Reklama

Izera. Od projektu z Painta po platformę z Chin. Wyboista droga do elektryka

Izera powstanie na platformie chińskiego giganta - Geely Holding. To prawdziwy kamień milowy w historii projektu, który obecny jest w debacie publicznej już od przeszło 6 lat. Droga, którą w tym czasie przeszła spółka EMP, budująca Izerę, była wyboista.

W połowie października minęło 6 lat od momentu powołania do życia spółki ElektroMobility Poland. Jej powstanie ogłoszono 19 października 2016 roku. Czterema udziałowcami spółki zostały największe w Polsce koncerny energetyczne:

  • Energa,
  • Enea,
  • Tauron,
  • PGE.

Utworzenie spółki było efektem opublikowanego niewiele wcześniej planu rozwoju elektromobilności autorstwa Ministerstwa Energii (dziś taki resort nie istnieje). To właśnie w tym dokumencie pojawiły się słynne wizje miliona samochodów elektrycznych jeżdżących po polskich drogach w roku 2025.

Reklama

Polski samochód elektryczny - jeszcze nie Izera - w ogniu krytyki

Pomysł stworzenia "narodowego samochodu elektrycznego" od początku dzielił środowisko entuzjastów motoryzacji. Wielu widziało w nim barejowskiego "Misia", czyli słomianą inwestycję bez szans na realizację. Na początkowym etapie każdy z inwestorów (koncerny energetyczne objęły po 25 proc. udziałów) wniósł do spółki po 2,5 mln zł. Biorąc pod uwagę całość przedsięwzięcia, początkowy kapitał w wysokości 10 mln zł uznać można za wręcz symboliczny. Eksperci od początku szacowali, że cały projekt - od pierwszych szkiców aż po uruchomienie fabryki - kosztować będzie polskich podatników między 4 a 5 mld zł. To przeszło 2 razy więcej niż słynny przekop Mierzei Wiślanej.

Izera. Od projektu z Painta po auto na kołach

Wodą na młyn dla krytyków pomysłu były początkowe, sprawiające wrażenie mocno chaotycznych, działania ElektroMobility Poland. Przykładem może być chociażby słynny już konkurs na projekt (wizualizację) polskiego pojazdu. Zorganizowano go bez żadnych wytycznych dotyczących chociażby tak podstawowych informacji jak rodzaj nadwozia czy wymiary pojazdu. Finalistów (cztery zwycięskie projekty) poznaliśmy w połowie września 2017.

Wówczas planowano jeszcze ogłoszenie drugiego etapu prac - konkursu na budowę prototypów polskiego auta na prąd, który miał być kierowany do producentów pojazdów lub komponentów z branży samochodowej. Prototyp, który bazować miał na nagrodzonych pracach, nigdy nie powstał.

Po wielu perturbacjach, w tym zmianie we władzach spółki (w 2018 roku w fotelu prezesa zasiadł Piotr Zaremba), ogłoszono, że za stylizację polskiego auta odpowiadać będzie słynna włoska pracownia Torino Design. Konsultantem projektu został wówczas Tadeusz Jelec - słynny polski stylista pracujący do tej pory m.in. dla Jaguara. Decyzja była bez wątpienia słuszna z punktu widzenia przyszłości projektu, ale wywołała falę krytyki. Okazało się bowiem, że blisko dwa lata działalności spółki poszły na marne.

Izera z projektem, ale bez platformy

Kamieniem milowym w postrzeganiu państwowego projektu był rok 2020, kiedy dowiedzieliśmy się, że polskie auto elektryczne będzie produkowane pod marką Izera. W tym samym czasie ElectroMobility Poland zaprezentowało dwie pełnowymiarowe makiety samochodów w wersjach hatchbask i SUV. Oficjalnie poznaliśmy też hasło przewodnie Izery - "Milion powodów, by jechać dalej".  

Ważną datą w historii Izery był też 15 grudnia 2020 roku. Wówczas poinformowano o lokalizacji przyszłej fabryki Izery. Wybór padł na Śląsk, a ściślej - Jaworzno.

O decyzji przeważyły względy praktyczne - w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej (KSSE) działa wielu poddostawców branży motoryzacyjnej. Nie bez znaczenia było też zaplecze w postaci wyższych uczelni. Dodatkową gwarancją powodzenia tego projektu są partnerzy, którzy deklarują wsparcie i zaangażowanie, aby doprowadzić inwestycję do mety - deklarował wówczas prezes ElekrtroMobility Poland, Piotr Zaremba. 

Lex Izera, czyli potknięcie o drzewa

Wydawało się, że po ogłoszeniu decyzji o lokalizacji fabryki prace nad polskim autem ruszą wreszcie pełną parą. Niestety, górę wzięła biurokracja, a inwestycja w Jaworznie stanęła pod dużym znakiem zapytania. Okazało się, że właścicielami części gruntów pod planowaną inwestycję były Lasy Państwowe, co zrodziło niespodziewany problem natury prawnej.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami zamiana lasów, gruntów i innych nieruchomości Skarbu Państwa pozostających w zarządzie Lasów Państwowych możliwa była "wyłącznie w przypadkach podyktowanych potrzebami i celami gospodarki leśnej". Władze państwowe wykazały się tu wyjątkową determinacją, która pozwalała sądzić, że projekt uda się jednak dowieźć do końca.

W sierpniu 2021 roku, mimo sprzeciwu Senatu, udało się bowiem znowelizować specustawę o "szczególnych rozwiązaniach związanych ze specjalnym przeznaczeniem gruntów leśnych". Chociaż w dokumencie ani razu nie padały słowa Izera czy Jaworzno, nikt nie miał wątpliwości, że ustawa powstała wyłącznie po to, by pomysł stworzenia polskiego samochodu elektrycznego nabrał wreszcie wiatru w żagle.

Fabryka Izery - kto ją zbuduje

Na mocy wspomnianej specustawy Jaworzno przejęło od Lasów Państwowych wspomniane tereny inwestycyjne w lipcu 2022 roku. Lipiec przyniósł jednak inną zaskakującą informację. Z projektem rozstała się firma EDAG Egineering.

Od 2019 roku niemiecka firma była tzw. integratorem technicznym projektu. Rzecznik EMP stwierdził wówczas, że rozstanie z firmą EDAG jest zgodne z planem, bo Izera na różnych etapach rozwoju ma mieć innego integratora. Po wyborze platformy spółka miała wybrać kolejną firmę, która będzie służyć projektowi swoją wiedzą i doświadczeniem. Dziś już wiadomo, że będzie nią dostawca platformy, czyli chińskie Geely.

Pierwsze Izery mają zjechać z linii montażowej zakładu w Jaworznie w 2024 roku.

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: fabryka | Jaworzno | Izera | polski samochód elektryczny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy