Nie ma czym zastąpić Honkera. Kolejne fiasko?

Wygląda na to, że Ministerstwo Obrony Narodowej wychodzi z założenia, które streścić można słowami "wszystkim równo". Całkiem prawdopodobne, że nowych maszyn nie doczekają się nie tylko siły powietrzne (śmigłowce) i Marynarka Wojenna (okręty podwodne), ale też wojska lądowe!

Inspektorat uzbrojenia odpowiedzialny za program zakupu sprzętu dla Wojska poinformował o otwarciu ofert złożonych przez oferentów w przetargu ograniczonym na "dostawę samochodów ciężarowo-osobowych wysokiej mobilności". Chodzi o realizację zapowiadanego od dłuższego czasu programu o kryptonimie Mustang, czyli zastąpienie wykorzystywanych dziś przez wojskowych Honkerów. Warto przypomnieć, że wg jego pierwotnych założeń, następna generacja wojskowych terenówek rozpocząć miała służbę w... 2016 roku.

Reklama

Pierwotny przetarg rozpisano jeszcze w 2015 roku. Przedmiotem zamówienia miała być "dostawa w latach 2016-2022 samochodów ciężarowo-osobowych wysokiej mobilności w ilości 882 sztuk w wersjach nieopancerzonej i opancerzonej". Niestety, wkrótce po otwarciu ofert przetarg unieważniono (wpłynęła wówczas tylko jedna oferta dotycząca Forda Rangera). Kolejny rozpisano w lipcu. Niestety, wszystko wskazuje na to, że również on może zostać unieważniony! Tak, jak poprzednim razem, o zamówienie ubiega się tylko jeden wykonawca.

Jedyna złożona oferta pochodzi od konsorcjum Polskiego Holdingu Obronnego i firmy Concept Sp. Zoo. Nic nie wskazuje jednak na to, by stronom udało się dojść do porozumienia. MON zadeklarował chęć wydania na nowe samochody dla wojska 239 038 000 zł (239 mln zł). Jedyna oferta, w przypadku zamówienia gwarantowanego (kupujący zastrzegł możliwość jego rozszerzenia aż do 2787 pojazdów) opiewa na kwotę - uwaga - 524 171 699 zł (ponad 524 mln)! To przeszło dwukrotnie więcej, niż chciałby wydać na ten cel Inspektorat Uzbrojenia... Warto dodać, że do składania ofert zaproszono aż osiem podmiotów. W początkowej fazie zainteresowanie polskim przetargiem wyraziło 17 firm.

Przypominamy, że w ramach ostatniego przetargu MON zamówić chciał 913 samochodów, w tym 872 w wersji nieopancerzonej i 41 opancerzonych. Wszystkie miały mieć napęd 4x4, prześwit nie mniejszy niż 220 mm i zdolność pokonywania przeszkód wodnych o głębokości 0,5 m (po przygotowaniu 0,65 m). Ich konstrukcja powinna też być maksymalnie zunifikowana (pod względem układów napędowych czy obsługi), posiadać wyciągarkę (o sile równej - co najmniej DMC) i opony przystosowane do jazdy po przebiciu (np. Run Flat). Auta nieopancerzone powinny też legitymować się DMC do 3,5 tony i ładownością nie mniejszą niż 1000 kg. Moc układów napędowych to minimum 35 kW (47,5 KM) na tonę. Standardowo pojazdy miały być zdolne do transportowania 8 żołnierzy wraz z kierowcą (w wersji opancerzonej czterech).

Zaproponowany przez oferenta następca Honkera - LTMP (Light Tactical Multipurpose Vehicle) Dino 319 (Dino 519 w przypadku odmiany opancerzonej) bazuje na rozwiązaniach konstrukcyjnych Mercedesa Sprintera o rozstawie osi 3250 mm. Auto dysponuje reduktorem (z centralnym mechanizmem różnicowym) rozdzielającym moc w zakresie 33:67 proc. z przewagą kół tylnych. Każda z osi wyposażona jest również w blokadę mechanizmu różnicowego.

Samochody mogą się jednak pochwalić - opracowanym w kraju - kompozytowym nadwoziem, które cechować ma się wysoką sztywnością, odpornością balistyczną i - co oczywiste - odpornością na korozję.

Proponowane wojsku pojazdy miałyby być napędzane silnikami Mercedesa z rodziny OM642 (3,0 l V6 CDI) generującymi 190 KM i maksymalny moment obrotowy 440 Nm.

Z dziennikarskiego obowiązku dodajmy, że wozy Dino 319 legitymują się długością 5600 mm, szerokością 2050 mm i wysokością 2460 mm (rozstaw osi to 3250 mm). Ich zdolności terenowe charakteryzują kąty: natarcia - 35 stopni, zejścia - 30 stopni i rampowy - 25 stopni. Zdolność pokonywania wzniesień producent określa na 80 proc. Prześwit mierzony pod osiami to 240 mm.

Paweł Rygas

Reklama

Reklama

Reklama