Kierowcy elektryków zapłacą więcej? Droższe opony to nie jedyny problem
W reklamach samochodów elektrycznych nie brakuje zachęt w postaci niższych kosztów eksploatacji. Producenci zachwalają je ze względu na brak konieczności wymiany oleju, mniej części eksploatacyjnych, czy tańsze przeglądy. Jest jednak element, o którym mówi się rzadziej, a który w przypadku samochodów elektrycznych zużywa się zwykle szybciej niż w modelach spalinowych.

W skrócie
- Samochody elektryczne zużywają opony nawet o 20 procent szybciej niż spalinowe odpowiedniki.
- Dodatkowa masa pojazdu i natychmiastowy moment obrotowy przyspieszają zużycie opon w elektrykach.
- Opony do aut elektrycznych bywają droższe, muszą być wzmocnione i zapewniać niski hałas toczenia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Według analizy przeprowadzonej przez popularny kanał motoryzacyjny Engineering Explained, samochody elektryczne potrafią zużyć ten sam komplet opon o 20 procent szybciej niż ich spalinowe odpowiedniki.
Dlaczego opony w samochodach elektrycznych zużywają się szybciej?
Problem dotyczy praktycznie wszystkich aut na prąd - niezależnie od marki czy segmentu. Pierwszą przyczyną przyspieszonego zużycia opon jest masa pojazdu. Elektryki są znacznie cięższe od spalinowych odpowiedników. Różnica potrafi być ogromna.
Dla przykładu porównajmy masę własną kompaktowego Peugeota 308 (odmiana mild hybrid o mocy 145 KM) z jego elektrycznym odpowiednikiem w postaci modelu e-308. Ten drugi waży, według danych fabrycznych, od 1759 do 1810 kg, ten pierwszy - 1450-1591 kg. W najlepszym razie mamy więc niemal 200 kg różnicy. W przypadku innych modeli waga potrafi wskazywać jeszcze wyraźniejsze różnice. To oczywiście przekłada się na tempo zużywania się opon.
Ta dodatkowa masa to rzecz jasna głównie akumulator trakcyjny. Jego ciężar rozkłada się co prawda na cztery opony, ale większy nacisk oznacza większe tarcie, a większe tarcie - szybsze ścieranie bieżnika.
Druga przyczyna to paradoksalnie jedna z największych zalet elektryków - natychmiastowo dostępny maksymalny moment obrotowy. Silniki elektryczne nie potrzebują czasu na rozkręcenie się do danych obrotów, by zapewnić maksymalną siłę napędową, cały moment dostępny jest praktycznie od zera.
W przypadku wspomnianego Peugeota 308 różnica wynosi co prawda jedynie 40 Nm, ale fakt, że siła napędowa jest dostępna "od spodu" oznacza, że kierowca częściej ma tendencję do jego wykorzystywania niemal w całości - zwłaszcza przy ruszaniu, gdy zachodzi największe ryzyko buksowania kół. W modelach spalinowych rzadziej "puszczamy" na koła pełną siłę napędową, bo to oznaczałoby zwykle ruszanie niemal z piskiem opony. W elektrykach maksymalne osiągi są łatwiej dostępne.
Ile kosztują opony do samochodów elektrycznych?
Przy zakupie samochodu elektrycznego sprzedawcy chętnie mówią o oszczędnościach na paliwie i serwisie. Rzadziej wspominają o konieczności częstszej wymiany opon. A te przeznaczone dla aut elektrycznych bywają droższe od standardowych - muszą być wzmocnione, by unieść większą masę, i jednocześnie mieć niskie opory toczenia, by nie skracać zasięgu. Co więcej, z uwagi na niemal bezszelestną pracę napędu elektrycznego opony muszą mieć też niższy hałas toczenia, by zachować komfort akustyczny w kabinie - to oznacza stosowanie specjalnego wzoru bieżnika czy wypełnień z pianki, co oczywiście podnosi finalną cenę opon.
Sprawdziliśmy, jak kształtują się ceny i ewentualne różnice. W przypadku Volkswagenów opona letnia Continental (225/40/R18) w popularnym sklepie z oponami kosztuje nieco ponad 400 zł, a ogumienie do modelu ID.3 (215/55/R18) to wydatek ponad 600 zł. Tak spora różnica nie jest jednak regułą - opony Pirelli do BMW i5 i serii 5 mogą kosztować tyle samo.
Nie zmienia to faktu, że jeżdżąc autem elektrycznym dynamicznie, szczególnie podczas ruszania, o co jest w nim zdecydowanie łatwiej, komplet opon może zużyć się wyraźnie szybciej niż w przypadku modeli spalinowych - to dodatkowy koszt, o którym w reklamach nie usłyszymy.










