VW Golf GTI Clubsport to hot hatch idealny? Test ekstremalny na Nürburgringu
Volkswagen Golf GTI to bez wątpienia jeden z najlepszych hot hatchy dostępnych obecnie na rynku. Dzięki swojej uniwersalności i wysokim osiągom doskonale łączy cechy sportowego auta z funkcjonalnością rodzinnego kompaktu. Co jednak, jeśli to wciąż za mało? Odpowiedzią może być Golf GTI Clubsport - bardziej agresywna wersja sportowego Golfa, stworzona specjalnie z myślą o jeździe torowej. Jego możliwości postanowiliśmy sprawdzić na legendarnym "Zielonym Piekle".

Spis treści:
W ponad stuletniej historii motoryzacji niewiele modeli tak szybko zdobyło status kultowego, jak Volkswagen Golf GTI. Pierwszy Volkswagen z tym oznaczeniem pojawił się 43 lata temu - był to kompakt oparty na pierwszej generacji Golfa, napędzany silnikiem o mocy 110 KM. Od tamtej pory Golf GTI konsekwentnie tworzy historię usportowionych modeli, a ostatnia, odświeżona wersja ósmej generacji potwierdza, że niemiecka marka doskonale wie, co robi.
GTI Clubsport uzupełnia lukę w gamie usportowionych Golfów
O zaletach najnowszego Golfa GTI pisaliśmy całkiem niedawno. Podobnie jak w przypadku poprzednich generacji, także tym razem niemiecki sportowiec zachwycił nas wyglądem, osiągami i jakością wykonania. Pewne kompromisy, na które zdecydował się producent, by uczynić auto bardziej uniwersalnym, mogły jednak nie przypaść do gustu fanom naprawdę ostro zestrojonych hot hatchy. To właśnie z myślą o nich Volkswagen przygotował bardziej ekstremalną wersję.
Mowa oczywiście o wariancie Clubsport, który zgrabnie wypełnia lukę między standardowym GTI a znacznie mocniejszym, flagowym modelem R z napędem na cztery koła. To jeszcze bardziej sportowa wersja, stworzona dla osób ceniących maksymalne osiągi w każdym aspekcie. Choć na pierwszy rzut oka różnice między bazowym GTI a Clubsportem nie są zbyt widoczne, to jednak w pełni wystarczają, by sprostać nawet najbardziej wymagającym warunkom torowym.

Większy spojler, nowy zderzak i czarne naklejki w standardzie
Zacznijmy jednak od początku. Z zewnątrz wersja Clubsport wyróżnia się dyskretnie przestylizowanym nadwoziem, którego najważniejszym elementem jest duży spojler nad tylną szybą. Dla mniej wprawnego oka to właśnie on stanowi najbardziej zauważalną różnicę względem bazowej odmiany GTI. Bardziej bystre oko dostrzeże także subtelne zmiany w przednim zderzaku oraz tylnym układzie wydechowym, który zdobią końcówki z wyraźnym logo firmy Akrapovic. Nie zabrakło również wyraźnie zarysowanego dyfuzora, większych hamulców oraz specjalnych czarnych oklein biegnących wzdłuż dolnych partii przednich drzwi.
Zapomnijcie o kracie. Clubsport stawia na alcantarę
I to właściwie wszystko. Podobnie jak standardowy Golf GTI, także wersja Clubsport zachowuje subtelną stylistykę, jedynie delikatnie sugerując sportowy charakter. Wnętrze niemal nie różni się od bazowego GTI - znajdziemy tu sportową kierownicę z wykończeniem z perforowanej skóry, dekory imitujące włókno węglowe oraz nowy, sprawnie działający system multimedialny o intuicyjnej obsłudze. W zasadzie jedyną różnicą są fotele, które pozbawiono słynnej tapicerki w kratę. Zamiast niej zastosowano materiał obszyty częściowo alcantarą, z charakterystycznym wzorem plastra miodu na oparciach i siedziskach.

Większa moc, lepsze hamulce i krótsze przyspieszenie
To, co jednak w największym stopniu wyróżnia Golfa GTI w wersji Clubsport od standardowego wariantu, nie jest widoczne na pierwszy rzut oka. Choć nowy Clubsport nadal korzysta z doładowanego, czterocylindrowego silnika 2.0 TSI, tym razem udało się z niego wykrzesać aż 300 KM oraz 400 Nm maksymalnego momentu obrotowego. To oznacza różnicę 35 KM i 30 Nm w porównaniu ze standardowym GTI. Lepsze parametry przekładają się na poprawę osiągów - przyspieszenie do 100 km/h zajmuje teraz 5,6 s, czyli o 0,3 s mniej. Wszystkie wersje GTI są seryjnie ograniczone do 250 km/h, jednak w przypadku Clubsporta można dokupić pakiet GTI Performance (18 750 zł), który m.in. podnosi ogranicznik prędkości do 270 km/h.
Większa moc to jednak większe przeciążenia, dlatego Golf GTI Clubsport przeszedł istotne zmiany w układzie hamulcowym - tarcze są większe i skuteczniejsze, a zawieszenie zostało utwardzone i obniżone o 10 mm. Zmieniono również geometrię osi, kładąc nacisk na lepsze zachowanie auta przy wysokich prędkościach. Układ kierowniczy stał się jeszcze bardziej bezpośredni, a w standardzie znalazła się elektromechaniczna blokada przedniego dyferencjału. Wszystko współpracuje z inteligentnym systemem Vehicle Dynamic Manager, który na bieżąco dostosowuje ustawienia do stylu jazdy kierowcy.

Największa zmiana dotyczy jednak profili jazdy. Oprócz standardowych trybów Eco, Comfort, Sport i Individual, wersja Clubsport oferuje dodatkowy tryb Special, zaprojektowany specjalnie z myślą o legendarnym torze Nürburgring, a konkretnie jego słynnej północnej pętli Nordschleife. Po jego aktywacji wszystkie systemy odpowiedzialne za dynamikę jazdy zostają dostrojone tak, aby skompensować typowe dla tego toru nierówności nawierzchni. Co więcej, to właśnie na Nordschleife odbyła się oficjalna premiera specjalnej wersji Golfa GTI. Naturalnym wyborem było więc wybranie tej liczącej ponad 20 kilometrów pętli, jako miejsca naszego redakcyjnego testu.
Volkswagen Golf GTI Clubsport to idealne auto w trasy?
Zanim jednak dotarliśmy do malowniczej miejscowości Nürburg, w pobliżu której znajduje się słynny tor, czekała nas długa i monotonna podróż z okolic Krakowa. Trasa wiodła głównie przez drogi ekspresowe i autostrady. Choć dla wielu ten etap testu może wydawać się najmniej ekscytujący, dla nas okazał się wyjątkowo ciekawy. Mimo że Golf GTI Clubsport wyraźnie zyskał na dynamice i zwinności, nie stracił przy tym swojej największej zalety - niemal idealnego balansu między sportowym charakterem a codzienną funkcjonalnością.

W trybie Eco, przy włączonym aktywnym tempomacie i jeździe zgodnej z przepisami, niemiecki hot hatch zadowalał się niespełna 7 litrami benzyny na 100 km. By być bardziej precyzyjnym - po pokonaniu trasy liczącej ponad tysiąc kilometrów, komputer pokładowy wskazał zużycie na poziomie 6,7 l/100 km. Sama jazda niemal nie różniła się od podróży Golfem z silnikiem 1.5 TSI. Wrażenie komfortu potęgowało adaptacyjne zawieszenie DCC, oferujące aż 15 różnych ustawień. W zasadzie trudno było uwierzyć, że prowadzimy 300-konnego hot hatcha. Dojazd na legendarny tor Nordschleife okazał się więc zaskakująco wygodny - zarówno dla nas, jak i naszych pleców.
Zestrojony pod "Zielone Piekło". Ekstremalny test Golfa GTI Clubsport
Prawdziwy test możliwości niemieckiego hot hatcha miał jednak dopiero nadejść. Na słynny tor postanowiliśmy wyruszyć następnego dnia o poranku - głównie po to, by uniknąć tłumów i zminimalizować ryzyko potencjalnie niebezpiecznych sytuacji. Choć północna pętla Nürburgringu jest dostępna dla wszystkich kierowców, obowiązują tu jasno określone zasady. Przede wszystkim podczas tzw. jazd turystycznych, cały tor traktowany jest jako droga publiczna, a regulamin wyraźnie zabrania prób bicia rekordów czasowych, czy agresywnego ścigania się.

Nie oznacza to jednak, że samochody poruszają się tu powoli - wręcz przeciwnie. Wielu kierowców przyjeżdża na Nordschleife, by szukać swoich granic, co niestety nierzadko kończy się kolizjami i wypadkami. Tor nie bez powodu nazywany jest "Zielonym Piekłem" - każda chwila utraty czujności i braku szacunku do tego miejsca może szybko przynieść bolesne konsekwencje, co potwierdza niedawny głośny wypadek z udziałem Porsche 911 GT3 RS.
Zbliżając się do wijącego się pośród gęstych lasów Eifel toru, krajobraz zaczyna hipnotyzować - mgła leniwie snuje się po wzniesieniach, a asfalt ginie gdzieś między wzgórzami. Z każdym metrem zbliżając się do szlabanów oznaczających wjazd na tor, serce zaczyna bić mocniej, a emocje mieszają się tu z podziwem - dla natury, dla wszechobecnych sportowych maszyn i dla fanów motoryzacji, którzy odważyli się zmierzyć z najtrudniejszym torem na świecie.

Sama jazda Golfem GTI Clubsport po Nordschleife to doświadczenie głęboko zapadające w pamięć. Już na pierwszych zakrętach tryb jazdy Nürburgring pokazuje swoje możliwości - zawieszenie staje się wyraźnie usztywnione, a reakcje układu kierowniczego zdają się być natychmiastowe. Na długiej prostej prędkościomierz wskazuje 207 km/h - mimo tego, nadwozie pozostaje stabilne, a auto nie wykazuje żadnych nerwowych reakcji. Na słynnym odcinku Flugplatz wyczuwalne jest delikatne uniesienie nadwozia, lecz auto ląduje stabilnie, bez oznak niepewności. W rejonie zdradliwego i obarczonego licznymi wypadkami łuku Schwedenkreuz, gdzie prędkości są już naprawdę wysokie, GTI Clubsport imponuje doskonałym balansem - pozwala utrzymać idealną linię przejazdu i jednocześnie precyzyjnie dozować gaz.
Wjazd w słynną Karuzelę wywołuje naturalne napięcie, ale i tu redukcja biegów odbywa się błyskawicznie, a samochód wgryza się w nachyloną i wyboistą drogę z pewnością godną auta o znacznie bardziej wyścigowym rodowodzie. Także na szykanie Adenauer Forst, Clubsport zaskakuje precyzją i zwinnością, a tuż po wyjściu na kolejną prostą przyspieszenie wraca natychmiastowo, silnik żwawo odzyskuje obroty, a skrzynia płynnie i sprawnie wrzuca kolejne biegi.

Bez wątpienia istotną zaletą Golfa GTI Clubsport jest responsywny układ kierowniczy. Dzięki niemu samochód odpowiednio wcześniej sygnalizuje możliwość wystąpienia podsterowności, dając kierowcy wystarczająco dużo czasu na odjęcie gazu i uspokojenie toru jazdy. Co jednak najważniejsze - po całym okrążeniu niemiecki hot hatch nie okazuje najmniejszych oznak nadmiernego wysiłku. Układ hamulcowy nadal działa bez zarzutu - brak jakichkolwiek oznak przegrzania, ani spadku skuteczności. Clubsport zaskakuje zatem nie tylko osiągami, ale przede wszystkim wytrzymałością, precyzją i tym, jak dobrze odnajduje się w prawdziwie ekstremalnych warunkach - a to właśnie do nich zalicza się słynna północna pętla Nürburgring.
Po co Golf GTI, skoro jest GTI Clubsport?
Śmiało zatem można stwierdzić, że Golf GTI Clubsport to przykład niezwykłej uniwersalności - samochód, który potrafi być jednocześnie rozsądnym towarzyszem codziennych podróży i bezkompromisową maszyną torową. Na długich trasach zapewnia wysoki komfort jazdy, dobrze wyciszone wnętrze i spalanie zbliżone do klasycznego auta kompaktowego, co czyni go świetnym wyborem dla kierowców szukających sportowych emocji bez rezygnacji z praktyczności. Z kolei na torze, jak udowodnił przejazd po Nordschleife, Clubsport zaskakuje precyzją prowadzenia, znakomitym balansem, mocnymi hamulcami i świetnie zestrojonym trybem Nürburgring, który wyciska z niego maksimum możliwości.
Co istotne, bardziej wyczynowa wersja Golfa GTI nie wiąże się z dramatycznym wzrostem ceny względem standardowego wariantu. Podczas gdy bazowy Golf GTI startuje od 170 990 zł, Clubsport kosztuje 181 590 zł - różnica niecałych 11 tysięcy złotych wydaje się wyjątkowo uczciwa, biorąc pod uwagę wyższe osiągi, ostrzejsze zestrojenie i pakiet rozwiązań, które czynią z niego prawdziwego króla zakrętów. Pytanie tylko, po co w takim razie wybierać standardowego GTI, skoro Clubsport w trybach drogowych oferuje podobny komfort i niskie spalanie, a na torze okazuje się znacznie ciekawszą propozycją?





