Reklama

Nowy kodeks drogowy bublem? To pułapka na kierowców. Chodzi o skrzyżowania

Od 17 września prawo jazdy stracić można zdecydowanie łatwiej niż do tej pory. Nie chodzi jednak o nowy taryfikator punktów karnych. Przy okazji ostatniej nowelizacji kodeksu drogowego zmieniła się też definicja skrzyżowania. Niestety - na gorsze. Naraża ona na utratę prawa jazdy wielu kierowców, którzy nie będą nawet wiedzieć, jakie wykroczenia popełnili.

Na absurdalną zmianę w treści Prawa o ruchu drogowym zwrócił uwagę Filip Grega - ekspert od BRD, instruktor nauki jazdy i twórca youtubowego kanału "Prawko Plus". Chodzi o nową definicję skrzyżowania, która wprowadza gigantyczne zmiany w organizacji ruchu. Mówiąc wprost, kierowcy mogą dziś stracić prawo jazdy nie wiedząc nawet, jakie wykroczenie popełnili.

Jak wynika ze znowelizowanego artykułu 2. Pkt 10 Prawa o ruchu drogowym skrzyżowaniem jest obecnie:

Uwaga na prędkość na skrzyżowaniach

W czym problem? Do rangi "skrzyżowań" urosły właśnie wszelkiej maści łączniki służące chociażby do zawracania. Co w tym złego?

Reklama

Pamiętajmy, że skrzyżowanie to nie tylko obiekt inżynieryjny. Zgodnie z przepisami kodeksu drogowego ma ono również szereg innych funkcji. Jedną z nich jest np. odwołanie obowiązującego na danym odcinku ograniczenia prędkości.

Problem w tym, że tego rodzaju łączniki - służące wyłącznie do zawracania - najczęściej spotkamy na dwujezdniowych drogach w obszarze zabudowanym, na których obowiązuje podniesiony limit prędkości (najczęściej do 70 km/h). Obecność skrzyżowania - jeśli znaki mówiące o limicie prędkości nie są za nim ponowione - oznacza więc odwołanie dotychczasowego ograniczenia i powrót do "ustawowej" prędkości 50 km/h. Na tym jednak problemy kierowców wynikające z nowej definicji skrzyżowania się nie kończą.

Prosty sposób na mandat - wiedziałeś, że wyprzedzasz na skrzyżowaniu?

Jednym z najsurowiej karanych wykroczeń (zgodnie z nowym taryfikatorem - mandat w wysokości 1000 zł i 10 punktów karnych) - jest przecież wyprzedzanie na skrzyżowaniu.

Wyobraźmy wiec sobie sytuację, gdy jadąc spokojnie prawym pasem dwujezdniowej drogi o dwóch pasach ruchu w jednym kierunku, kierowca jadący przed nami pasem lewym zechce skorzystać z dotychczasowego łącznika i zawrócić. Jeśli miniemy go, w momencie gdy włączy lewy kierunkowskaz i zacznie zjeżdżać z lewego pasa na owy łącznik - popełniliśmy właśnie jedno z najcięższych wykroczeń w ruchu drogowym!

W ten sposób do rangi piratów urastają nawet... kierowcy miejskich autobusów. By uniknąć absurdalnego mandatu, należałoby więc zwolnić do prędkości pojazdu, którego kierowa ma zamiar zawrócić i - jeśli ten zatrzymał się na łączniku (czyli skrzyżowaniu...) - również się zatrzymać, bez różnicy czy poruszaliśmy się lewym czy prawym pasem ruchu.

Chociaż przytoczona interpretacja może się wydawać absurdalna, bazuje ona przecież na ustawie prawo o ruchu drogowym. Jak zauważa Filip Grega - mowa więc o tzw. "definicji legalnej", z której wywodzi się wszystkie pozostałe interpretacje przepisów.

Od redakcji:

Z prośbą o wyjaśnienie intencji ustawodawcy zwróciliśmy się do Ministerstwa Infrastruktury. Czekamy na odpowiedź.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy