Pułapka na autostradzie. Fotoradar wystawił 177 tysięcy mandatów
Pod koniec ubiegłego roku na autostradzie Brenner w Austrii fotoradar zarejestrował rekordowe 177 tys. wykroczeń. Wszystko to w związku z trwającymi pracami remontowymi i zmienionymi limitami prędkości. Wielu kierowców z Niemiec zaskoczonych ogromną liczbą mandatów, odmówiło opłacenia kar.

W skrócie
- Fotoradar na austriackiej autostradzie A13 zarejestrował rekordowe 177 tys. wykroczeń związanych z przekroczeniem prędkości.
- Wielu niemieckich kierowców buntuje się przeciwko mandatowym karom, powołując się na różnice w przepisach pomiędzy Austrią a Niemcami.
- Austria planuje zmiany w systemie mandatowym, by usprawnić egzekucję kar i poprawić ochronę podczas prac drogowych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Fotoradar przy Alejach Jerozolimskich 329 w Warszawie zdobył krajową sławę dzięki swojej skuteczności. Od rozpoczęcia pracy 14 listopada 2024 roku w ciągu 26 dni zarejestrował 7840 przypadków przekroczenia prędkości, a do końca stycznia 2025 roku liczba ta wzrosła do 12,5 tys. Rosnąca frustracja kierowców i liczba wystawionych mandatów doprowadziły dwukrotnie do uszkodzenia urządzenia.
Fotoradar rekordzista znajduje się w Austrii
Jak się jednak okazuje, polski rekordzista wśród fotoradarów nie ma nawet porównania z urządzeniem działającym na austriackiej autostradzie A13. Podczas gruntownej przebudowy popularnego odcinka drogi wiodącej w kierunku przełęczy Brenner, jeden z fotoradarów zarejestrował aż 177 tys. wykroczeń w niespełna półtora roku. Powodem były ograniczenia prędkości wprowadzone na zwężonych odcinkach do 40-60 km/h, które wielu kierowców ignorowało. W efekcie liczba zarejestrowanych naruszeń pobiła wszystkie dotychczasowe rekordy.
Niemcy nie chcą płacić mandatów. Różnica w przepisach
To, co dla austriackich władz stanowi oczywiste naruszenie przepisów, w praktyce stało się problemem egzekucyjnym - także po niemieckiej stronie granicy. Wielu kierowców z Niemiec, sprzeciwiając się liczbie wystawionych mandatów, zdecydowało się ich nie opłacać. Kluczową rolą odegrały tu austriackie przepisy, a konkretnie zasada "Halterhaftung" - odpowiedzialności właściciela pojazdu za wykroczenia, bez konieczności ustalania, kto prowadził pojazd.
Oznacza to, że mandaty trafiają do właściciela pojazdu, nawet jeśli nie wiadomo, kto faktycznie prowadził samochód. Tymczasem w Niemczech obowiązuje zasada odpowiedzialności kierowcy, co oznacza, że organ musi ustalić, kto siedział za kierownicą - zwykle na podstawie zdjęcia z fotoradaru. Jeśli austriackie władze nie są w stanie jednoznacznie wskazać sprawcy, egzekwowanie mandatu często kończy się bezskutecznie. Problem potęguje fakt, że wiele fotoradarów wykonuje zdjęcia tylko od tyłu pojazdu, co sprawia, że twarz kierowcy nie jest widoczna. Taki materiał dowodowy jest dla niemieckich organów niewystarczający.
Austria boi się kosztów postępowania i anuluje kary
Jak informują niemieckie media, różnice w przepisach między Austrią a Niemcami sprawiają, że Austria często rezygnuje z egzekucji mandatów poniżej 70 euro, uznając, że koszty postępowania przewyższają potencjalne wpływy. W rezultacie tysiące mandatów pozostaje nierozliczonych, a niemieccy kierowcy odmawiają płatności, domagając się dodatkowych dowodów, np. oryginalnych zdjęć z fotoradarów.
Austriackie władze nie zamierzają pozostawać bierne i zapowiedziały już zmiany administracyjne, które mają usprawnić obieg informacji między systemami mandatowymi oraz ułatwić kierowcom i organom z innych krajów dostęp do danych o naruszeniach przepisów. Nowy system ma skrócić czas odpowiedzi i ograniczyć liczbę formalnych odwołań. Jednocześnie Austriacy podkreślają, że celem kontroli prędkości nie jest "łapanie" kierowców ani ustanawianie rekordów, lecz ochrona pracowników budowlanych podczas remontów i zmniejszenie ryzyka wypadków.










