Reklama

Wsiadasz do autobusu? A skąd wiesz, czy kierowca jest trzeźwy?

Ostatnio wzrasta gwałtownie liczba kierowców autobusów komunikacji miejskiej przyłapanych na jeździe po spożyciu alkoholu albo będących pod wpływem środków odurzających. Część z nich na szczęście nie spowodowała żadnej tragedii, ale byli i tacy, którzy kogoś zabili.

Od razu pragnę podkreślić, że ten tekst nie jest nagonką na wszystkich kierowców autobusów, bo zdecydowana większość są to ciężko pracujący ludzie, w dodatku najczęściej profesjonaliści, do których mam duży szacunek. Nie oznacza to jednak, że można przymykać oko na nasilające się w tej grupie zawodowej patologiczne zjawiska. Oto kilka przykładów.

Reklama

W styczniu 2018 r. w Zabrzu 22-letni kierowca autobusu miejskiego uderzył w pieszą przechodzącą po wyznaczonym przejściu. W jego organizmie stwierdzono obecność amfetaminy. Kobieta doznała bardzo poważnych obrażeń.

Dwa promile alkoholu miał w wydychanym powietrzu kierowca podmiejskiej linii 920, który kierował autobusem z pasażerami na trasie z Zębic do Świętej Katarzyny (gmina Siechnice, woj. dolnośląskie).  Spowodował on kolizję z wozem straży pożarnej, lecz nawet nie zatrzymał się i kontynuował  jazdę. Zatrzymano go dopiero po pościgu.

Również w styczniu 2018 r. w Jastrzębiu-Zdroju  zatrzymano 41-letniego kierowcę autobusu, w którego krwi stwierdzono ponad 3 promile alkoholu!

W tym samym miesiącu zatrzymano pijanego kierowcę autobusu w Mysłowicach. Ten z kolei  miał "tylko" 0,5 promila alkoholu we krwi.

W marcu 2018 r. w Legionowie pod Warszawą policjanci zatrzymali kierowcę autobusu miejskiego, u którego pomiar wykazał 3,5 promila. W dodatku kierowca ten proponował policjantom łapówkę w wysokości 200 zł za odstąpienie od czynności służbowych.

W sierpniu 2018 r. policjanci z Będzina zatrzymali kierowcę autobusu po sygnale otrzymanym od pasażera, który zwrócił uwagę na woń alkoholu bijącą od prowadzącego pojazd. Kierowcą okazał się Ukrainiec, w którego krwi znajdowało się ponad 0,5 promila alkoholu.

Myślę, że tych przykładów wystarczy, chociaż mógłbym ich podać znacznie więcej. Wystarczy wpisać sobie w wyszukiwarkę internetową hasło "pijany kierowca autobusu" i zobaczycie, ile wyświetli się wam takich przypadków.

Jak to jest możliwe?

Nietrzeźwi kierowcy to w Polsce prawdziwa plaga. Każdego roku policjanci zatrzymują prawa jazdy kilkunastu tysiącom kierowców z powodu kierowania po spożyciu alkoholu. Długi weekend, święta albo majówka i statystyki zapełniają się kolejnymi tysiącami drogowych pijaków. Jak to jednak jest możliwe, by za kierownicą autobusu miejskiego, który przewozi kilkudziesięciu pasażerów, zasiadał zamroczony alkoholem osobnik? Kto dopuszcza takiego człowieka do pracy? Czy ktoś w ogóle ma nad tym kontrolę?

Co gorsza, wśród kierowców autobusów pojawiają się także coraz częściej osobnicy znajdujący się pod wpływem środków odurzających. Jest to z pewnością znak obecnych czasów. Kiedy ja chodziłem do szkoły, narkotyki były dla nas pojęciem obcym. Słyszało się o nich co nieco, ale branie narkotyków kojarzyło się nam z jakimiś ćpunami z marginesu. Obecnie narkotyki są już niemal powszechne w szkołach średnich i na wyższych uczelniach. W niektórych środowiskach ich używanie należy wręcz do obowiązującego stylu i dobrego tonu. O wiele łatwiejsze stało się też ich nabycie.

Uważam, że jeśli ktoś chce regularnie pić alkohol, to jego sprawa. Tak samo z różnymi narkotykami. Chcesz brać to bierz. W końcu to twoje życie i twój organizm. W żadnym razie jednak nie może być tak, że ktoś pijany albo odurzony przewozi autobusem ludzi!

Pasażer musi mieć pewność

Kupując bilet i wsiadając do autobusu zawierasz umowę z przedsiębiorstwem komunikacyjnym. Jest to umowa o przewóz. Jako pasażer powinieneś mieć pewność, że wiezie cię kierowca o wysokich kwalifikacjach, oczywiście w pełni sprawny fizycznie, a więc trzeźwy i niezażywający żadnych substancji odurzających. To przecież podstawa bezpiecznego transportu.

Zapewnienie tego powinno leżeć w interesie firmy transportowej. Wyobrażacie sobie, jaka byłaby afera, gdyby okazało się, że za sterami samolotu siedział kompletnie pijany pilot? Takie linie lotnicze natychmiast straciłyby bardzo wiele na swojej reputacji. Za to w firmach autobusowych takie przypadki pojawiają się coraz częściej i jakoś nikt się tym nie przejmuje. A przecież są to firmy zatrudniane przez miasta i gminy czyli organy władz samorządu terytorialnego. Czy nie odczuwają one wstydu przed mieszkańcami, że współpracują z takimi właśnie firmami?

Wprowadzić zapis w ustawie

Oczywiście w firmach komunikacyjnych przeprowadzane są wyrywkowe kontrole trzeźwości, ale jak widać, nie odnoszą właściwego skutku. Ponadto załogi niektórych przedsiębiorstw, a także związki zawodowe oburzają się na koncepcję obligatoryjnych kontroli wszystkich kierowców twierdząc, że to brak zaufania do pracowników, naruszanie ich godności osobistej itd.

To oczywiście bzdura. Na lotnisku przed odlotem samolotu odpowiednie  służby mają prawo nakazać pasażerowi nie tylko otwarcie walizki, ale także zdjęcie butów czy odzieży. I co? Chętnych do latania nie brakuje. Nikt przecież nie ma napisane na czole "jestem terrorystą", a zatem takie kontrole są po prostu konieczne. W interesie tych pasażerów, którzy chcą bezpiecznie dolecieć do celu.

Tak samo powinno być we wszystkich firmach przewożących ludzi. Uważam, że w ustawie o kierujących pojazdami powinien znaleźć się następujący zapis:

"Kierujący autobusem, trolejbusem lub tramwajem musi być poddany przez pracodawcę obligatoryjnej kontroli pod kątem użycia alkoholu albo substancji działającej podobnie do alkoholu, przed rozpoczęciem pracy w danym dniu i po jej zakończeniu."

Taki zapis wykluczyłby wszelką dowolność w zakresie przeprowadzania kontroli kierowców. Firmy komunikacyjne po prostu byłyby zobligowane do wykonywania codziennych badań wszystkich swoich pracowników. Gdyby tego zaniedbały, ponosiłyby odpowiedzialność karną.

Wówczas nie byłoby żadnych protestów, nacisków na dyrekcję przedsiębiorstw itd. Po prostu taki byłby ustawowy wymóg. A jeśli któremuś z kierowców tak bardzo to się nie podoba, to trudno. Nikt mu nie broni zmienić pracy.

Zresztą pretensje wyrażają najczęściej ci, którzy mają coś na sumieniu. Jeśli jestem trzeźwy, jeśli nie raczyłem się żadną "amfą" albo innym świństwem, to czy tak obraźliwe jest dla mnie chuchnięcie w ustnik alkosensora albo dotknięcie językiem papierka narkotestera? Oczywiście nie, taka jest moja praca, tego wymagają przepisy.

Kontrolować wszystkich

Proponuję zatem dokonywanie kontroli wszystkich kierowców autobusów rozpoczynających pracę. Nie może być tak, że dyspozytor dobrze zna Andrzeja, więc przepuści go bez kontroli, a sprawdzi tylko Kamila. Kontrole musiałyby być rejestrowane i ewidencjonowane.

A dlaczego druga kontrola po zakończeniu pracy? To proste, zdarzają się niestety i tacy kierowcy, którzy popijają sobie podczas pracy. Ten delikwent zostałby więc wykryty po zakończeniu pracy.

Oczywiście należałoby także przewidzieć odpowiednie sankcje dla tych, którzy ośmielili by się kierować autobusem po spożyciu alkoholu albo zażyciu narkotyków. Taki kierowca powinien być nie tylko zwolniony z pracy w trybie dyscyplinarnym, ale także otrzymać dożywotni zakaz wykonywania zawodu kierowcy. Nie wspominam już o konsekwencjach karnych za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości.

Wybierzcie, czego chcecie

Już widzę tę falę hejtu, jaka będzie przelewać się przez komentarze pod moim artykułem. Bo nawołuję do kontrolowania ludzi, propaguję policyjne metody itd. Gdy wsiadam do autobusu, mam pełne prawo domagać się i oczekiwać, by kierowca był w pełni sprawny pod każdym względem. Nie chcę być przewożony przez jakiegoś pijaka lub ćpuna. Czy to takie dziwne?

Natomiast wy sami zdecydujcie, co wybieracie: czy chcecie jeździć z prawdziwymi profesjonalistami, czy może jest wam wszystko jedno?

Polski kierowca

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje