Reklama

Polski kierowca

Czy umiesz jeździć po autostradzie?

Na polskich autostradach w ubiegłym roku wydarzyło się 478 wypadków, w których śmierć poniosło 70 osób, a 697 zostało rannych. Stanowi to tylko niewielki odsetek ogólnej liczby wypadków na naszych drogach. Z drugiej strony trzeba jednak zwrócić uwagę na wysoki wskaźnik ofiar. Co siódmy wypadek na autostradzie jest śmiertelny i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż na takich drogach pojazdy rozwijają największe prędkości. Niestety, bardzo wielu polskich kierowców po prostu nie dorosło do jazdy po autostradach.

Nie pogniewajcie się, ale to jest mniej więcej tak, jakby wiejskiego rowerzystę, który na co dzień jeździ po gminnej drodze, wystawić w wyścigu kolarzy zawodowców. Co by się wówczas stało? Ktoś taki narobi tylko zamieszania, stworzy zagrożenie, a może także sprawić, że przez niego inni się porozbijają. Poza tym pozostawi niesmak swoim nieobyciem, brakiem ogłady, znajomości obyczajów.

Dokładnie tak samo jest na autostradzie. Polscy kierowcy potrafią cofać, zawracać, jechać pod prąd, zatrzymywać się na pasie awaryjnym, wyprzedzać poboczem itd. Nie brakuje też różnych "szeryfów", którzy zajeżdżają złośliwie drogę, gwałtownie hamują, wygrażają. Przypomina to wszystko nieokrzesaną dzicz, która dopiero co wydostała się z dżungli i teraz próbuje korzystać z autostrady. To mocne słowa, ale takie niestety można odnieść wrażenie. Pewnym usprawiedliwieniem jest zapewne to, że w zasadzie nikt nie uczy kierowców na kursach jazdy po autostradzie. No, ale z drugiej strony człowiek jest podobno istotą myślącą, więc chyba nie tak trudno sobie wyobrazić, że na takich drogach, przy bardzo dużych prędkościach, każdy błąd może skończyć się tragicznie. Niestety do wielu kierowców to nie dociera.

Reklama

Przygotowałem dla was elementarz autostradowej jazdy. Być może mądrzy kierowcy wezmą sobie moje rady do serca. Ilustruję je wieloma filmikami, ponieważ bez wątpienia łatwiej uczyć się na cudzych błędach, niż na własnych.

Może nie wiesz jak wjeżdżać na autostradę?

Wcale nie jest to takie banalne zagadnienie. Wielu z was pokazuje, że tego nie potrafi. Popatrzcie na przykłady:

Kierowca białego Audi, widząc jadącą prawym pasem ciężarówkę, pakuje się od razu na lewy pas i tutaj powoli rozpędza swoje auto. W ten sposób zmusza kierowcę jadącego lewym pasem do hamowania. Jeżeli już chcecie zrobić coś takiego, to gaz do deski aby nikomu nie przeszkadzać (pytanie czy dysponujecie na tyle mocnym samochodem, aby odpowiednio szybko osiągnąć prędkość autostradową), nie zmuszać innych do zmniejszenia prędkości.

Tutaj kolejny przykład bezmyślności:

Jeden z kierowców wjeżdża sobie na pas włączania tak szerokim łukiem i tak niefrasobliwie, że połową auta pakuje się od razu na prawy pas. Potem nieudolnie próbuje przy niewielkiej prędkości zmienić pas ruchu. Od razu widać, że nie dorósł do jazdy po autostradach.

A teraz typowy przykład drogowego nieudacznictwa:

Zatrzymanie się na pasie włączania właściwie nie powinno się zdarzyć (poza przypadkiem, kiedy ruch na autostradzie stoi z powodu jakiegoś wypadku lub innego zdarzenia).

Pas włączania, zwany też pasem rozbiegowym, służy do tego, aby właśnie na tym pasie maksymalnie rozpędzić pojazd, żeby różnica prędkości pomiędzy naszym samochodem, a autami pędzącymi autostradą była jak najmniejsza. Podstawowym błędem jest powolna jazda pasem rozbiegowym, niezdecydowanie i "czajenie się". Pamiętajcie, że nie wjeżdżacie na osiedlową drogę, ale na autostradę, na której samochody jadą z prędkością 140 km/h, a często w praktyce znacznie większą. Wpakowanie się komuś przed maskę z "zawrotną" szybkością 80 km/h zmusi go do awaryjnego hamowania i zawsze może skończyć się poważnym wypadkiem.

A swoją drogą, jadąc autostradą i zbliżając się do kolejnego węzła, zawsze zastanawiam się, co zmaluje jakiś kierowca pozbawiony szarych komórek albo drogowa fajtłapa. Radzę wam więc w pobliżu węzłów na autostradzie zawsze zachować czujność i być przygotowanym na nieoczekiwane zagrywki innych.

Czy jeździsz lewym pasem bez potrzeby?

To w Polsce nagminne zjawisko. Można odnieść wrażenie, że polscy kierowcy są przyciągani do tego lewego pasa jakimś ukrytym magnesem. Popatrzcie:

Kierowca Citroena po prostu postanowił jechać sobie lewym pasem. Najlepszy sposób żeby stać się zawalidrogą. Od razu widać siermiężne obyczaje rodem z polskich dróg.

Zapamiętajcie sobie raz na zawsze: lewy pas służy tylko do wyprzedzania. Niezwłocznie po wykonaniu tego manewru waszym obowiązkiem jest powrót na pas prawy. Nie należy stosować zasady, że "będę nadal jechał lewym pasem, bo 500 m dalej widzę kolejny samochód, który też zamierzam wyprzedzić". To błąd! W tym czasie za tobą może pojawić się ktoś, kto jedzie znacznie szybciej.

Następny przykład świadczący o tym przykrym zjawisku:                   

Nissan bez żadnej potrzeby jedzie wiele kilometrów lewym pasem, a na koniec zajeżdża jeszcze drogę innemu pojazdowi, bo pan kierowca postanowił akurat teraz przejechać na prawy pas. Od razu widać, że to ciemnogród, brak obycia z prawdziwym autostradowym ruchem.

Jeździsz na zderzaku poprzedzającego auta?

Kolejnym bardzo często spotykanym błędem na autostradach jest utrzymywanie zbyt małych odstępów od poprzedzających pojazdów. Jak to się kończy nietrudno przewidzieć:

Na początku tego filmu widać również bezmyślną, głupią jazdę lewym pasem. W dodatku odstępy są ewidentnie zbyt małe. Jeden siedzi drugiemu niemal na zderzaku. Nagle ostre przyhamowanie i co się dzieje? Pan kierowca musi ratować się zjechaniem na pas rozdzielający i otarciem auta o bariery ochronne. Taka jazda tuż za innym samochodem nic nie daje, w ten sposób nie pojedziecie szybciej, nic nie zyskacie. Za to bardzo łatwo możecie rozwalić swoje auto. Tego typu postępowanie świadczy zresztą o niskich kwalifikacjach kierowcy, o braku wyobraźni. W wielu krajach podobne postępowanie jest surowo karane przez policję autostradową.

Zapamiętajcie sobie, że bezpieczny odstęp powinien wynosić tyle metrów, ile samochód pokonuje w ciągu jednej sekundy. Jest to niezbędne minimum! Przy prędkości zaledwie 90 km/h jest to 25 m, przy 120 km/h - ok. 34 m, przy 140 km/h - 39 m, a przy 180 km/h - 50 metrów.

Podpowiem, że 40 metrów to odległość równa długości 8 albo 9 waszych samochodów. Sprawdźcie zatem, gdy jedziecie za innym autem z prędkością 140 km/h, czy te 8-9 samochodów zmieściłoby się pomiędzy wami. Jeżeli nie, to odstęp jest zbyt mały. Jeśli nie wierzycie, to kiedyś się o tym przekonacie, oglądając z bardzo bliska poduszki powietrzne albo wbijając się zębami w kierownicę.

Wykonujesz zaskakujące manewry?

To też przykład braku umiejętności jeżdżenia po autostradach. Zbyt późne włączanie kierunkowskazów, raptowne skręty, zajeżdżanie drogi:

Kierowca lawety w ostatniej chwili decyduje się na wyprzedzanie, zajeżdża drogę pojazdowi poruszającemu się lewym pasem. Wystarczy, że za tym pojazdem zbyt blisko będzie jechał jakiś inny "mistrz" i zderzenie gotowe!

Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, kiedy to delikwent zorientuje się za późno, że właśnie mija zjazd i zaczyna gwałtownie hamować:

Zapamiętajcie! Na autostradzie szczególnie ważne jest to, aby jeździć wyraźnie, zawczasu sygnalizować ZAMIAR wykonania manewru zmiany pasa ruchu, nie zaskakiwać nikogo raptownym hamowaniem.

Jeżeli przejechałeś zjazd z autostrady, zagapiłeś się, to trudno. Są przecież nawigacje satelitarne, które prowadzą nas jak po sznurku. Wystarczy tylko odrobinę myśleć.

A może cofasz i zawracasz?

To są zjawiska, których w cywilizowanych krajach nie spotyka się. To kompletna wiocha, drogowe prostactwo. Obejrzyjcie te nagrania:

Co chciał zrobić ten kierowca zawracając na autostradzie? Trudno się domyślić. Może zamierzał za chwilę jechać pod prąd? Ale trzeba być zupełnie pozbawionym zdolności myślenia, żeby wykonać taki manewr.

A tutaj z kolei jakiś inny pozbawiony szarych komórek kierowca cofa sobie:

Pewnie przejechał za daleko, no więc cóż prostszego? Bieg wsteczny i cofamy. Przecież nie będziemy nakładać drogi i niepotrzebnie spalać benzyny.

Wbijcie sobie do głów: na autostradzie w żadnym przypadku nie wolno cofać, a zawracanie w ogóle nie wchodzi w grę! Nawet jeżeli przejechaliście zjazd, MOP, stację benzynową, to trudno, jedziecie dalej. Żadnego gwałtownego hamowania, cofania!

Nie postępujcie jak drogowi prostacy wypuszczenie przed chwilą z pola ornego. Każdy taki manewr stwarza ogromne zagrożenie nie tylko dla was, ale przede wszystkim dla innych. Są kraje, w których za cofanie na autostradzie grozi nie tylko natychmiastowa utrata prawa jazdy, ale nawet wylądowanie za kratami.

Mam nadzieję, że nie jeździsz pod prąd?

To już w ogóle poza wszelkim konkursem głupoty. Zastanawiam się, czy tacy ludzie w ogóle myślą? Pewnie tak, ale ich bezczelność, wygodnictwo, ryzykanctwo biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. Zobaczcie:

To naprawdę sytuacja mrożąca krew w żyłach. Jakiś bandyta pędzi lewym pasem pod prąd, za chwilę zanim pojawiają się goniące go policyjne radiowozy. Co gorsza, robił to zupełnie świadomie - auto bowiem było kradzione i w ten sposób chciał zgubić pościg. Brakuje słów na tego typu zachowanie - ucieczka autostradą pod prąd to prędzej przepis na śmierć, niż zgubienie pościgu. Swoją drogą, policjanci też nie wykazali się szczególnym rozsądkiem - cała kolumna pojazdów jadąca pod prąd to tylko zwiększanie szans na karambol.

Jazda pod prąd na polskich autostradach to zjawisko niestety powszechne. Zobaczcie drugi przypadek:

To wprawdzie droga ekspresowa, ale wyczyn tego kierowcy równie wspaniały. Pewnie pomylił drogę no i wracał...

A teraz damulka, która również wjechała nie tam gdzie trzeba. A może przypomniała sobie, że nie wzięła torebki? Zawróciła więc i śmiało śmiga poboczem z prędkością ponad 100 km/h:

Nasuwa się pytanie, czy my mamy policję autostradową i gdzie ona jest? Ta pozbawiona chyba mózgu, kierująca Smartem kobieta, powinna być niezwłocznie zatrzymana. Za tego rodzaju wyczyny należałoby dożywotnio zabierać prawa jazdy i wymierzać grzywnę w wysokości 50 000 zł. Parę takich wyroków i odechciałoby się innym cwaniakowania.

Powiem wprost: jeśli jeździsz pod prąd na autostradzie, jesteś bandytą, który powinien znaleźć się za kratami. Chcesz sam się zabić? To się zabij, proszę bardzo. I tak zapewne niewielki z ciebie pożytek. Ale jakim prawem narażasz życie innych?

Wyprzedzasz pasem awaryjnym?

To też niestety typowo polskie zachowanie. Przejechałem pół świata i czegoś takiego nigdy nie widziałem w innych krajach. Popatrzcie na ten filmik:

Kierowca czarnego BMW serii 3 Cabrio pędzi pasem awaryjnym z prędkością około 200 km/h! Widocznie bardzo mu się spieszy. Nie będzie więc manewrował pomiędzy jadącymi prawidłowo pojazdami, szkoda mu na to czasu. On jest panisko, jemu przysługuje specjalny pas.

Ten drogowy pirat zapomina jednak, że kierowcy nie mają obowiązku kontrolować w lusterkach, czy ktoś ich nie wyprzedza pasem awaryjnym. Wystarczy, że pojazd poruszający się prawym pasem zjedzie odrobinę w prawo, będzie omijał jakąś nierówność i gotowy wypadek. Poza tym nagłe pojawienie się na poboczu pędzącego samochodu może przestraszyć mniej doświadczonego kierowcę, skłonić go do gwałtownego odbicia w lewo. Dlatego właśnie powtarzam:  należy montować na polskich autostradach mnóstwo kamer i karać surowo za takie wybryki. Za ten wyczyn proponuję cofnąć prawo jazdy i wymierzyć grzywnę 15 000 zł.

Tutaj kolejny cwaniak w Passacie, któremu też się bardzo spieszy:

Za chwilę zresztą możecie zobaczyć kolejny wyczyn tego osobnika, który zatrzymuje ponad na pasie awaryjnym i rozmawia sobie z innym kierowcą. Karać, walić mandaty, tylko kto ma to robić? Gdzie tu jest policja?

Zatrzymujesz się na pasie awaryjnym?

Wielu polskich kierowców niestety nie wie, że na autostradzie nie wolno w ogóle zatrzymywać się. Pobocze to pas awaryjny, a nie miejsce, gdzie można zrobić siusiu, pogadać przez telefon, wyprowadzić pieska, zjeść kanapkę czy rozprostować nogi itd.

Tu widzimy szczególny przypadek - nieoświetlony samochód stoi nocą na poboczu autostrady. To przykład skrajnej nieodpowiedzialności:

A może to romantyczna randka aucie? I znowu pytanie: gdzie jest policja autostradowa? Czy nasze autostrady są regularnie patrolowane?

Czasem takie parkowanie na poboczu może skończyć się niebezpiecznie i to w sposób zupełnie nieoczekiwany:

Dlatego właśnie zapamiętajcie: pobocze autostrady albo inaczej pas awaryjny to nie miejsce na postój! Tylko w razie awarii pojazdu można zatrzymać się na poboczu, ale należy koniecznie wystawić trójkąt ostrzegawczy w odległości co najmniej 100 metrów za samochodem.

Gdy się rozbiłeś, to stoisz i bawisz się telefonem?

Popatrzcie na tę sytuację:

Uszkodzone auto na prawym pasie, być może kierowca jechać za szybko i walnął w barierę uszkadzając samochód. A teraz auto stoi na prawym pasie, a pan kierowca siedzi sobie na barierze ochronnej i bawi się telefonem.  A gdzie trójkąt ostrzegawczy?  Tworzy się korek, inne pojazdy omijają zawalidrogę. Taka jest właśnie wiedza i świadomość kierowców. Na wiejską drogę, tam proszę jeździć, a nie na autostradzie. A tak na marginesie, dziwne, że nie znalazł się cwaniaczek, który omijałby uszkodzone auto pasem awaryjnym. Miałby szansę przejechać siedzącemu panu kierowcy po nogach.

Holujesz kolegę, bo szkoda kasy na pomoc drogową?

To także bardzo częste na polskich autostradach:

No i jeszcze na dodatek te światła awaryjne włączone w holowanym aucie. Masakra!

Zapamiętajcie: holowanie na autostradzie jest dozwolone TYLKO przez pojazdy pomocy drogowej i tylko do najbliższego wyjazdu z autostrady.

Gdy zdarzył się wypadek, to wysiadasz i spacerujesz pomiędzy autami?

To zjawisko powszechne na autostradach i to nie tylko polskich. Popatrzcie na ten filmik:

Kierowca ciężarówki, autor nagrania,  bez wątpienia nie docenił bardzo trudnych warunków atmosferycznych, ograniczonej mocno widoczności i na skutek tego wpadł na stojące na autostradzie (z powodu innego wypadku) samochody.

Zobaczcie jednak, co dzieje się potem. Ludzie wychodzą z samochodów, oglądają uszkodzenia, dyskutują. A przecież za chwilę może wpaść na nich następny taki tir i wówczas zostaną zmiażdżeni stojąc pomiędzy pojazdami.

Zapamiętaj! W razie kolizji lub wypadku nie wysiadaj pochopnie z auta, nie stój na jezdni! Za chwilę ktoś może na ciebie najechać, możesz stracić życie lub zostać ciężko ranny.  Zazwyczaj o wiele bezpieczniej jest pozostać w samochodzie, niż spacerować wokół niego. Jeśli jednak obawiasz się, że ktoś najedzie na twoje auto, wysiadaj szybko i uciekaj za bariery ochronne, a nie pozostawaj na jezdni.

Zobaczcie, jak to może być. To wprawdzie nie jest film z polskiej autostrady, ale mechanizm tragedii pozostaje taki sam:

Gdyby ci ludzie po niewielkiej kolizji nie wysiadali, nie oglądali swoich aut, ale pojechali dalej i zatrzymali się dopiero w bezpiecznym miejscu, z pewnością by przeżyli (swoją drogą trudno zrozumieć zachowanie kierowcy tira, który zamiast uderzyć w samochody, wolał je ominąć i wjechać w ludzi...). Powtarzam: autostrada to nie miejsce do spacerów! Wysiadaj z pojazdu tylko wtedy, kiedy bezwzględnie musisz.

Czy zachowujesz się jak smarkacz?

Obejrzyjcie ten filmik:

To wręcz osobny rozdział w naszej motoryzacyjnej obyczajowości i to nie tylko na autostradach. Złośliwości, prymitywne gesty, wyzwiska, chęć odegrania się. Wredne hamowanie tuż przed maską, zajeżdżanie drogi, tamowanie ruchu. Czy tak powinni postępować dorośli ludzie? Przypomina to mentalność smarkaczy, który kłócą się w piaskownicy o wiaderko i łopatkę.  Zero życzliwości, wyrozumiałości, uprzejmości. Agresja, nienawiść, prostacka rywalizacja. Autor filmu zachował się bardzo spokojnie i kulturalnie. Brawo!

Nie dajcie się nigdy sprowokować! Jeżeli traficie na jakiegoś chama, złośliwca albo szeryfa pseudo-wychowawcę, odpuście. Niech sobie jedzie, niech się zabije. Nie próbujcie go czegoś nauczyć, bo takiego osobnika może tylko wychować pozbawienie prawa jazdy i obóz pracy przymusowej. Nie warto natomiast denerwować się, ulegać emocjom, a tym bardziej odgrywać się i zniżać do takiego poziomu. Zlekceważcie go, zastanówcie się, czy jest wart tego, by reagować na jego złośliwości i zaczepki. Czy chcecie zniżać się do poziomu jakiegoś prostaka? Czy byle kto jest w stanie was zdenerwować? Kierowca zdenerwowany przestaje być kierowcą bezpiecznym i to miejcie na uwadze. A swoją drogą policja powinna oglądać takie filmiki, namierzać i surowo karać sprawców takich zachowań. Chuligańskie wybryki na autostradach to przecież stwarzanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Czy zjeżdżasz z autostrady hamując gwałtownie w ostatniej chwili?

To następna plaga. Obejrzyjcie to zdarzenie:

Do zjechania z autostrady służy specjalny, odpowiednio oznakowany pas, zwany czasem pasem wyłączania. Wjeżdżasz na taki pas bez żadnego hamowania i dopiero na nim hamujesz.  Zasadniczym błędem jest hamowanie na normalnym pasie autostrady, a jeszcze gorzej, gdy wyprzedzasz, a następnie w ostatniej chwili hamujesz przed dopiero co wyprzedzonym pojazdem.

Ile razy odpowiedziałeś "TAK"?

Oczywiście mam na myśli szczere odpowiedzi na pytania zawarte w kolejnych śródtytułach. Jeżeli chociaż raz odpowiedziałeś "tak", przeanalizuj te filmiki, rusz głową, zastanów się, co robisz. Jeśli kilka razy odpowiedziałeś "tak", to przestań jeździć po autostradach, bo zabijesz wcześniej czy później siebie albo innych, Bogu ducha winnych ludzi. A najlepiej idź do dobrego psychiatry...

Ja rozumiem, że przez wiele lat Polacy mogli tylko pomarzyć o autostradach. Brakuje tutaj tej motoryzacyjnej tradycji, którą mają kierowcy z bardziej nowoczesnych krajów, tej kultury jazdy. Dominuje niestety brak wyobraźni, egoizm, a często także prostactwo i chamstwo. Wielu jest też takich zmotoryzowanych, którzy z autostrady korzystają sporadycznie i jeśli już muszą na nią wjechać, wyczyniają rozmaite głupoty.

Czy chcecie uchodzić za cywilizowaną nację, za ludzi nowoczesnych, obytych z motoryzacją, potrafiących myśleć za kierownica, czy może wolicie, aby w Europie wciąż funkcjonował obraz polskiego kierowcy jako agresywnego i nieprzewidywalnego osobnika, który na autostradzie wyczynia dzikie harce, bo po prostu do niej nie dorósł? Wybór należy do was samych.

Polski kierowca


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy