Reklama

Afera "dieselszwindel"

Afera dieslowska „przykryta” ekspansją samochodów na prąd?

Odwrócenie się od silników wysokoprężnych i mocna promocja elektromobilności nastąpiły dość gwałtownie w ostatnich latach. Trudno nie łączyć ze sobą tych dwóch trendów, a jako punkt wspólny, można tu wskazać aferę spalinową i jej konsekwencje.

Jeszcze nie tak dawno temu, synonimem samochodu ekologicznego, było auto z silnikiem Diesla. Ford na przykład oferował Focusa II w wersji Econetic z silnikiem 1.6 TDCi o mocy 109 KM, Skoda proponowała Superba II GreenLine 1.6 TDI (105 KM), a Volkswagen Polo BlueMotion 1.2 TDI 75 KM. Samochody te miały opony o obniżonych oporach toczenia, nakładki na nadwoziu poprawiające aerodynamikę oraz, zupełną nowinkę w tamtym czasie, system start/stop, który automatycznie gasił i uruchamiał silnik podczas postoju na światłach.

Ekologiczność tych aut podkreślały także różne gadżety, jak na przykład stosowane przez niektórych producentów kwiatki czy inne roślinki na wyświetlaczu komputera pokładowego. Im oszczędniej jechaliśmy, tym więcej płatków miał kwiatek lub tym więcej listków wyrastało na pikselowej gałązce. W Polsce te wersje, wymagające dopłat których nie dało się zrekompensować teoretycznie niższym spalaniem, były egzotyką, ale na zachodzie sprawy miały się inaczej. Już pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, pojawił się tam rynek na samochody emitujące jak najmniej CO2, ze względu na opłaty (czy też kary), jakie trzeba było uiszczać za posiadanie auta emitującego sporo dwutlenku węgla. Magiczną barierą było 100 g/km, poniżej której byliśmy zwolnieni z tej opłaty.

Reklama

Niskie spalanie to niska emisja, diesel był bardzo chętnie wybierany w Europie i uważano go za sposób na walkę z zanieczyszczeniem powietrza. Aż nastał rok 2015, który całkowicie zmienił sytuację. Wtedy to jedna z amerykańskich organizacji odkryła podczas testów emisji spalin, że jeden z modeli Volkswagena daje zupełnie inny wynik na stanowisku testowym, a inny gdy wyjedzie się nim na drogę z aparaturą pomiarową podłączoną do rury wydechowej. Okazało się, że w warunkach normalnej eksploatacji, niemiecki samochód wielokrotnie przekraczał dopuszczalne normy emisji tlenków azotu.

Afera obiegła cały świat i miała bardzo poważne konsekwencje, nie tylko dla samej branży. Na podobnych oszustwach byli potem przyłapani również inni producenci, ale w ogólnej świadomości z aferą dieslowską kojarzony jest tylko Volkswagen. Przedstawiciele niemieckiej marki posypali głowy popiołem i przeprowadzili akcję serwisową, rozwiązującą problem. Powszechne stało się też stosowanie katalizatorów SCR, niemal całkowicie eliminujących problem tlenku azotu w spalinach. Nikogo to jednak nie obchodziło - diesel został napiętnowany, jego sprzedaż zaczęła wyraźnie spadać, a w debacie publicznej pojawiły się nawoływania do zakazu wjazdu diesli do miast - także tych nowoczesnych i faktycznie czystych.

Volkswagen tymczasem poczuł ogromną presję, aby udowodnić, że wbrew obiegowej opinii zależy mu na ekologicznej motoryzacji. Miał już co prawda od 2013 roku w ofercie elektrycznego up!'a, a od 2014 roku elektrycznego Golfa, ale to było za mało. Nastąpiło duże przekierowanie środków i anulowanie paru projektów (jak na przykład następcy Phaetona), aby pełną parą mogły ruszyć prace nad elektryczną transformacją.

Jej pierwsze efekty tych prac mogliśmy zobaczyć w 2019 roku, wraz z premierą ID.3 - pierwszego modelu stworzonego od podstaw jako samochód elektryczny. Auto otrzymało zupełnie nową płytę podłogową, przystosowaną wyłącznie do napędu wykorzystującego prąd, stworzono dla niego nowy język stylistyczny, a także zupełnie nowy, bardzo minimalistyczny projekt wnętrza. To miało być auto nowej ery i rzeczywiście wszystko w nim było nowe, a samo "ID" to nazwa nowej submarki, która zajmuje się wyłącznie elektrykami.

Obecnie na rynku dostępny jest też ID.4, niedługo dołączy do niego ID.5, a w ciągu kilku lat Volkswagen chce mieć całą gamę aut elektrycznych, obecnych w najważniejszych segmentach rynku.

Całkowite przejście na elektromobilność wydaje się nieuniknione (choćby ze względu na prawodawstwo unijne), a Volkswagen ma ambicje stać się liderem przemian w motoryzacji. Wiele wskazuje na to, że gdyby nie afera spalinowa, niemiecki producent nie kładłby tak szybko tak dużego nacisku na elektryfikację.

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: dieselgate | Niemcy | Volkswagen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje