Kierowcy dostawali wezwania do zapłaty za parkowanie. Nawet 3,4 tys. zł
Wystarczyło zawrócić na czyimś podjeździe albo zatrzymać się na minutę, żeby wysadzić pasażera na prywatnym terenie, na przykład pod domem. Po kilku tygodniach przychodził list z kancelarii prawnej - do zapłaty nawet 800 euro. Austria właśnie położyła kres temu procederowi, który w tym kraju zupełnie zgodnie z przepisami działał od lat.

W skrócie
- Austria przez lata umożliwiała wysokie opłaty za chwilowe zatrzymanie na prywatnej posesji, nawet jeśli było to tylko na minutę.
- Od stycznia 2026 roku nowe przepisy chronią kierowców przed nieuzasadnionymi roszczeniami, jeśli nie doszło do szkody.
- Wprowadzono limity kosztów oraz możliwość odwołań aż do Sądu Najwyższego, aby ograniczyć nadużycia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Na czym polegał? W skrócie - właściciel prywatnego terenu montował kamerę. Gdy kierowca - zwykle turysta albo kurier - zatrzymał się na jego gruncie choćby na chwilę, sprawa trafiała do współpracującej kancelarii prawnej. Ta wysyłała oficjalne wezwanie do zapłaty, powołując się na austriackie przepisy o naruszeniu posiadania.
Kwoty wahały się od 300 do 800 euro, czyli od około 1,2 do ponad 3,4 tys. złotych. Problem polegał na tym, że dotychczasowe przepisy rzeczywiście pozwalały na takie roszczenia. Koszty adwokackie naliczano według standardowych stawek, więc nawet błaha sprawa generowała wysokie opłaty. Ofiarami padali głównie turyści nieznający okolicy oraz kierowcy dostawczaków, którzy zatrzymywali się przy źle oznakowanych posesjach.
Nowe przepisy o parkowaniu na prywatnym terenie w Austrii od 2026 roku
Od 1 stycznia 2026 roku w Austrii obowiązuje znowelizowane prawo. Krótkotrwałe zatrzymanie na cudzym gruncie nie jest już traktowane jako naruszenie posiadania - pod warunkiem, że kierowca nie uszkodził mienia i nie zablokował przejazdu. Oznacza to ochronę dla każdego, kto zawrócił na czyimś podjeździe, zatrzymał się na chwilę na podwórku, wysadził pasażera przy prywatnej posesji albo dostarczył przesyłkę. Takie sytuacje nie mogą już być podstawą do roszczeń finansowych.
Przepisy nadal pozwalają właścicielom bronić swojej własności, ale tylko w przypadku rzeczywistych naruszeń. Mowa o długotrwałym blokowaniu terenu, uszkodzeniach czy uporczywym ignorowaniu zakazów wjazdu. Krótki postój bez szkody dla właściciela nie uzasadnia już pozwu.
Nowe przepisy wprowadzają sztywne limity kosztów dla sporów związanych z pojazdami. Wartość sporu, która stanowi podstawę do obliczania kosztów adwokackich, została ustalona na zaledwie 40 euro. Wcześniej kancelarie przyjmowały wartości rzędu 500-1000 euro, co automatycznie windowało ich wynagrodzenie. Teraz maksymalna stawka adwokacka wynosi 107,76 euro.
Opłata sądowa to 70 euro, jeśli sprawa zakończy się na pierwszej rozprawie. Gdy powód wycofa pozew przed doręczeniem, zapłaci tylko 35 euro.
Reforma wprowadza jeszcze jedną istotną zmianę. Przez najbliższe pięć lat sprawy o naruszenie posiadania można będzie kierować aż do austriackiego Sądu Najwyższego. Do tej pory ta droga była zamknięta. Celem jest wypracowanie jednolitej linii orzeczniczej w całym kraju. Dotychczas sądy w różnych regionach różnie interpretowały przepisy, co sprzyjało nadużyciom. Po pięciu latach rząd oceni skuteczność reformy i zdecyduje, czy utrzymać ją na stałe.









