Policja oskarża dziennikarza

Policja oskarżyła dziennikarza tygodnika „Motor” o złośliwe wprowadzenie w błąd policyjnych dyspozytorów.

Tymczasem akcja przeprowadzona przez tygodnik była przygotowaną i uzgodnioną ze służbami medycznymi dziennikarską prowokacją mającą na celu pokazanie nieudolność policjantów odpowiedzialnych za funkcjonowanie centrum ratownictwa (tel. 112). Jeżeli sąd uzna dziennikarza winnym, może on nawet trafić do aresztu.

Reklama

W maju br. na łamach Motoru (nr 22/2005) pojawił się artykuł "112 nie ratuje życia" (czytaj w ramce poniżej) , w którym dziennikarz tygodnika i redaktor Prasowej Agencji Informacyjnej Bartosz Sapota opisał, jak bezskutecznie próbował dodzwonić się pod alarmowy numer 112 na terenie Katowic.

Opisana została także sytuacja, kiedy dyżurny komendy w Katowicach odmawia wysłania pogotowia ratunkowego i helikoptera do wypadku na śląskim odcinku autostrady.

- Wypadku w rzeczywistości nie było, chodziło jednak o sprawdzenie reakcji dyżurnego i jego wiedzy na temat dysponowania śmigłowcem ratunkowym - opowiada Sapota. Cała operacja była odpowiednio zorganizowana, a rozmowy telefoniczne były prowadzone z siedziby śląskiego oddziału Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, w obecności zespołu helikoptera. Nie było możliwości rozpoczęcia bezcelowej akcji, ponieważ ratownicy wiedzieli, że to ćwiczenia. Po publikacji artykułu, policjanci, z którymi rozmawiał dziennikarz, zostali uznani winnymi zaniedbania i złamania przepisów policyjnych. Postępowanie wyjaśniające prowadzone przez katowicką policję potwierdziło ich winę. Jednak w listopadzie Bartosz Sapota został wezwany do Komendy Miejskiej Policji w Katowicach na przesłuchanie w charakterze podejrzanego!

Okazało się, że policja oskarża go z art.. 66 §1 Kodeksu Wykroczeń, który mówi m.in, że: "Kto ze złośliwości lub swawoli, chcąc wywołać niepotrzebną czynność fałszywym alarmem, [...], wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo inny organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny do 1500 złotych”. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zarzuty kazał postawić katowicki komendant miejski policji, inspektor Stanisław Olewiński, czyli przełożony ukaranych policjantów.

"Wszystkie okoliczności wskazują, że jest to zwykła zemsta policji na naszym dziennikarzu, który obnażył nieudolność jej funkcjonariuszy. Czy to przypadek, że Sapota był także autorem publikowanego w lipcu (Motor nr 29) raportu "Jak jeździ policja", pokazującego nagminne łamanie przez policjantów przepisów ruchu drogowego?" - mówi Jacek Pieśniewski redaktor naczelny "Motoru". Rozprawa ma odbyć się w grudniu.

Porozmawiaj na Forum.

Dowiedz się więcej na temat: błąd | motor | policja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje