Reklama

Co czwarte auto w Polsce nie istnieje. Gdzieś zniknęło 9 mln samochodów

Uważasz, że w Polsce mamy za dużo samochodów? Spokojnie, co czwarty z nich to tylko iluzja. Takie wnioski płyną z najnowszych danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców opublikowanych przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.

Jak przypomina instytut Samar, w październiku ubiegłego roku poseł Mirosław Suchoń z Polski 2050 skierował do Prezesa Rady Ministrów - Ministra Cyfryzacji - interpelację, w której pytał o dane dotyczące liczby zarejestrowanych w kraju pojazdów.

Odpowiedź resortu nie pozostawia złudzeń - wbrew utartym stereotypom Polska wcale nie znajduje się w czołówce najbardziej zmotoryzowanych państw na Starym Kontynencie. Wręcz przeciwnie.

Ile samochodów jeździ po polskich drogach?

Od lat wszelkiej maści aktywiści jak mantrę powtarzają, że Polska przoduje w rankingach liczby pojazdów przypadających na tysiąc mieszkańców. To zarzut stawiany społeczeństwu mający świadczyć o jego mentalnym zacofaniu, który uzasadniać ma walkę z "samochodozą". Przemilcza się przy tym fakt, że ponad połowa ludności naszego kraju żyje poza największymi ośrodkami miejskimi, często w miejscowościach, z których ostatni "PKS" odjechał jeśli nie z reformami gospodarczymi Balcerowicza, to w ostatnich kilku latach.

Reklama

Głoszący takie tezy z reguły podpierają się w nich "twardymi liczbami". Sęk w tym, że różnej maści zestawienia dotyczące liczby pojazdów przypadających na sto czy tysiąc mieszkańców bardzo często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ich autorzy - chociaż bazują na prawdziwych danych - nie potrafią się nimi posługiwać, co wynika z ogólnej niewiedzy dotyczącej funkcjonowania Centralnej Ewidencji Pojazdu i nieznajomości stosowanych w niej pojęć.

CEPIK jak czarna dziura - pochłania wszystko

Podstawowym błędem jest szastanie pojęciem liczby "zarejestrowanych" pojazdów bazujące na założeniu, że pojazd "zarejestrowany" oznacza pojazd istniejący w rzeczywistości. Mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, że sam CEPiK pełni też rolę archiwum i najprościej mówiąc - nic z niego nie ubywa. Rekord (pojazd), który raz trafił do państwowej bazy pozostaje w niej na zawsze. Może oczywiście zmieniać swój status, ale do tego potrzebne są konkretne okoliczności.

W modelu idealnym wszystko powinno działać perfekcyjnie. Obywatel idzie do salonu po nowe auto, następnie udaje się do wydziału komunikacji i rejestruje pojazd. W ten sposób w CEPIKu pojawia się nowy rekord, który każdego roku aktualizowany jest o dane z badania technicznego czy informacje o zawarciu obowiązkowego ubezpieczenia OC. Kolejni właściciele posłusznie zgłaszają urzędnikom nabycie pojazdu i przerejestrowują wóz, a - po 20-25 latach eksploatacji - auto trafia do stacji demontażu. Ta - zgodnie z procedurą - "przebija" numery rejestracyjne i odsyła do wydziału komunikacji komplet dokumentów niezbędnych, by "zamknąć" rekord w CEPiK-u wpisem "wyrejestrowany z powodu złomowana".

Nie wierz matematyce - liczby też kłamią

Wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby Centralna Baza Pojazdów i Kierowców powstawała "od zera" - bez "genetycznego" obciążenia w postaci archiwów poszczególnych wydziałów komunikacji. Mówiąc o "genach" nie można też pominąć wrodzonej niechęci społeczeństwa do podporządkowania się przepisom i naturalnej zdolności do "Drzymałowania" - wynajdowania kruczków pozwalających skutecznie migać się od obowiązków. 123 lata zaborów, w czasie których wszelki kontakt z instytucjami oznaczać mógł wyłącznie kłopoty, nie da się ot tak wymazać z naszego "genotypu".

Dość przypomnieć, że przez dobre 20 lat kierowcy mieli wprawdzie ustawowy obowiązek zgłoszenia zbycia i nabycia pojazdu, ale - aż do 1 stycznia 2020 roku - nie był on w żaden sposób usankcjonowany. Bez obaw o jakąkolwiek karę można więc było jeździć z plikiem umów - spadków po poprzednich właścicielach, co wielu rodaków skrzętnie wykorzystywało. Takie podejście pozwalało bowiem zachować dotychczasowe tablice i dowód rejestracyjny, czyli - najprościej rzecz ujmując - oszczędzić dobre 200 zł na rejestracji.

Co jest rekord zarchiwizowany? Jak samochód-widmo wpływa na statystykę?

Właśnie z uwagi na spadek po "słusznie minionym" ustroju, m.in. dzięki staraniom Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, chcąc uporządkować państwową bazę, w 2017 roku Ministerstwo Cyfryzacji wprowadziło definicję pojazdów zarchiwizowanych. Takich, które wprawdzie wciąż istnieją w państwowych bazach, ale - w zdecydowanej większości - dawno już zakończyły swoją drogową karierę w roli wkładu do hutniczego pieca.

Problem w tym, że pojazd o statusie "archiwalny" w dalszym ciągu figuruje w CEP jako zarejestrowany. Dzieje się tak za sprawą logicznej, acz wprowadzającej pewien zamęt, definicji.

Czytamy w niej, że:

Pod pojęciem "komunikatu aktualizującego" rozpatrywać należy wszelkie zdarzenia podlegające wpisom do państwowego rejestru. Dotyczy to więc nie tylko zmian własności ale też obowiązkowych badań technicznych pojazdów, kontroli policyjnych (przypominamy, że od stycznia 2020 roku policjant zobowiązany jest do sprawdzenia stanu drogomierza przy każdej kontroli drogowej pojazdu) czy zawarcia przez właściciela obowiązkowego ubezpieczenia OC od pojazdów mechanicznych.

Ile takich "samochodów-widmo" zarejestrowanych jest dziś w Polsce?

Z Polski zniknęło 9 mln pojazdów

Jak czytamy w odpowiedzi na poselską interpelację - liczba pojazdów samochodowych posiadających status zarejestrowany w Polsce, stan na 31 października 2022 roku, wynosi 32 931 117. Aż 9 010 256 z nich ma status zarejestrowany - archiwalny. Oznacza to, że jeden na cztery zarejestrowane w Polsce samochody w rzeczywistości nie istnieje.

O prawdziwej liczbie pojazdów na naszych drogach najlepiej świadczą dane dotyczące obowiązkowego ubezpieczenia OC. Według danych KPRM liczba pojazdów samochodowych podlegających obowiązkowemu ubezpieczeniu odpowiedzialności cywilnej (stan na 31 października 2022 roku) wynosi 32 931 117. Mimo tego, na dzień 31 października ważną polisą OC legitymowało się  21 124 579 pojazdów. Aż o 11,8 mln mniej niż wynikałoby to z samego CEPiK-u. 

Pamiętajmy, że przerwa w ciągłości polisy OC (wyjątek to pojazdy zabytkowe i w wieku powyżej 40 lat) naraża właściciela na gigantyczną karę na rzecz Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. Co więcej - grubo ponad 90 proc. kar nakładanych jest właśnie w wyniku skanowania baz danych, a nie policyjnych kontroli. Śmiało można więc założyć, że blisko 12 mln brakujących polis OC dotyczy pojazdów, których właścicieli nie da się ustalić lub - co zdecydowanie mniej prawdopodobne - są oni zupełnie niewypłacalni.

13,4 mln pojazdów bez przeglądu. Kierowcy boją się UFG

W odpowiedzi na interpelację czytamy też, że liczba pojazdów samochodowych posiadających ważne badanie techniczne (stan na 31 października 2022 roku) wynosiła 19 562 130. Bez ważnych badań technicznych było więc 13 368 987, ale aż 9 009 947 z nich miało status zarejestrowany - archiwalny.

Paradoksalnie dane świadczą o wysokiej skuteczności UFG w nakładaniu kar za brak ciągłości OC. Wynika z nich bowiem, że aż 1 562 449 pojazdów w ubiegłym roku mogło się pochwalić aktualnym ubezpieczeniem, chociaż ich właściciele nie stawili się na badaniu technicznych.

W tej grupie jest oczywiście dużo pojazdów naprawianych właśnie po kolizjach i wypadkach drogowych, ale sama skala zjawiska świadczy o tym, że kierowcy w większości zdają sobie sprawę z finansowych konsekwencji oszczędzania na polisie OC.

Nie taka Polska zła jak nas malują

Prezentowane dane dotyczą wyłącznie "pojazdów samochodowych" i motocykli. Do ogółu poruszających się po polskich drogach pojazdów wypadałoby więc dodać jeszcze:

  • naczepy,
  • przyczepy,
  • motorowery,
  • ciągniki rolniczych.

Biorąc pod uwagę brak zakorzenionej w naszym społeczeństwie kultury technicznej i obecną sytuację ekonomiczną, trzeba przyznać, że obraz jaki wyłania się z głębszej analizy CEPiK nie jest wcale zły.

Oczywiście - 1,6 mln pojazdów bez aktualnych badań technicznych czy 2,8 mln "brakujących" polis OC to wciąż gigantyczne liczby, ale nie można też zapominać, że po części wynikają one z obowiązującego stanu prawnego. Fikcją pozostaje chociażby wprowadzone niedawno "wycofanie z ruchu" samochodu osobowego, pozwalające zaoszczędzić nawet 95 proc. składki OC. Lista obostrzeń i koszty przywrócenia pojazdu do ruchu często przekreślają finansowy sens takiego postępowania. Dla porównania, w krajach takich jak Niemczy czy chociażby Wielka Brytania, czasowe wycofanie samochodu osobowego z ruchu załatwimy od ręki i bez zbędnych kosztów.  

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: CEPiK | złomowanie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy