Reklama

Kręcenie liczników ciągle się opłaca. Oszuści zarabiają konkretne pieniądze

Nawet 60 proc. więcej zarobić może nieuczciwy sprzedający, który zdecyduje się cofnąć licznik w wystawionym na sprzedaż samochodzie. Dla wielu handlarzy to bardzo kusząca opcja, chociaż - na szczęście - zjawisko coraz łatwiej wykryć.

Teoretycznie zjawisko cofania liczników nie powinno już być w Polsce wielkim problemem. Przypomnijmy - począwszy od 1 stycznia 2020 roku - cofanie licznika kilometrów pojazdu traktowane jest w kategoriach przestępstwa. Mówi o tym art. 306a Kodeksu karnego:

W paragrafie drugim czytamy ponadto, że tej samej karze podlega osoba zlecająca takie działania.

Od 1 stycznia 2020 roku policjanci zobligowani są do skontrolowania stanu drogomierza każdej kontroli. Co więcej, już od 2014 roku, stan licznika spisywany jest przy okazji każdego badania technicznego pojazdu, a dostęp do tych informacji - za pośrednictwem bezpłatnego państwowego serwisu "historiapojazdu.org.pl" - mają wszyscy obywatele.

Reklama

By sprawdzić historię auta i zyskać wgląd do odnotowanych przez diagnostę wartości wystarczy posiadać dane z dowodu rejestracyjnego:

  • numer rejestracyjny,
  • numer vin,
  • datę pierwszej rejestracji.

Odległość Berlin-Warszawa to wciąż minus 200 tys. km?

Zjawisko cofania liczników łatwo wykryć w przypadku pojazdów zarejestrowanych w kraju od dłuższego czasu. Problem w tym, że każdego roku szerokim strumieniem napływają do Polski używane auta z zagranicy. W zależności od kursu euro i koniunktury roczny import używanych aut waha się w granicach między 800 tys. a 1 mln samochodów. Według różnych szacunków udział pojazdów z cofniętymi licznikami w ogóle importu wahać się może w granicach między 30 a nawet 50 proc.

Dlaczego liczniki w sprowadzanych do Polski samochodach wciąż kręcą się do tyłu? Odpowiedzią jest oczywiście chęć zysku. Przebieg - obok rocznika - to główny czynnik stanowiący o wartości danego pojazdu na rynku wtórnym. Różnice w zakresie tych samych roczników potrafią być doprawdy imponujące.

Ile można zarobić na przestępstwie?

Eksperci z carVertical postanowili bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu i sprawdzić, jak różnice w deklarowanym przebiegu wpływają na cenę samochodu. Pod lupę trafiły oferty z najpopularniejszych polskich portali ogłoszeniowych. Analiza objęła cztery popularne modele:

  • Opla Astrę z 2009 roku,
  • Volkswagena Golfa z 2011 roku,
  • BMW serii 3 z 2013 roku,
  • Volkswagena Passata z 2015 roku.

Wyszukano egzemplarze możliwie zbliżone wersją wyposażenia czy silnikiem.

Opel Astra z rocznika 2009 o przebiegu 208 tys. km kosztował przeciętnie około 27 tys. zł. Dla porównania - za najdroższy wystawiony do sprzedaży egzemplarz, który legitymował się przebiegiem 48 tys. km, sprzedający żądał - uwaga - 47 tys. zł. Oznacza to cenę wyższą aż o 42 proc. w stosunku do pojazdu z dużym przebiegiem.

Bardzo podobnie kształtował się rozkład cen Volkswagena Golfa rocznik 2011. Auto z przebiegiem 311 tys. km wyceniane było przez sprzedającego na 25 tys. zł. Podobny egzemplarz legitymujący się przebiegiem 92 tys. km sprzedający wycenił na 42 tys. zł. Różnica wyniosła równe 40 proc.

Największy wzrost wartości dotyczy - jedynego w zestawieniu - pojazdu marki premium. Za BMW serii 3 rocznik 2013 z przebiegiem 242 tys. km. zapłacić trzeba dziś około 39 tys. zł. Auto z przebiegiem 87 tys. km wycenione zostało przez sprzedającego na 70 tys. zł. Różnica ceny wynosi aż 79 proc.

Podobnie było też w przypadku wieloletniego "króla" polskich ogłoszeń - Volkswagena Passata. Wartość samochodów z rocznika 2015 o przebiegu 220 tys. km szacowana jest na około 63 tys. zł. Taki sam samochód legitymujący się przebiegiem 83 tys. zł wystawiony był na sprzedaż za - uwaga - 107 tys. zł. Różnica ceny to 70 proc.

Ceny z kosmosu? Zanim skomentujesz, lepiej spójrz w ogłoszenia

Oczywiście, to że ktoś żąda za pojazd nawet o 70 proc. więcej niż średnie notowania giełdowe nie oznacza jeszcze, że znajdzie na niego nabywcę. Analiza ogłoszeń na największych polskich serwisach pozwala jednak stwierdzić, że przytaczane przez carVertical przykłady nie są wcale oderwane od rzeczywistości. W przypadku dobrze utrzymanych Astry czy Golfa w wieku 11 lat, ceny w przedziale 35-45 tys. zł to dziś raczej norma niż wyjątek. Uśredniając - biorąc pod uwagę dane zgromadzone przez carVertical - można przyjąć, że "korekta" stanu licznika może wywindować cenę auta nawet o 50-60 proc.

Trzeba jednak pamiętać, że często nie chodzi jedynie o chęć zysku, ale raczej o szybszą sprzedaż pojazdu. Auta z niskim przebiegiem cieszą się przecież znacznie większym zainteresowaniem, a wielu kupujących nie jest w stanie pogodzić się z faktem, że 10-; 12-letni diesel przekracza często 200 tys. km w 4-5 roku eksploatacji.

Przypominamy - w Unii Europejskiej zdecydowana większość pojazdów kupowana jest przecież przez klientów biznesowych, którzy - jak mało kto - potrafią liczyć pieniądze. A samochód nie zarabia na siebie, gdy stoi...

***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy