Spis treści:
- Kierowca Mustanga padł ofiarą własnej głupoty
- Nie powstrzymał go nawet radiowóz
- Dostał lekcję na całe życie i wysoki mandat
Nie mam pojęcia co to jest, ale coraz częściej kierowcy sportowych aut na widok publiki dostają małpiego rozumu. Przykładów nie trzeba szukać daleko - dopiero co swoimi umiejętnościami w samym centrum Warszawy popisał się kierowca Lamborghini Huracan wartego 1,5 mln złotych.
Kierowca Mustanga padł ofiarą własnej głupoty
W ten sam weekend w centrum uwagi znalazł się kierowca czarnego Forda Mustanga. Mężczyzna wyjeżdżając z imprezy w Tomaszowie Mazowieckim, chciał pokazać, jakim jest macho. Niestety, podobnie jak właściciel egzotycznego byka, tej decyzji szybko pożałował. Włączając się do ruchu mocno wcisnął gaz, skręcił kierownicę i doprowadził do kolizji.
Nie powstrzymał go nawet radiowóz
Kierowca amerykańskiego coupe miał naprawdę sporo odwagi, bowiem popisowy “drift" planował wykonać na oczach oznakowanego radiowozu. Na szczęście, kiedy już zderzył się czołowo ze srebrnym Mondeo, nie trzeba było długo czekać na policję.
Dostał lekcję na całe życie i wysoki mandat
Bardzo nie chciałbym się znaleźć w skórze kierującego Mustangiem. W mgnieniu oka wokół aut zebrało się kilkadziesiąt osób z telefonami, które miały rzecz jasna coś ciekawego do powiedzenia. Przeżycie iście traumatyczne i na pewno nie takie tanie. Za spowodowanie kolizji funkcjonariusz ma prawo ukarać nas mandatem karnym w wysokości 1500 zł oraz dopisać do naszego konta 8 punktów karnych.
***











