Auta z LPG będą tankować benzynę? Gaz ma być dla kuchenek
Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) opublikowała raport z propozycjami rozwiązań, które pozwoliłyby obniżyć globalne zapotrzebowanie na ropę w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie i zablokowania Cieśniny Ormuz. Jedno z nich może mocno dać się we znaki polskim kierowcom. Agencja chce, by właściciele aut z instalacjami gazowymi tankowali swoje pojazdy benzyną. W ten sposób mielibyśmy uniknąć braków LPG, z którego korzystają też m.in. domowe kuchenki gazowe. Sprawdziliśmy, czy Polsce rzeczywiście grozi scenariusz niedoboru autogazu.

W skrócie
- Międzynarodowa Agencja Energetyczna zaproponowała, by właściciele aut z instalacjami LPG używali zamiast gazu benzyny, aby uniknąć braków LPG do celów komunalnych.
- Według ekspertów z e-petrol.pl, scenariusz braku LPG na polskim rynku jest mało prawdopodobny, jednak kierowcy muszą się liczyć z rosnącymi cenami tego paliwa.
- Polska importuje około 80 proc. LPG, ale proporcja ceny autogazu do benzyny bezołowiowej utrzymuje się mimo wzrostów cen.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W raporcie IEA czytamy, że utrzymująca się blokada Cieśniny Ormuz, przez którą normalnie przepływa około 20 proc. światowego transportu ropy i produktów naftowych, spowodowała wzrost cen surowca powyżej 100 dolarów za baryłkę i "jeszcze ostrzejsze wzrosty produktów cen rafinowanych, takich jak olej napędowy, paliwo lotnicze i gaz płynny (LPG)".
Biorąc pod uwagę obecny niedobór LPG wykorzystywanego w niektórych regionach do gotowania, rządy mogłyby poprzeć redukcję zużycia LPG w transporcie
W rozmowie z Interią Jakub Bogucki - analityk rynku paliw z e-petrol.pl uspokaja, że taki scenariusz raczej nam nie grozi, ale kierowcy muszą przygotować się na trudne do prognozowania podwyżki cen LPG.
Auta z LPG mają jeździć na benzynie. Gaz ma być dla kuchenek
IEA przekonuje, że "tymczasowe odejście od stosowania LPG w pojazdach drogowych mogłoby spowodować przekierowanie niemal całego zużycia na potrzeby komunalne" - zapewnienie ogrzewania czy gotowanie. IEA prognozuje, że taki scenariusz, w skali świata, skutkowałby około 2 proc. wzrostem zapotrzebowania na benzynę, bo mniej więcej tyle aut wykorzystuje LPG jako główne paliwo.
W opinii agencji rządy mogłyby "tymczasowo zachęcić kierowców do wyboru benzyny zamiast LPG" stosując inną politykę fiskalną. Konkretniej - chodzi m.in. o podniesienie akcyzy tak, by wybór LPG jako paliwa dla pojazdów, przynajmniej chwilowo, przestał być ekonomicznie uzasadniony.
Czy w Polsce może zabraknąć LPG? Eksperci nie mają wątpliwości
Na szczęście widmo kreślone przez IEA jest w Polsce skrajnie mało prawdopodobne. Dr Janusz Bogucki tłumaczy w rozmowie z Interią, że zalecenia wypracowane przez Międzynarodową Agencję Energetyczną nie powinny niepokoić polskich kierowców.
Bogucki wyjaśnia, że kwestia zużycia LPG do celów komunalnych dotyczy w szczególności rynków azjatyckich, jak np. Indii, gdzie LPG funkcjonuje jako "podstawowe paliwo do celów domowych". W takich przypadkach propozycje "przymuszenia" kierowców do rezygnacji z wykorzystywania gazu do napędu pojazdów wydają się wiec racjonalne i uzasadnione.
Zważywszy, że duża część LPG trafiała do Indii z rejonu Zatoki Perskiej, tam rzeczywiście możemy mieć problem strukturalny, zaopatrzeniowy.
Na tle takich gigantów jak Indie Polska, gdzie ogromna część LPG służy właśnie do napędzania samochodów, jest więc pewnego rodzaju ewenementem. Ekspert wyjaśnia też, że w obecnej sytuacji widmo braku gazu płynnego na polskich stacjach, w dającej się przewidzieć perspektywie, na pewno nam nie grozi.
- W Polsce o problemach stricte zaopatrzeniowych nie powinniśmy mówić, ponieważ do Polski trafia LPG głównie ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej. W tej chwili, ze strony zaopatrzeniowej, Polsce nic nie grozi - uspokaja zmotoryzowanych Bogucki.
Zastrzega jednak, że kierowcy muszą być przygotować na kolejne podwyżki. - W systemie naczyń połączonych, jakim jest światowy rynek zwyżka może powodować większe zainteresowanie tym paliwem i jego ceny pójdą w górę - dodaje. Podkreśla też, że wzrost cen LPG może być szybszy niż w przypadku benzyny. Dlaczego tak się dzieje?
80 proc. LPG w Polsce pochodzi z eksportu
E-petrol.pl prognozuje, że w przyszłym tygodniu ceny LPG na polskich stacjach powinny mieścić się w granicach 3,36-3,51 zł za litr. Wzrost cen w ogromnej mierze zależy jednak od cen na rynkach międzynarodowych, bo polskie rafinerie pokrywają zaledwie około 20 proc. zapotrzebowania na LPG. Oznacza to, że import stanowi około 80 proc. Dla porównania, w przypadku benzyny jest to około 20 proc, a drożejącego w szybkim tempie oleju napędowego - około 40 proc.
Oznacza to, krajowa produkcja najpewniej byłaby w stanie obsłużyć zastosowania "grzewczo-komunalne", ale bez importu, autogazu na polskich stacjach zabrakłoby bardzo szybko. Warto jeszcze doprecyzować, że Polska co do zasady importuje główne składniki LPG - propan i butan, które następnie łączone są w gotowe paliwo w polskich zakładach.
Czy LPG dalej się opłaca? Matematyka wyjaśnia wszystko
Na ten moment LPG pozostaje najtańszym sposobem na eksploatację własnych czterech kółek.
Z danych biura analiz rynku paliw Reflex wynika, że 26 lutego, na dwa dni przed atakiem Izraela i USA na Iran na polskich stacjach kierowcy płacili średnio:
- 5,73 zł/l benzyny bezołowiowej 95-oktanowej,
- 5,95 zł/l oleju napędowego,
- 2,78 zł/l autogazu
Dla porównania, w środę 18 marca (dane e-petrol.pl) na stacjach benzynowych płaciliśmy średnio już:
- 6,79 zl/l benzyny bezołowiowej 95-oktanowej,
- 7,76 zł/l oleju napędowego,
- 3,32 zł/l autogazu.
Oznacza to, że na przestrzeni niespełna trzech tygodni olej napędowy podrożał o ponad 30 proc. benzyna o przeszło 18,5 proc, a autogaz o nieco ponad 19 proc. Proporcja ceny litra LPG do ceny litra benzyny bezołowiowej w praktyce nie uległa więc zmianie.









