Reklama

Afera "dieselszwindel"

​Będzie druga Dieselgate? Tym razem na celowniku Mercedes

Spece od Dieselgate tym razem celują w Mercedesa. Według nich firma montuje w samochodach urządzenia, które w trasie ograniczają pracę systemu SCR i recyrkulacji spalin, co prowadzi do emisji tlenków azotu pięciokrotnie wyższych niż wskazują testy. Szczegóły badań mają być ujawnione na dzisiejszej konferencji prasowej.

Informację opublikowała na swoich stronach internetowych niemiecka organizacja konsumencka Deutsche Umwelthilfe, która twierdzi, że ekspert ds. oprogramowania motoryzacyjnego Felix Domke znalazł w Mercedesie Klasy E z silnikiem Diesla Euro 6 osiem urządzeń pozwalających na stopniowe zmniejszanie skuteczności działania systemu SCR, który za pomocą czynnika AdBlue zmniejsza zawartość tlenków azotu w spalinach, a także prędkość recyrkulacji spalin.

Dieselgate. Mercedes jak Volkswagen?

Według Deutsche Umwelthilfe urządzenia zaczynają pracę już w samochodach z przebiegiem kilku tysięcy kilometrów. Organizacja twierdzi również, że nie ma żadnych technicznych przyczyn, aby stosować takie urządzenia, poza fałszowaniem faktycznych emisji tlenków azotu w dieslach - emisje w trasie są nawet o 500 proc. wyższe niż w fazie testów. Szczegóły badań mają być przedstawione na dzisiejszej konferencji prasowej.

Reklama

Badanie miało być przeprowadzone na zlecenie amerykańskiej firmy prawniczej Milberg, specjalizującej się w sprawach konsumenckich. Umiejscowiony w Wielkiej Brytanii europejski oddział firmy wyspecjalizował się zwłaszcza w pozwach przeciwko producentom aut, którzy brali udział w poprzedniej Dieselgate, w której oprogramowanie silnika pozwalało w testach osiągać niskie poziomy czystości spalin, które nie były osiągane w rzeczywistej eksploatacji. Sama Milberg jeszcze o tej sprawie nie informuje, podobnie jak Mercedes.

Deutsche Umwelthilfe cytuje jednak Glenna Phillipsa, partnera zarządzającego firmy Milberg, który mówi, że montaż tych urządzeń to oszustwo na szkodę środowiska, ale także klientów, którym sprzedano "wadliwe pojazdy" i posiadacze Mercedesów powinni sprawdzić, czy przypadkiem ich aut to też nie dotyczy. Brzmi to jak przygotowanie do nowej serii pozwów.

Dieselgate w Volkswagenie. O co chodziło?

Afera dieslowa, zwana Dieselgate, a często także aferą Volkswagena wybuchła w 2015 roku i w sądach ciągnie się do dziś. Dotyczyła takiego zaprogramowania komputerów sterujących silnikiem, aby podczas testu pracował on dając niskie emisje, a podczas normalnej eksploatacji działał zupełnie inaczej, powodując wielokrotnie wyższe emisje tlenków azotu. 

W latach 2009 - 2015 koncern miał wykorzystać to oprogramowanie w 11 mln aut. Choć sprawa była zwana aferą Volkswagena, bo ta firma pierwsza została przyłapana, okazało się, że jej źródłem było oprogramowanie Boscha, wykorzystywane w silnikach wielu producentów.

Jan Stora

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje