Reklama

Polacy najlepszymi kierowcami wszech czasów. Sainz nie miałby tyle odwagi

Carlos Sainz, dwukrotny rajdowy mistrz świata, został uznany za najlepszego kierowcę wszech czasów. Uczestnicy plebiscytu, który zakończył się takim wynikiem, są prawdopodobnie całkowicie odcięci od wiadomości z naszego pięknego kraju. W przeciwnym wypadku musieliby poważnie zastanowić się nad swoim werdyktem...

Przecież aby zasłużyć na tytuł najlepszego w dziejach nie wystarczy błyszczeć na trasach rajdów. Doskonałość powinna oznaczać wszechstronność, zdolność do wyznaczania sobie celów nieosiągalnych dla zwykłych śmiertelników, umiejętność przekraczania barier wydawałoby się nieprzekraczalnych. W każdych warunkach, a nie tylko na odcinkach specjalnych, w sportowej rywalizacji, siłą rzeczy oderwanej od realiów życia codziennego.

Reklama

Czy Carlos Sainz znalazłby w sobie tyle odwagi, by mając 2,5 promila alkoholu w organizmie zasiąść za kierownicą kilkunastotonowej ciężarówki i ruszyć w nieznane? W gęstym ruchu, wąską drogą, co chwilę przekraczając oś jezdni lub zjeżdżając na pobocze? Tak, jak uczynił to niedawno pewien mieszkaniec powiatu inowrocławskiego, przyłapany na takich kaskaderskich wyczynach w województwie warmińsko-mazurskim?

Czy jako szesnastolatkowi wpadłoby mu do głowy, by nie mając prawa jazdy zapakować do Opla Astry z nieważnymi badaniami technicznymi sześcioro rówieśników i popędzić przed siebie, nie bacząc na wszelkie niebezpieczeństwa? A takiego właśnie dzielnego, młodego Polaka zatrzymała ostatnio tarnowska drogówka.

Czy okazałby podobną determinację i pogardę dla wszelkich ograniczeń, jak kierowca ciężarówki, który zapakował na swój wóz drewno w ilości, co wykazała kontrola inspekcji transportu drogowego, o ponad 10 ton przekraczającej dopuszczalną ładowność pojazdu?   

Czy potrafiłby zapanować nad samochodem pozbawionym dwóch opon, więc w połowie poruszającym się na samych felgach? Taką sztuką popisywał się, i to po pijaku, pewien 33-latek z Radomia. Aż do chwili, gdy jego ekscytującego występu na drodze nie przerwał policjant - służbista.

Czy Carlos Sainz już po paru zakrętach nie wylądowałby w rowie albo na drzewie, gdyby w mocno padającym deszczu, z ponad promilem alkoholu w organizmie, pędził śliską drogą z prędkością 165 km/h na odcinku, gdzie obowiązuje ograniczenie do siedemdziesiątki? W dodatku z czwórką rozbrykanych małolatów na pokładzie?  Osiemnastolatek z okolic Cieszyna wyszedł z tej próby cało. I niekoniecznie tylko dlatego, że w porę został zatrzymany przez funkcjonariuszy z policyjnej grupy Speed.

Czy skądinąd godnego podziwu Hiszpana stać byłoby na fantazję, którą pokazała znana jedynie z różowych paznokci i tatuażu na nadgarstku kobieta, gnająca z prędkością ponad 200 km/godz. w biały dzień ulicami Warszawy? Prowadziła  samochód wyłącznie lewą ręką, bowiem w prawej trzymała telefon, za pomocą którego uwieczniała swój wyczyn (ze szczególnym uwzględnieniem widoku prędkościomierza) dla masowej publiczności. Nagranie trafiło do internetu, choć potem zostało z sieci usunięte, zapewne wskutek nagłego przypływu poczucia skromności u autorki.

W świetle powyższych faktów uznajemy tytuł przyznany Carlosowi Sainzowi za głęboko niesprawiedliwy, na co pragniemy zwrócić uwagę instytucjom, specjalizującym  się w tropieniu krzywd wyrządzanych w świecie naszemu dumnemu narodowi.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje