje i kontroli trzeźwości nie przeprowadza. Można zrozumieć funkcjonariusza, który dla świętego spokoju tak uczynił, ale nie wyszedł na tym dobrze,  bo i tak stał się kozłem ofiarnym internautów, a w dodatku naruszył autorytet policji. On odpuścił kierowcy, ale kierowca nie odpuścił jemu, publikując film w internecie.

Myślę jednak, że gdyby ten kierowca trafił na policjanta z innym temperamentem, byłby poddany przymusowemu badaniu. Ciekaw jestem bardzo, jak by go potraktowała policja w państwie będącym podobno ostoją demokracji czyli w USA, nie mówiąc już o policji u innego naszego wspaniałego sojusznika, czyli w Turcji... Myślę, że w tamtych krajach ten "dzielny obrońca praw kierowców" byłby potulny jak baranek.

Znowu zacytujmy przepisy z ustawy Prawo o ruchu drogowym:

Art. 129. ust. 2:  Policjant, w związku z wykonywaniem czynności określonych w ust. 1, jest uprawniony do:

3) żądania poddania się przez kierującego pojazdem lub przez inną osobę, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem, badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu.

Policjant zatem w tej sytuacji  miał prawo poddać kierującego badaniu - wystarczyło mu powiedzieć:  "pana zachowanie i sposób jazdy nasuwają uzasadnione podejrzenie, iż znajduje się pan w stanie po spożyciu alkoholu albo środka działającego podobnie do alkoholu"

Oto art. 129i  cytowanej ustawy:

ust. 3: Badanie w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu może być przeprowadzone również w razie braku zgody kierującego, o czym należy go uprzedzić.

Policjant może zatem dokonywać nie tylko kontroli trzeźwości, ale także sprawdzać, czy kierujący nie jest pod wpływem narkotyków. I to nawet wtedy, gdy łaskawy kierowca odmawia.

Co to znaczy "uzasadnione podejrzenie"?

Oczywiście kwestią dyskusyjną jest pytanie, w jakiej sytuacji takie kontrole policjant powinien przeprowadzać. Czy tylko wtedy, gdy pojazd jedzie zygzakiem, ociera się o inne samochody? To już są przypadki ekstremalne. A może dopiero wtedy, gdy przejedzie pieszego albo spowoduje zderzenie?

Często bywa tak, że nietrzeźwy kierowca pozornie nie wyróżnia się sposobem jazdy. Nawet po zatrzymaniu pojazdu nie zawsze można stwierdzić, czy osoba siedząca za kierownicą jest pod wpływem alkoholu, czy nie. Przecież nie musi bełkotać, nie zawsze czuć od takiej osoby woń alkoholu. A zresztą, czy policjant powinien wąchać wyziewy z ust kierowcy?

Widziałem kiedyś drogowego pijaka, który miał 3,5 promila alkoholu we krwi. Kierował samochodem. Niczym się nie wyróżniał, poza tym, że jego twarz była mocno zaczerwieniona. Kiedy wysiadł z samochodu, nie chwiał się wcale, nie zataczał.

A narkotyki? Czy policjant ma obserwować źrenice kierowcy, bawić się w lekarza? Każdy zdrowo i racjonalnie myślący człowiek wie, że nie da się określić precyzyjnie jednoznacznych kryteriów "uzasadnionego podejrzenia". Pozostaje zatem zdać się na intuicję i doświadczenie policjanta.

W przeciwnym razie po naszych drogach będą jeździć tacy kierowcy, jak ten mężczyzna, który był pod wpływem narkotyku i  wiózł samochodem żonę oraz roczną córeczkę. Co ciekawe, większość komentujących uważa, że jazda po amfie to nic takiego, że to nawet "pomaga". Jak już zdołano ogłupić to społeczeństwo... Popatrzcie i poczytajcie:

Albo tacy drogowi mordercy:

Doskonały, jakże prawdziwy obraz typowego polskiego drogowego pijaka. Może, gdyby więcej było rutynowych kontroli trzeźwości, to do tej tragedii nie doszłoby.

Nie dam panu do ręki

To kolejny popis nawiedzonych "obrońców wolności i swobód obywatelskich": Nie dam panu prawa jazdy, bo nie muszę. Muszę tylko okazać, a pan niech sobie czyta.

Znalazłem nawet taką wypowiedź, że nie należy wręczać policjantowi dokumentów, bo może to być z jego strony "próba wejścia w ich posiadanie".  No nie, to już jest chore! Policjant ma przecież prawo sprawdzić, czy dokumenty nie są podrobione lub przerobione. Prawo jazdy nosi specjalne oznaczenia zabezpieczające (hologram, nadruki). Jak ma dokonać sprawdzenia policjant, jeśli kierujący nie wręczy mu dokumentów, lecz trzyma w swojej łapie? Ma prosić: niech pan teraz uprzejmie przekręci trochę w lewo, pod światło, bo nie widzę hologramu?

Policjant może też sprawdzić kierowcę i pojazd w centralnej ewidencji. Jak to ma zrobić? Przepisać sobie dane z prawa jazdy trzymanego w dłoni kierowcy na kartkę i potem z tą kartką iść do radiowozu? Czy nauczyć się tego na pamięć?

I tu apeluję do twórców prawa. Aby wytrącić broń z ręki podobnym "działaczom" - należy jak najszybciej wprowadzić zapis, że podczas kontroli drogowej kierujący ma obowiązek przekazania (wręczenia) dokumentu policjantowi. Inaczej będą się powtarzać takie sytuacje jak ta na filmie, ośmieszające policję, a przy okazji całe nasze państwo.

Moda na nagrywanie czyli igrzyska dla maluczkich

Ci nawiedzeni ważniacy, którzy tak autorytatywnie wypowiadają się o swoich prawach i rzekomym bezprawiu policji, wykonują bardzo złą robotę. Zachęcają innych do podobnych zachowań, a to z kolei powoduje budowanie muru niechęci pomiędzy kierowcami i policjantami.

Gdyby ten kierowca, autor pierwszego filmu, wręczył policjantowi dokumenty i chuchnął w alkosensor, kontrola trwałaby kilka minut. Czy byłaby to dla niego aż taka hańba?

Zanim wejdziesz do samolotu albo do sądu, musisz przejść przez bramkę do wykrywania metali. Jeśli nie uczynisz tego, to nie zostaniesz wpuszczony. I co? Też pytasz o podstawę prawną? Czy wyglądasz na terrorystę albo bandytę? Nie? Dlaczego więc masz poddać się kontroli? Odmawiaj! Jesteście takimi bohaterami, to tam zróbcie taki cyrk i to nagrajcie.

Gawiedź, inspirowana takimi igrzyskami dla maluczkich, naśladuje i też nagrywa ("kameruje"). Popatrzcie:

Chłopaki nie mogą wyjść z samochodu! Dlaczego? Przecież nie ma takiego prawa! - wołają oburzeni amatorzy nagrywania.

Otóż jest takie prawo - Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 18 lipca 2008 r. w sprawie kontroli ruchu drogowego (Dz. U. z 2005 r. Nr 108 poz. 908 z późn. zm). Oto § 16 tegoż rozporządzenia:

1. Uczestnik ruchu jest obowiązany stosować się do poleceń i sygnałów oraz wskazówek wydawanych przez kontrolującego.

2. W przypadku podania przez kontrolującego sygnału do zatrzymania pojazdu kierujący tym pojazdem jest obowiązany:     

1) zatrzymać pojazd;

2) trzymać ręce na kierownicy i nie wysiadać z pojazdu, chyba że zażąda tego kontrolujący;

3) na polecenie kontrolującego:

a) wyłączyć silnik pojazdu,

b) włączyć światła awaryjne.

3. Kierujący pojazdem lub pasażer pojazdu mogą wysiadać z kontrolowanego pojazdu wyłącznie za zezwoleniem kontrolującego.

No, ale "kamerujący" kolesie wiedzą lepiej, chociaż tak naprawdę ich znajomość prawa jest denna. Dla nich jakaś ustawa czy rozporządzenie to już za mądre. Jeden coś słyszał, drugiemu obiło się coś o uszy, ale wymądrzają się, popisują. Potem żądają od przeprowadzającej interwencję policjantki okazania legitymacji i przedstawienia się. Na jakiej podstawie? Policjant zatrzymuje mordercę, a ja podchodzę i ni z tego ni z owego żądam od niego legitymacji? Stuknijcie się w te wasze puste głowy.

A kiedy młody, zdecydowany policjant podejmuje działania wobec nich, to dzielny bohater i ważniak  krzyczy "ała" jak jakaś napastowana panienka. Biedaczek...

Teraz ja pana kontroluję

Są durnie, którzy posuwają się jeszcze dalej. Popatrzcie na tego nawiedzonego, który sam zabawia się w policjanta. Może minął się z powołaniem? Albo w dzieciństwie był bity przez kolegów w szkole?

Ja pana kontroluję, proszę wysiąść z samochodu...  No nie! Szkoda, że nie zażądał oddania mu broni służbowej. To istny cyrk. A policjant jeszcze tłumaczy się...  

Taki z ciebie odważny, bohaterski obywatel znający swoje prawa? No to zaczep funkcjonariusza BOR-u, każ mu wylegitymować się, gdy ochrania akurat jakiegoś VIPa. Albo udziel mu instrukcji, jak ma postępować, każ mu wysiąść z pojazdu. Zatrzymaj kolumnę wiozącą jakiegoś dostojnika i udziel instrukcji, wytknij błędy. Wylądujesz na glebie szybciej, niż myślisz. A potem trafisz jeszcze gdzie indziej...

Luki prawne należy natychmiast zlikwidować

Z zażenowaniem patrzę na to, jak specjaliści z Ministerstwa Infrastruktury sami przyznają, że stworzono bubel prawny. Wystarczy nie okazać prawa jazdy policjantowi, a starosta nie będzie mógł zatrzymać kierowcy uprawnień w związku z przekroczeniem dopuszczalnej prędkości o ponad 50 km/h. Ciekaw jestem zatem, kto po tym oświadczeniu okaże prawo jazdy? Tylko jakiś wyjątkowo naiwny... A kierowcy będą się śmiać policjantom  prosto w twarz.

Kto tworzy te niejasne, dziurawe przepisy? Czy jest to celowa robota, czy też po prostu typowa polska nieudolność i partactwo? Czy nie można dopracować wszystkich przepisów dotyczących kontroli drogowej i w ogóle ruchu drogowego? Wystarczy powołać zespół złożony z kilkunastu policjantów, prawników i kierowców zawodowych. Zamknąć ich na kilka dni i niech pracują, aż zrobią coś porządnego.

Policjant przyjacielem kierowców?

Trochę tak jak ojciec, który czasem skarci, ukarze, ale któremu ufamy i liczy na jego pomoc w razie potrzeby. To oczywiście tylko bajkowa teoria. Policjant ma oczywiście przestrzegać prawa, być wzorem nawet w tym zakresie. Zawsze jednak fanatyzm i popadanie w paranoję absurdu jest szkodliwe i chore.

Szczucie na policję, ośmieszanie jej funkcjonariuszy, złośliwości, powoływanie się na swoje urojone prawa i swobody - to wszystko z pewnością nie sprzyja budowaniu takiego modelu. Zdemoralizowane społeczeństwo, nie odróżniające wolności od anarchii, pełne jakichś kompleksów wobec policji, wywodzących się jeszcze z czasów komuny. W dodatku coraz bardziej ogłupiane przez "poprawność polityczną" i różnych psychologów mających na wszystko gotową receptę "jak trzeba, jak należy". Z drugiej strony nieprecyzyjne prawo, pełne luk, nieścisłości, które z radością wykorzystują cyniczni cwaniacy.

Z trzeciej strony media pełne wspaniałych rad, jak nie dać sobie zabrać prawka, jak nie zapłacić mandatu, jak się "bronić" przed odcinkowymi pomiarami prędkości. Jak łamać prawo bezkarnie... I gotowe urządzić pełną hipokryzji nagonkę na policjantów za "brutalną" interwencję wobec bandyty. No i z czwartej strony politycy, którzy od lat urządzili sobie z policji maszynkę do nabijania kasy, domagając się nie dobrej skutecznej pracy, ale wyników.

W takich warunkach pracuje polska policja. I mamy tak jak mamy. I o to chyba komuś chodzi.

Polski kierowca

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy