Mercedes CL550 za 280 zł!

Papierowe wydania różnego rodzaju "giełd samochodowych" coraz trudniej wiążą koniec z końcem. Większość klientów i sprzedających korzysta już z serwisów internetowych, które dają o wiele szersze możliwości zareklamowania swojego pojazdu.

Korzystanie z tego rodzaju "pośredników" niesie jednak za sobą kilka zagrożeń, zwłaszcza, jeżeli wystawiamy swój samochód na aukcję.

Reklama

Często w mediach pojawiają się wiadomości o tym, że jakiś luksusowy samochód wylicytowany został za kwotę, będącą jedynie skromnym ułamkiem jego wartości.

Nie inaczej było w przypadku sprowadzonego z USA, dwuletniego mercedesa CL550 (błędnie opisanego na aukcji jako AMG), który kilka dni temu sprzedany został za... 280 zł. Stało się tak, ponieważ jego właścicielka pomyliła się wpisując kwotę, za jaką chciałaby sprzedać auto. Wbrew pozorom, o pomyłkę jest bardzo łatwo - wystarczy, że zamiast przecinka, użyjemy kropki.

Chociaż wielu ludzi traktuje te znaki wymienne, dla systemów komputerowych popularnych portali aukcyjnych to ogromna różnica. Dla przykładu wpisując cenę 1,100 system zrozumie, że żądamy za licytowany produkt 1,1 tys. zł. Jeśli jednak wpiszemy 1.100 system uzna, że sprzedajemy coś za 1 złoty, dziesięć groszy.

Tak też stało się z wspominanym mercedesem, którego właścicielka sprzedać chciała za 280 tys. zł. Na szczęście, kupujący zgodził się na anulowanie transakcji. Trzeba jednak dodać, że osoba, która zakupi wylicytowany samochód nawet za cenę wielokrotnie niższą od jego wartości rynkowej ma pełne prawo żądać wydania pojazdu.

W zeszłym roku, na własnej skórze przekonał się o tym m.in. pewien właściciel dwóch miniładowarek, które zamierzał sprzedać za cenę 74 tys. zł. W ogłoszeniu mylnie podał jednak kwotę i maszyny w kilka minut znalazły nabywcę za 7,4 tys. zł. Sąd, który zajmował się tą sprawą, przyznał rację kupującej, pechowiec zmuszony został do wydania sprzętu.

Podobny problem dotyczył też około 40 osób, które sprzedały swoje samochody za pośrednictwem portalu aukcyjnego w 2007 roku. Każdy przypadek był niemal identyczny - aukcje trwały po kilkanaście sekund.

To, że auto może zostać wylicytowane w kilka minut po dodaniu błędnego ogłoszenia nie jest wcale dziełem przypadku. W Internecie działają tzw. "hieny", które za pomocą specjalnego oprogramowania (tzw. skaner aukcji) śledzą dodawane aukcje. Często po wylicytowaniu przedmiotu żądają finansowego zadośćuczynienia, gdy go nie otrzymają, sprawa kończy się w sądzie. Niestety, sprzedający ma małe szanse, by ją wygrać. Podobnie wygląda sytuacja, gdy wystawiając aukcję (a nie "Kup Teraz") zapomnimy o kwocie minimalnej i kupujący wylicytuje auto za niewielki ułamek jego wartości...

Na koniec jeszcze mały poradnik dla roztargnionych sprzedawców. O ile przy opcji "Kup Teraz" nie ma już swobody manewru, to aukcja ze zbyt niską wylicytowaną kwotą jest do uratowania. Trzeba jednak przed jej końcem przypomnieć sobie, że nie daliśmy ceny minimalnej, znaleźć jakiś wiarygodny powód i usunąć ofertę. Dopiero wówczas można zakończyć aukcję. Zakończenie aukcji z ofertami oznacza bowiem zawarcie umowy kupna-sprzedaży!

Dowiedz się więcej na temat: auto | Mercedes

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje