Reklama

Kupił auto po powodzi - od lat nie może odzyskać pieniędzy!

Za każdym razem, kiedy jakiś region nawiedzają powodzie, ostrzegamy przed ryzykiem kupienia zalanego samochodu. Takie auta naprawiane są tylko pozornie, żeby skusić nieświadomego klienta, ponieważ doprowadzenie ich do stanu sprzed powodzi jest albo zbyt drogie, albo wręcz niemożliwe. Jak poważne problemy można mieć, kiedy już kupimy taki samochód, pokazuje historia pana Walentego Kanika.

Pan Walenty mieszka w Pszczynie na Śląsku. W 2013 roku chciał kupić samochód. W internecie znalazł ofertę autokomisu z Ryk koło Lublina z autem, którego szukał. Mężczyzna do Ryk pojechał ze swoim krewnym. Kupili 5-letnie Renault Megane za 16 tysięcy złotych.

- Wrażenie było bardzo duże. Ładnie był przygotowany, "odpicowany" - opowiada pan Rafał, krewny pana Walentego. Pytany, czy mogli sprawdzić auto w serwisie, wyjaśnia, że "umawialiśmy się na piątek, ale zadzwonili z komisu i chcieli, żeby to była niedziela".

Pierwsze problemy pojawiły się już w drodze powrotnej do domu. Na drugi dzień samochód trafił do warsztatu.

Reklama

- Wracaliśmy samochodem i jak pojawiły się ulewy, samochód szarpał. Jak zaczęli w warsztacie rozkręcać, to okazało się, że na dnie jest dwa cm wody i pełno osadu. Samochód jest ewidentnie po powodzi, instalacja elektryczna skorodowana - opowiada  Walenty Kanik.

Ponieważ sprzedający nie poczuwali się do odpowiedzialności, pan Walenty oddał sprawę do sądu. W 2015 roku zapadł wyrok. Właścicielka komisu została zobowiązana do odebrania od mężczyzny samochodu.

- Zapadł wyrok zasądzający na rzecz pana Walentego Kanika kwotę wraz z odsetkami. Była sporządzona opinia biegłego, że samochód był z wadą, był podtopiony. Pani pozwana miała kilka spraw w tutejszym sądzie w związku z prowadzeniem autokomisu. Doszło do różnych spraw w związku z wadami pojazdów - informuje Tomasz Piędzia z Sądu Rejonowego w Rykach.

- Oni robili odwołanie do wyższej instancji sądowej w Lublinie. I wyższa instancja sądowa też to potwierdziła - mówi Walenty Kanik.

Do dziś nikt z autokomisu samochodu nie odebrał. Pieniędzy również nie zwrócono. Wartość samochodu wraz z odsetkami to teraz prawie 35 tysięcy złotych. Pojazd przechowuje nadal pan Walenty. Mężczyzna płaci też regularnie za niego ubezpieczenie, mimo że samochodem nie jeździ.

- Samochód stoi w garażu, nie da się zamknąć okien, drzwi się nie zamykają. Komornik zablokował konto komisu, ale tam nic nie było, nie odzyskałem ani grosza - opowiada pan Walenty.

- Przeciwko pani Agnieszce prowadzone są w Rykach cztery postępowania egzekucyjne, łączna zaległość to 85 tysięcy zł. Oprócz postępowań w Rykach egzekucje prowadzi naczelnik Urzędu Skarbowego w Puławach, dyrektor ZUS. Są też inni komornicy, którzy wszczęli egzekucję, to komornicy z innych rejonów Polski - informuje Katarzyna Ryń-Kowalska z Izby Komorniczej w Lublinie.

- Nie ma znaczenia, jaką działalność prowadzi dłużnik. Pozwana podana jest z imienia i nazwiska i można prowadzić egzekucję z całego jej majątku - zaznacza adwokat dr Aleksandra Cempura.

Reporter "Interwencji" dzwonił do właścicielki autokomisu. Chciał sprawdzić, czy dalej zajmuje się ona handlem samochodami. Podał się za byłego klienta. Potwierdza się, że kobieta cały czas prowadzi działalność komisową.

Kiedy "Interwencja" pojawiła się na miejscu, kobieta nie była rozmowna. Wokół jej domu stało kilkanaście samochodów sprowadzonych z zagranicy. Właścicielka komisu razem z mężem podważyli ustalenia biegłych sądowych i kazali reporterowi opuścić teren.

Kilka minut później mąż właścicielki wyszedł do nas i zaczął zaprzeczać słowom, które wypowiedział wcześniej. Okazuje się, że jego żona wierzycieli ma znacznie więcej. Poszkodowany pan Walenty nie rozumie, dlaczego komornik nie zajął ruchomości wewnątrz domu dłużniczki.

- Sytuacja jest ekstremalnie trudna. Nie ma środków prawnych, żeby zmusić właścicielkę, by przyjechała i odebrała samochód. A koszty odbioru auta nie powinny obciążać pana, tylko dłużniczkę - mówi adwokat dr Aleksandra Cempura.

- Na dziś egzekucja jest bezskuteczna. Ona ma połowę domu. Trzeba mieć szczęście, by znalazł się kupiec na połowę niewydzielonej części nieruchomości - zaznacza Katarzyna Ryń-Kowalska z Izby Komorniczej w Lublinie.

Interwencja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje