Reklama

Felicity Ace wciąż płonie. Na samochodowcu palą się baterie litowo-jonowe

​Przewożący niemal 4 tysiące aut samochodowiec Felicity Ace wciąż dryfuje w płomieniach w pobliżu Azorów. Ogień podsycają litowo-jonowe baterie w samochodach elektrycznych na pokładzie.

Przypomnijmy, mierzący ponad 200 metrów długości, mogący zabrać na pokład około 5500 samochodów, statek stanął w ogniu 16 lutego przed południem. Felity Ace płynął z Niemiec do USA, a w pożar pojawił się, gdy jednostka znajdował się na oceanie Atlantyckim, około 90 mil morskich od Azorów.

Całą, 22-osobową załogę udało się ewakuować śmigłowcami portugalskiej marynarki. Nikt nie został ranny.

Na pokładzie Felicity Ace jest 4000 samochodów. W tym Porsche, Bentleye i Lamborghini

Na pokładzie opuszczonego, dryfującego i trawionego ogniem samochodowca pozostało niemal 4000 samochodów produkcji koncernu Volkswagena, w tym 1100 sztuk Porsche, 189 Bentleyów, a także Audi i Lamborghini. Są wśród nich samochody elektryczne i hybrydowe wyposażone w baterie litowo-jonowe i to bardzo komplikuje akcję gaśniczą.

Na razie przy płonącym statku znajduje się jedna niewielka jednostka gaśnicza, która nie tyle gasi pożar, co schładza kadłub, usiłując zapobiec rozprzestrzenieniu się ognia w rejon zbiorników paliwa Felicity Ace. Wkrótce na miejsce mają dotrzeć dwa specjalistyczne statki gaśnicze i dopiero wtedy może rozpocząć się zasadnicza akcja ratunkowa. Płyną one z Gibraltaru i Holandii. Ten pierwszy powinien pojawić się na miejscu już wkrótce, natomiast płynący z Holandii - nie wcześniej niż 23 lutego.

Reklama

Wiadomo również, że samochodowiec nie zostanie odholowany do portu na Azorach, ponieważ jest zbyt duży.

Jak doszło do pożaru na samochodowcu Felicity Ace?

Woda morska nie nadaje się do gaszenia Felicity Ace. Powody są dwa. Przede wszystkim woda nie ugasi płonących baterii, ponadto wlewanie wody na górne pokłady może doprowadzić do niestabilności, a w konsekwencji przewrócenia statku.

Obecnie nie jest jasne, jak doszło do wybuchu pożaru na Felicity Ace, nie ma żadnych dowodów na to, że powodem były baterie w samochodach elektrycznych. Jednak w przemyśle okrętowym zwrócono już uwagę na to, że załogi promów i samochodowców, wobec rozwoju samochodów elektrycznych, narażają się na większe i wcześnie niespotykane niebezpieczeństwo.

Pożar Felicity Ace. Problem z akumulatorami samochodów elektrycznych

Do samozapłonów baterii dochodzi rzadko, ale znane są takie przypadki. Częściej samochody elektryczne stają w ogniu podczas ładowania. W obu przypadkach powodem musi być usterka techniczna, która doprowadza do przegrzania akumulatora. 

Przegrzana bateria gwałtownie się zapala, (emitowany jest tlen, który reaguje z elektrolitem), co można zobaczyć na filmach z monitoringu, na których zarejestrowano pożary.

Taki płonący samochód elektryczny, nawet stojący na ulicy, jest niezwykle trudno ugasić, wręcz jest to niemożliwe. Akcja ratownicza polega na obfitym polewaniu wodą, celem schłodzenia baterii i stłumienia ognia. Następnie samochód należy umieścić w specjalnym kontenerze, a którym zalewa się go wodą. Inaczej reakcje chemiczne zachodzące w uszkodzonych celach akumulatora doprowadzą do ponownego pojawienia się ognia.

Warto dodać, że akumulator pali się intensywnie i z niezwykle wysoką temperaturą. Przykładowo, aluminiowe nadwozia Tesli mogą się całkowicie stopić, co oznacza, że temperatura ognia przekracza 600 stopni Celsjusza!

Niemieccy strażacy opublikowali jakiś czas temu nagranie przedstawiające akcję gaszenia Opla Ampera-e. Chociaż samo nagranie ma tylko 20 minut, to cała akcja strażaków trwała 6 godzin. A chodziło tylko o jeden samochód...

Dlatego nie należy się spodziewać, że służbom ratowniczym uda się uratować czy to Felicity Ace czy chociaż część jego ładunku. Tymczasem amerykańscy analitycy oszacowali wstępnie, że wartość strat na obecną chwilę to 380 mln dolarów. W rzeczywistości będą więc znacznie wyższe.

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: felicity ace | samochodowiec | pożar | samochody elektryczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy