Polacy nie chcą kupować używanych aut elektrycznych. Wskazali dwa powody
Zainteresowanie pojazdami elektrycznymi w Polsce stale rośnie, jednakże kierowcy mają spore obawy wobec używanych egzemplarzy BEV. Chociaż co czwarta osoba bierze pod uwagę wybór modelu w pełni elektrycznego, to zaledwie niespełna 4 proc. badanych rozważałoby kupno elektryka z drugiej ręki. Ile Polacy są w stanie zapłacić za nowe auto z napędem elektrycznym?

W skrócie
- 27 proc. ankietowanych rozważa zakup nowego pojazdu elektrycznego, jednak tylko 3,7 proc. bierze pod uwagę samochód używany.
- Największe obawy wobec używanych aut elektrycznych budzą możliwość pożaru baterii i awarie akumulatora.
- Zakończenie programu NaszEauto może znacząco wpłynąć na spadek zainteresowania autami BEV.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Według wyników badania Barometru Nowej Mobilności tylko 27 proc. ankietowanych planując zakup nowego samochodu rozważałoby wybór pojazdu elektrycznego. To trend, który z każdym kolejnym rokiem w teorii będzie rósł w siłę, jednakże w dużej mierze zainteresowanie pojazdami BEV nie jest uzależnione wyłącznie od oferty producentów, a przede wszystkim od rządowych dopłat.
Polacy nie chcą kupować używanych aut elektrycznych. Boją się pożaru i awarii baterii
Zaledwie 3,7 proc. badanych rozważałoby zakup używanego auta elektrycznego. Aż 70 proc. obawia się pożaru baterii, a ponad połowa jej awarii. O ile wątpliwości związane z kosztowną wymianą zużytego akumulatora są w pewnym stopniu zrozumiałe, to warto zaznaczyć, że w pierwszym półroczu 2025 r. nad Wisłą doszło do 23 pożarów pojazdów BEV. To mniej niż pół procenta wszystkich pożarów aut w Polsce.
Łączna liczba pojazdów w kraju przekracza 27 milionów, a elektryki stanowią nieco ponad 100 tys. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy ubiegłego roku doszło do pożaru 11 aut hybrydowych (HEV i PHEV) oraz 4678 samochodów spalinowych. Co ciekawe, nie spłonął żaden pojazd z napędem wodorowym.
Kto kupuje auta elektryczne? Kluczowa jest możliwość ładowania
Chociaż zainteresowanie pojazdami BEV stale rośnie, to kluczowym aspektem przy wyborze auta z tym rodzajem napędu jest możliwość ładowania w pobliżu domu. Tylko 27 proc. badanych ma taką możliwość, a dla 70 proc. osób jest to najważniejszy czynnik. To właśnie brak takiej opcji uznawany jest za jedną z największych barier przy zakupie aut elektrycznych.
Połowa badanych jest w stanie za elektryka zapłacić od 80 do 160 tys. zł, ale co ciekawe, ponad 40 proc. zaznacza, że jest gotowa zakupić model nieznanej marki pod warunkiem, że będzie on oferował lepszą technologię. Z kolei 64 proc. ankietowanych jest w stanie zrezygnować ze spalinowego samochodu i przesiąść się do pojazdu elektrycznego, jeśli te będą "szybkie i tanie". Obecnie 6,9 proc. korzysta z aut BEV, ale tylko 6,5 proc. jeździ nimi regularnie. W badaniu zebrano łącznie 10 518 ankiet.
Koniec rządowego programu NaszEauto. Zainteresowanie elektrykami spadnie?
Pierwotnie zakładano, że pieniądze na dopłaty do elektryków skończą się w kwietniu, jednakże 27 stycznia br. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przekazał, że przeznaczony budżet został już wykorzystany. To właśnie rządowy program NaszEauto był motorem napędowym sprzedaży aut elektrycznych i w nadchodzących miesiącach - w związku z wypłatą środków - należy spodziewać się rosnącej liczby rejestracji pojazdów BEV.
Konsekwencje zakończenia rządowych dopłat - zdaniem ekspertów - przyniosą podobne skutki do tych, które zaobserwowano w Niemczech - po wycofaniu dopłat udział BEV w nowych rejestracjach spadł z 18,4 proc. w 2023 r. do 13,5 proc. w 2024 r. W dłuższej perspektywie spodziewać możemy się jednak dalszego - choć nie tak gwałtownego - wzrostu sprzedaży elektryków. W dużej mierze będzie to zasługa nowych limitów amortyzacji dla pojazdów spalinowych, które wynoszą 100 tys. zł, a dla BEV pozostały na poziomie 225 tys. zł, co znacznie zwiększy opłacalność zakupu szczególnie dla firm.










