Volkswagen ID.4. Ten samochód przekona cię do elektryków

Jeżeli proces elektryfikowania oferty Volkswagena przyrównamy do powieści sensacyjnej, to debiut modelu ID.3 moglibyśmy uznać za obiecujący prolog, a wejście na rynek ID.4 za jej pierwszy, wprowadzający w intrygującą fabułę rozdział, z mocnym zawiązaniem akcji i wyrazistym, interesującym bohaterem.

Reklama

ID.4 to samochód od  ID.3 większy i przestronniejszy (co dotyczy także przestrzeni bagażowej), a jednocześnie równie zwinny, przyjazny w codziennym użytkowaniu i pozwalający na jeszcze dłuższe, niż jego nieco starszy pobratymiec, wyprawy bez obaw o pustki w akumulatorze. No i reprezentuje modny segment SUV-ów. Od razu został zresztą okrzyknięty elektrycznym odpowiednikiem spalinowego Tiguana.

Na temat jego wyglądu zewnętrznego nie będziemy się wypowiadać. W końcu tego rodzaju pojazdy nie są zazwyczaj tworzone z myślą o udziale w konkursach samochodowej piękności. Chociaż gdy przyjrzeć mu się bliżej i bez uprzedzeń, trzeba przyznać, że ID.4 swój urok ma i nie jest zwykłym pudłem na kołach. Dodajmy, że na kołach okazałych, bo dwudziestocalowych i obutych w opony marki Hankook. Tu pora na pierwsze westchnienie: ech, oto dożyliśmy czasów, gdy rumuńskie dacie są wyposażane w micheliny i continentale, a wozy niemieckie - w gumy koreańskie, nie cieszące się, przynajmniej nad Wisłą, szczególnym poważaniem.

INTERIA.PL

Reklama