Reklama

Odłóż tę zabawkę...

Ile trzeba mieć tupetu, żeby pouczać Porsche jak robić samochody sportowe? Na pewno sporo. I jak się okazuje nie brakuje go Nissanowi.

O co poszło? O sekundy, a właściwie prawie pół minuty. W kwietniu tego roku Nissan zabrał swój najnowszy i najszybszy samochód, czyli model GT-R na legendarną północną pętlę toru Nurburgring, w miejsce gdzie od lat swoje pojazdy testuje m.in. Porsche.

Reklama

Zabrał i zagrał wszystkim na nosie ustanawiając nowy rekord. Za kierownicą GT-R-a usiadł kierowca wyścigowy i fabryczny tester Nissana, Toshio Suzuki, który ponad 20-kilometrową trasę, na której znajdują się 73 zakręty, pokonał w 7 minut i 29 sekund. To był policzek dla Porsche, którego 911 turbo mogło pochwalić się czasem 7:38, a GT2 - 7:34.

Niemcy kupili więc egzemplarz GT-R-a i sami zabrali go na Nordschleife. Testowy kierowca Porsche, Walter Rohlr, który na Nurburgringu "zjadł zęby" osiągnął wynik 7:54, a więc o klasę gorszy niż podany przez Japończyków czy też osiągany za kierownicą porsche.

Natychmiast pojawiły się spekulacje, podsycane w Stuttgarcie, że Japończycy albo wystawili specjalną wersję GT-R-a, albo zastosowali wyczynowe opony. Dodajmy, że Niemcy przetestowali kupiony samochód na oponach Michelin Sport Cup.

Po kilku dniach nadeszła oficjalna odpowiedź Nissana. O ile dotychczas Japończycy tylko drażnili Niemców, to teraz rzucili im już otwarte wyzwanie!

W oświadczeniu czytamy, że GT-R, którym osiągnięto rekordowy czas był w standardowej specyfikacji, w której dostępny jest na rynku japońskim, jeśli nie liczyć... zwiększonej o 50 kg masy (kamera wideo, sprzęt pomiarowy i telemetryczny).

Nissan odniósł się również do opon. GT-R jest sprzedawany na jednym z dwóch rodzajów ogumienia. Klient może wybierać między Bridgestone potenza RE070R i Dunlop SP Sport 600 DSST CTT. Rekordowy wynik osiągnięto na dunlopach, a więc na oponach, na których auto może opuścić salon. Tym samym nieprawdziwe są zarzuty o stosowanie opon wyczynowych.

Japończycy nie odmówili sobie również złośliwości, sugerując, że Niemcy... nie potrafią jeździć. Otóż, oświadczenie głosi, że Nissan jest świadom, że wiele firm samochodowych kupiło GT-R-a, by go testować. I Nissan wszystkim obecnym i przyszłym właścicielom tego modelu proponuje kurs jazdy, który pozwoli wykorzystać wszystkie możliwości auta! Japończycy z przyjemnością wszystkim producentom samochodów pomogą również zrozumieć jak działa GT-R...

W skrócie: Walter, odłóż tę zabawkę, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nie | Niemcy | nissan | samochody sportowe | porsche

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje