Reklama

Przegląd pojazdów Wojska Polskiego. Czym jeżdżą polscy żołnierze?

Już nie tylko Honkery - Wojsko Polskie może się pochwalić również nowoczesnymi lub mocno zmodernizowanymi pojazdami. Przyglądamy się tym najważnieszym.

Honker czyli wóz rolnika idzie do wojska

Mimo hucznych deklaracji mówiących o pojawieniu się "następcy Honkera" (cytujemy wypowiedzi Ministra Obrony Narodowej) w postaci Forda Rangera, w rzeczywistości koniem pociągowym polskiej armii wciąż pozostaje - stworzony w Fabryce Samochodów Rolniczych (!) w Antoninku - pojazd tkwiący, zarówno konstrukcyjnie, jak i jakościowo - w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Chociaż trudno o wiarygodne dane, śmiało przyjąć można, że na wyposażeniu jednostek pozostaje około 2 tys. Honkerów. Około 1400 z nich to wersje standardowe, kolejne 600 to wozy "specjalne" - dowodzenia, łączności itp. Otwartym pozostaje jednak pytanie dotyczące poziomu gotowości "bojowej" tych pojazdów. Nie jest tajemnicą, że wiele egzemplarzy jako samochody istnieje wyłącznie w dokumentach konkretnych jednostek i są one systematycznie kanibalizowane przez pojazdy pozostające w służbie.

Reklama

>>>Słowenia przekaże Ukrainie kilkadziesiąt czołgów M-84. W zamian ma otrzymać od Niemiec coś innego...<<<

Ford Ranger XLT - farmer na służbie

Następcą Honkera - przynajmniej w ocenie Ministerstwa Obrony Narodowej - stały się w wojsku Fordy Rangery XLT, których pierwsza licząca 100 egzemplarzy partia przekazana została wojskowym w grudniu 2020 roku. W sumie do jednostek trafić ma 498 tych wozów (z możliwością zakupu kolejnych 150 egzemplarzy), więc zastąpienie nimi 2000 Honkerów jest mało realną opcją.

W przypadku Rangera, który wybrany został dopiero w szóstym(!) z kolei przetargu w ramach programu Mustang (zakup samochodów ciężarowo-osobowych wysokiej mobilności) trzeba również mieć świadomość, że wybór dokonany przez wojsko padł na cywilną wersję pojazdu (dostarczone do jednostek auta mają np. chromowane elementy nadwozia i metalizowane lakiery), mimo że - przynajmniej w założeniach - pojazdy trafić miały zarówno do wojsk zabezpieczenia technicznego, jak i jednostek operacyjnych. Mówiąc wprost w codziennej służbie - samochody powinny dobrze wywiązać się z roli aut "szosowych", ale ich zdolności "bojowe" - w warunkach poligonowych - są raczej mizerne. Podsumowując - narracja Ministerstwa Obrony Narodowej o "następcy Honkera" wydaje się jednak pewnym nadużyciem.

Polskie Humvee

Mówiąc o realnych możliwościach terenowych i standardowych pojazdach "wysokiej mobilności" nie sposób pominąć około 200 egzemplarzy legendarnych amerykańskich HMMWV, które trafiły o polskiego wojska w ramach amerykańskiej zagranicznej pomocy wojskowej Foreign Military Financing. W sumie do jednostek trafiło 217 wozów w różnych odmianach. Zdecydowana większość, bo ponad 150 sztuk, to standardowe "nośniki uzbrojenia" (w WP otrzymały kryptonim "Tumak"). Pozostałe to wersje transportowe (w tym do transportu kontenerów) czy np. specjalistyczne wozy ewakuacji medycznej. Zagadką pozostaje jednak poziom sprawności technicznej tych pojazdów, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że wozy zaczęły trafiać do polskiej armii w 2004 roku, czyli 18 lat temu. W polskim wojsku służą też pojedyncze sztuki innych cenionych przez fanów offroadu terenówek. Przykładowo - wraz z zakupem niemieckich czołgów Leopard 2 otrzymaliśmy np. kilka Mercedesów klasy G. W jednostkach specjalnych wykorzystuje się np. Toyoty Hylux. W żandarmerii wojskowej, wzorem straży granicznej, spotkać można np. Land Rovery Defendery.

MRAP Cougar 4x4 - drogi spadek po US Army

W ostatnim czasie dużo mówiło się również o pozyskaniu dla polskich żołnierzy 300 używanych pojazdów MRAP Cougar 4x4. Chodzi o opancerzone (masa własna ponad 16 ton) pojazdy zapewniające załodze (6 osób) podwyższoną ochronę, głównie przed improwizowanymi ładunkami wybuchowymi. O tym, że polska armia kupi od USA 300 używanych pojazdów MRAP Cougar 4x4 wraz z pakietem logistycznym i szkoleniowym, szef MON  poinformował pierwszy raz w listopadzie 2021 roku. Pojazdy są znane polskim żołnierzom chociażby z zakończonej już misji w Afganistanie. W 2008 roku Amerykanie użyczyli polskiemu kontyngentowi 40 Cougarów.

Chociaż decyzja o zakupie wozów z wolnej ręki za 27,5 mln dolarów wzbudza ogromne kontrowersje, sam pojazd cieszy się raczej dobrą opinią. To nowoczesna konstrukcja, która potrafi przetrwać wybuch 7 kg trotylu pod kadłubem i 14 kg - pod kołem. Jest to możliwe m.in. dzięki specjalnemu wyprofilowaniu dolnej części kadłuba (w kształcie litery V), dzięki czemu energia wybuchu spod auta wydostaje się bokami. Źródłem mocy jest 330-konny wysokoprężny silnik Caterpillar C7, który współpracuje z automatyczną skrzynią biegów Allison 3500SP. Cougar może rozpędzić się do 105 km/h, zasięg to niemal 1000 km. Kupowane w ramach "pilnej potrzeby operacyjnej" wozy trafić maja do Wojska Polskiego "jeszcze w 2022 roku", ale na ten moment ich dostawy jeszcze się nie rozpoczęły.

KTO Rosomak - fiński projekt w polskim wydaniu

Obecnie najbardziej wartościowym sprzętem Wojska Polskiego, który w obliczu realnego zagrożenia mógłby przetransportować żołnierzy w rejon konfliktu zapewniając im realne wsparcie również w tzw. "strefie śmierci", są popularne "rośki", czyli Kołowe Transportery Opancerzone Rosomak. To produkowane w Siemianowicach Śląskich (dawne Zakłady Mechaniczne, obecnie Rosomak SA) licencyjne wersje cenionych fińskich wozów Patria AMV. Pozyskanie licencji na ich produkcję śmiało uznać można za jeden z największych sukcesów polskiego przemysłu zbrojeniowego ostatnich lat. Obecnie na wyposażeniu jednostek Wojska Polskiego znajduje się ponad 800 sztuk tych wozów. Większość z nich uzbrojona jest w - osadzoną na niewielkiej wieżyczce - armatę automatyczną kalibru 30 mm.

Chociaż Rosomaki są tylko lekko opancerzone (masa bojowa to 22 tony), wozy udowodniły swoją przydatność m.in. w czasie misji w Afganistanie. Fińska konstrukcja ma szereg zalet: dzięki kołowej architekturze może się pochwalić wysoką mobilnością, potrafi pokonywać przeszkody wodne wpław i może być szybko dostarczona w rejon działań. Wozy napędzane są wysokoprężnym silnikiem Scanii generującym 490 KM, który zapewnia im maksymalną prędkość szosową aż 100 km/h. Nie ulega wątpliwości, że to właśnie Rosomaki stanowiłyby podstawę polskich sił "szybkiego reagowania", gdyby sytuacja na "wschodniej flance NATO" zaczęła wymykać się spod kontroli. W dużym uproszczeniu - razie realnego zagrożenia - ich kołowa architektura pozwala po prostu zapakować do przedziału desantowego żołnierzy i - bez tworzenia zaawansowanej logistyki niezbędnej w przypadku wozów gąsiennicowych - wysłać je w rejon działań korzystając chociażby z normalnej sieci drogowej.  

Żmije w służbie na granicy

Mówiąc o ewentualnej szybkiej reakcji na zagrożenie ze wschodu nie sposób pominąć też nowych, opracowanych w Polsce, pojazdów o kryptonimie Żmija, czyli LPU-1 Wirus. Obecnie w armii wykorzystywanych jest pierwszych 25 sztuk tych lekkich pojazdów rozpoznawczych. Docelowe zamówienie (kolejna dostawa planowana jest na lipiec bieżącego roku) opiewa na 118 egzemplarzy. Zgodnie ze specyfikacją techniczną, Żmija - czyli LPU Wirus IV - to trzyosobowy pojazd o ładowności 0,9 tony stworzony z myślą o jednostkach rozpoznania. Żmije standardowo wyposażone są w komplet haków do szybkiego mocowania np. na platformach kolejowych. Zadbano też o zawiesia do podwieszania pod śmigłowcami. Auto może też być  zrzucane z powietrza na platformach desantowych.

Chociaż - teoretycznie - Żmija bazuje na fabrycznym pickupie znanej japońskiej marki (Mitsubishi L200), w praktyce z "dawcy" niewiele zostało. Pojazdy mają nawet gruntownie przeprojektowaną ramę - oryginalna jest przecinana, skracana i łączona z klatką antykapotażową wykonaną i zaprojektowaną w Polsce według wymogów stawianych np. samochodom rajdowym. Ze światem sportów motorowych ściśle związani są też niektórzy z dostawców podzespołów (stabilizatory, sprężyny zawieszenia).

Aero 4x4 - polski samochód dla desantu

Oprócz Żmij w służbie oddziałów powietrzno-desantowych od 2020 roku znajdują się - równie unikatowe w skali świata - polskie pojazdy Aero 4x4 opracowane (głównie) przez firmę Auto Podlasie. Bazą do ich stworzenia była Toyota Land Cruiser LJ71 (z krótkim rozstawem osi). Z tego auta pochodzą wszystkie kluczowe komponenty, m.in.: wysokoprężny silnik o pojemności 4,2 l i mocy 130 KM, rama oraz układ napędowy. Aero 4x4 mierzy zaledwie 3,6 m długości, 2,1 m szerokości i 2,3 m wysokości. Podobnie jak Żmiję - wyposażono go w otwartą kabinę, której stelaż stanowią rury stalowe. By zmieścić się w rygorystycznych wytycznych dotyczących masy, poszycie wykonano z blach aluminiowych. Do tego mamy solidną ramę, dwa sztywne mosty zawieszone na resorach piórowych, blokady mechanizmów różnicowych (na każdej z osi) i  - oczywiście - reduktor. Standard obejmuje też m.in. dwie wyciągarki.

Docelowo - do końca bieżącego roku - w Wojsku Polskim służyć ma 55 takich pojazdów i 105, stworzonych dla Aero 4x4, przyczep.

BRDM-2 - nieśmiertelny spadek po Układzie Warszawskim

Mówiąc o kołowych pojazdach Wojska Polskiego nie sposób też pominąć "nieśmiertelnego" BRDM-2, czyli radzieckiego pojazdu rozpoznawczo-patrolowego produkowanego w latach 1963-1989. Jego zmodernizowane wersje (np. Żbik) do dziś spotkać można na wyposażeniu jednostek Wojska Polskiego. To lekko opancerzony czterokołowy pojazd z charakterystyczną niską wieżyczką mieszczącą wielokalibrowy karabin maszynowy 14,5 mm. Załoga składała się z czterech osób (dowódca, kierowca, zwiadowca, celowniczy). Dzięki stosunkowo lekkiej konstrukcji (pancerz nie zapewnia ochrony przed ostrzałem z broni maszynowej) BRDM-2 rozpędza się na drodze do 100 km/h i samodzielnie pokonuje przeszkody wodne. Cechą charakterystyczną BRDM-2 są nietypowe, schowane pod fartuchem bocznym, opuszczane koła pomocnicze (dwa zestawy po dwa koła) pomagające w pokonywaniu przeszkód terenowych (kąt rampowy). Obecnie na stanie Wojska Polskiego znajduje się jeszcze około 200 tych pojazdów, w tym ich polska modernizacja o nazwie "Żbik". 

Ciężarówki w Wojsku Polskim

Skupiając się na sprzęcie transportowym polskiego wojska nie sposób pominąć pokaźnego parku różnej maści ciężarówek. Również w tym przypadku sytuację trudno nazwać dobrą, ale trzeba przyznać, że w temacie samochodów ciężarowych działo się w ostatnich latach sporo. Od kilku lat wojsko inwestuje w nowe ciężarówki.

Nowy Jelcz w obronie kraju

Do miana etatowej urasta powoli Jelcz 442.32. W sumie na służbie jest obecnie ponad 1200 egzemplarzy tego modelu. To stosunkowo nowa konstrukcja, która trafiła do wojska w 2014 roku. Masa własna to 9,6 tony, a DMC - 15,6 tony. Wozy napędzane są wysokoprężną jednostką MTU o mocy 326 KM. Silnik jest odporny na zakłócenia elektro-magnetyczne i dostosowany do pracy na paliwie lotniczym. W zależności od potrzeb, Jelczem 442 przewozić można od 4 (w terenie) do 6 (na szosie) ton ładunku. Na pace zmieści się do 24 żołnierzy piechoty z pełnym oporządzeniem. Ministerstwo Obrony Narodowej cyklicznie zamawia kolejne partie wozów u polskiego producenta, chociaż ich "przydziały" (np. do WOT zamiast jednostek liniowych) budzą kontrowersje. Oczywiście zakres wojskowych pojazdów z Jelcza nie ogranicza się wyłącznie do serii 400. W linii - chociażby w roli pojazdów amunicyjnych dla armato-haubic Krab i moździerzy samobieżnych Rak (na podwoziu KTO Rosomak) - służą też zdecydowanie większe jelcze serii 800 (z układem napędowym 8x8).

Star wiecznie żywy - Star 266M2

Ogromną reprezentację w Wojsku Polskim mają również - systematycznie modernizowane - ciężarówki Star 266. W służbie jest wiele odmian tych wozów, w tym - gruntownie zmodernizowane - wersje Star 266M oraz ich rozwojowa wersja - Star266M2. Ta ostatnia produkowana jest przez firmę Autobox mieszczącą się w Starachowicach przy ulicy... Stara 266! W ramach najnowszego zamówienia, do końca 2023 roku, producent dostarczyć ma 351 gruntownie odnowionych wozów. Za sprawą modernizacji pojazdy otrzymują nową jednostkę napędową, kabinę i skrzynię ładunkową. Bez większych zmian pozostają: rama, zawieszenie i mosty napędowe (fabrycznie z pneumatycznymi blokadami), czyli najmocniejsze - w całkiem dosłownym znaczeniu tego słowa - elementy polskiej konstrukcji.

W miejsce fabrycznego polskiego turbodiesla S359 (150 KM, 432 Nm) trafia czterocylindrowa konstrukcja Iveco Tector 4 (F4AE0481) o mocy 170 KM i maksymalnym momencie obrotowym 560 Nm. Jednostka łączona jest z nową skrzynia biegów Eaton FS-5206B. Wozy otrzymują też zupełnie nową (produkowaną w Chinach) kabinę wyposażoną m.in. we współczesną deską rozdzielczą, pneumatyczny fotelem kierowcy i klimatyzację. Warto dodać, że cena zmodernizowanego w ten sposób Stara 266M2 wynosi około 450 tys. zł. To o ponad 300 tys. zł mniej, niż MON płacił do tej pory za nowego Jelcza 442.

Czytaj także: SWIFT. Dlaczego odcięcie od tego systemu ma strategiczne znaczenie 

Iveco na drogę i na ratunek

Sporą reprezentację w Wojsku Polskim mają też ciężarówki Iveco. W sumie, w latach 2007-2011, do polskiej armii trafiło blisko 550 różnych modeli włoskiej marki. Większość, bo aż 309 sztuk, stanowiły modele z "lekkiej" (ładowność od 3,1 do 12,8 tony) rodziny Eurocargo. Polska kupiła też 94 wozy ewakuacji medycznej IVECO 40E15WM 4x4, 83 szosowe ciężarówki Iveco Stralis (6x2 z zabudową skrzyniową) i 59 ciągników balastowych Iveco Trakker i Euro Trakker. Te ostatnie, w zestawach z naczepami niskopodwoziowymi służą do transportu ciężkiego sprzętu gąsiennicowego.

Mercedes Zetros. Czym wozi się czołgi w Polsce?

W roli ciągników balastowych będą też wykorzystywane nowe Mercedesy Zetrosy, które trafić mają do jednostek w latach 2023-2026. Podstawowe zamówienie opiewa na 31 zestawów (opcjonalnie 78 kolejnych) zdolnych do transportu ciężkich pojazdów gąsiennicowych o masie powyżej 60 ton. W polskich realiach chodzi więc o możliwość przewożenia pojazdów pancernych, jak chociażby czołgi: Leopard 2, PT-91 Twardy, T-72 i - planowane do pozyskania - Abramsy, czy np. polskie armatohaubice Krab produkcji Huty Stalowa Wola. Warto dodać, że w podobnej roli wojsko od dłuższego czasu wykorzystuje już 9 egzemplarzy Mercedesa Actros 3353AS, pojedyncze sztuki ciężarówek MAN 40.464 DFAT i VOLVO FL12H oraz sześć sztuk, przekazanych wraz z Leopardami 2 - niemieckich ciągników balastowych SLT 50 Elefant.

Do wojska trafiają też - zamówione jeszcze w 2015 roku - Ciężkie (36 ton) Kołowe Pojazdy Ewakuacji i Ratownictwa Technicznego na podwoziach Scanii. Chodzi o skonstruowane w dużej mierze w Polsce przez Rosomak SA pojazdy do ewakuacji z pola walki uszkodzonych KTO Rosomak. Docelowo polskie siły zbrojne dysponować mają 27 takimi pojazdami.

Park ciężarówek polskiego wojska jest oczywiście sporo szerszy. W niektórych jednostkach wciąż spotkać można np. sprzęt pamiętający czasy Układu Warszawskiego, jak chociażby Tatry 815. Dobrym przykładem jest też chociażby przetarg z końca 2020 roku, gdy 1. Regionalna Baza Logistyczna szukała wykonawcy remontu dla dwóch ciężarówek Ural 4320, które pełnią zadania nośników naziemnego sprzętu obsługi statków powietrznych. Na szczęście są to już dzisiaj odosobnione przypadki i dotyczą głównie tzw. jednostek drugiego rzutu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy