Pożary samochodów elektrycznych nie są częste, ale bardzo groźne. Między innymi dlatego, że dochodzi do nich nie tylko na skutek wypadków, ale także w wyniku samozapłonu. Zwykle ma on miejsce podczas ładowania pojazdu, kiedy pakiet akumulatorów osiąga wysokie temperatury, a system mający zapobiegać przegrzaniu się ogniw zawiedzie. Ma wtedy miejsce reakcja łańcuchowa, kiedy kolejne cele zaczynają się palić.
W takich sytuacjach strażacy nie są zupełnie bezradni, ale mogą stosować jedynie chwilowe rozwiązania. Nawet jeśli pożar uda się opanować, to jego źródłem są nadal uszkodzone ogniwa, ukryte w obudowie baterii. Kiedy przestaną być chłodzone wodą, mogą ponownie zacząć się palić, na przykład po kilku godzinach. Dlatego częstą praktyką po opanowaniu pożaru auta elektrycznego, jest umieszczanie wraku w kontenerze z wodą, aby nie doszło do kolejnego samozapłonu.

Rozwiązanie tego problemu zaproponowała firma Rosenbauer, zajmująca się produkcją sprzętu gaśniczego. Urządzenie składa się z dwóch elementów, połączonych wężami. Pierwszy umieszcza się przy samej baterii (na przykład pod samochodem), natomiast drugi służy do sterowania nim z bezpiecznej odległości (około 8 metrów). Samo gaszenie polega na wbiciu trzpienia gaśniczego w baterię (z siłą kilku ton, co ma pozwolić na przebicie jej obudowy) i wlewaniu wody bezpośrednio do ogniw. Dzięki temu pożar można opanować o wiele szybciej, jako że walczy się od razu z jego źródłem. Co więcej, urządzenie może pozostać wbite w akumulator (na przykład na czas transportu wraku), aby w razie ponownego samozapłonu, można było natychmiast zareagować.
Nowy system gaśniczy Rosenbauera przeszedł już kilkumiesięczne testy, służąc wybranym zastępom strażaków w całej Europie i zebrał bardzo dobre oceny. Urządzenie jest już dostępne i można je zamawiać.
***












