Zakaz sprzedaży paliwa pijanym kierowcom. Fala krytyki

W Polsce wiele uwagi poświęca się ostatnio pijanym kierowcom. Chociaż ze statystycznego punktu widzenia nie są oni największym problemem naszych dróg, głośne tragedie z ostatnich tygodni wstrząsnęły opinią publiczną.

W odpowiedzi na nastroje społeczne rząd przedstawił niedawno "kierunki zmian" dotyczące m.in. Prawa o ruchu drogowym. Te dotyczyć mają np. orzekania przez sądy wyższych kar pozbawienia wolności przez kierowców prowadzących w stanie nietrzeźwości. Pojawiły się też pomysły dotyczące rekwirowania pojazdów nietrzeźwym uczestnikom ruchu.

Problem nie jest wyłącznie domeną polskich dróg. Od wielu lat borykają się z nim chociażby władze poszczególnych stanów USA. W kolebce szeroko pojętych wolności obywatelskich walka z takim zjawiskiem jest szczególnie trudna. Przykładem może być niedawne orzeczenie Sądu Najwyższego Stanu Nowy Meksyk, który w ubiegłym tygodniu - przewagą głosów trzy do jednego - "zakazał" stacjom benzynowym sprzedaży paliwa kierowcom znajdującym się pod wpływem alkoholu. Takie orzeczenie wywołało jednak falę krytyki...

Reklama

Argumentacja sądu jest jasna i logiczna. Dostarczenie benzyny do pojazdu kierowanego przez nietrzeźwego porównać można do podania mu kluczyków do samochodu. Proste? Niekoniecznie. Orzeczenie otwiera bowiem drogę, by stacja benzynowa, której pracownik sprzeda paliwo pijanemu kierowcy, mogła zostać pociągnięta do odpowiedzialności za wszelkie szkody i obrażenia poczynione przez nietrzeźwego uczestnika ruchu. I tutaj właśnie pojawiają się problemy.

W praktyce można się spodziewać wysypu pozwów kancelarii reprezentujących ofiary wypadków przeciwko sprzedawcom paliw. To z kolei otwiera furtkę do kolejnych batalii sądowych przeciwko przedsiębiorcom związanym z branżą motoryzacyjną. Prawnej interpretacji wymaga bowiem to, czy sprzedaż tarczy hamulcowej, sprzęgła lub opony osobie pod wpływem alkoholu również może oznaczać narażenie sprzedawcy na odpowiedzialność za ewentualny wypadek. Właściciel stacji paliw czy sklepu nie ma przecież nie tylko obowiązku, ale wręcz prawa profilaktycznego badania klientów na obecność alkoholu...

Krytycy orzeczenia zwracają ponadto uwagę na kolejne nieścisłości. Wiele stacji jest przecież bezobsługowych, a samo orzeczenie nie mówi nic o wyjątkach. Czy właściciel takiej firmy może ponosić odpowiedzialność za dostarczenie paliwa osobie nietrzeźwej? A co w przypadku aut elektrycznych? Zgodnie z argumentacją Sądu Najwyższego orzeczenie otwiera przecież możliwość pociągnięcia do odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez pijanego kierowcę... dostawcę energii elektrycznej do jego pojazdu!

Jak widać rozwiązanie problemu pijanych uczestników ruchu drogowego przysparza konkretnych trudności nie tylko w Polsce. Dość powiedzieć, że Nowy Meksyk jest dopiero drugim stanem, który wprowadza w życie takie prawo. Jedyną receptą na poprawę wydaje się wiec profilaktyka, a ściślej - edukacja. Tyle, że ta wymaga planu i systematyki więc nie wpisuje się w chwilowe cele dotyczące budowania wizerunku troskliwej władzy, wsłuchującej się w nastroje społeczne, władzy.

***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama