Wypadek na Słowacji: Kierowcom grozi do 20 lat więzienia!

"To było świadome działanie polskich kierowców" - mówi reporterowi RMF FM rzecznik słowackiej prokuratury. Śledczy postanowili postawić nowe zarzuty polskim kierowcom luksusowych samochodów, którzy w poprzednią niedzielę spowodowali śmiertelny wypadek w Dolnym Kubinie na Słowacji. W środę słowacki sąd zdecydował o tymczasowym aresztowani całej trójki. Teraz grozi im nawet do 20 lat więzienia.

Słowacka prokuratura po zapoznaniu się z materiałem dowodowym postanowiła postawić nowe zarzuty polskim kierowcom porsche, ferrari i mercedesa.

Reklama

Marcinowi L., który zderzył się z jadącą z przeciwka skodą i spowodował śmierć jej 57-letniego kierowcy, grozi od 15 do 20 lat więzienia. Adamowi S. i Łukaszowi K., którzy się z nim ścigali, grozi od 10 do 15 lat więzienia.

Przed tygodniem sąd rejonowy w Dolnym Kubinie postanowił tymczasowo aresztować (na Słowacji nie określa się długości tymczasowego aresztowania) pierwszego z polskich kierowców - 42-letniego Marcina L. To jego porsche uderzyło w jadącą prawidłowo skodę. 27-letni Adam S. i 26-letni Łukasz K., którzy jechali w ferrari i mercedesie tuż przed nim zostali wypuszczeni na wolność. Adam S. musiał jednak wpłacić 20 tysięcy euro kaucji. Od tego postanowienia odwołała się słowacka prokuratura. Wczoraj sąd okręgowy w Żylinie postanowił, że wszyscy trzej na proces będą musieli poczekać w areszcie.

- Prokurator, który prowadzi tę sprawę, zmienił kwalifikację tego czynu. Uznał, że jest to poważniejsze przestępstwo, ponieważ było to działanie umyślne. Przy normalnym wypadku drogowym uznaje się to za działanie nieumyślne, ale w tym przypadku oni się ścigali i świadomie stwarzali zagrożenia dla innych kierowców. To jest nasza kwalifikacja, jako śledczych i zobaczymy, czy sąd podzieli nasz zdanie. Według naszego kodeksu karnego jest to paragraf 284, który mówi o umyślnym działaniu i przewiduje karę od 10 do 15 lat więzienia, a w przypadku spowodowania śmierci nawet od 15 do 20 lat. Mamy pierwszy raz z takim przypadkiem do czynienia, że ktoś urządzał sobie wyścigi na drodze publicznej i spowodował wypadek. Zobaczymy, jak sąd do tego podejdzie i czy oskarżeni zgodzą się z tą kwalifikacją. Jeśli nie, to sąd będzie musiał o tym rozstrzygnąć - tłumaczy Matus Harkabus ze słowackiej prokuratury w Żylinie.

Na razie nie wiadomo, kiedy słowacki sąd zajmie się tą sprawą. Wcześniej zapewne zajmie się wnioskiem pierwszego z polskich kierowców, którzy odwołał się od postanowieniu o jego aresztowaniu.

Zginął 57-latek

Do wypadku w Dolnym Kubinie doszło w niedzielę po południu 30 września. Trzech Polaków jadąc szybko, wyprzedzało inne samochody na ciągłej linii.

- Śledztwo wykazało, że 27-letni kierowca, obywatel polski, jechał ferrari w kierunku z Dolnego Kubina. Za nim 42-letni Polak jechał porsche cayenne. Rozpoczęli wyprzedzanie kolumny samochodów w miejscu, gdzie zakazuje tego ciągła linia. Następnie kierowca porsche uderzył w jadące przed nim ferrari, które zwolniło i wróciło na swój pas. (Kierowca - przyp. red.) porsche jednak nie zdołał już tego zrobić i miał czołowe zderzenie z jadącą w przeciwnym kierunku skodą fabią, którą prowadził 57-letni mężczyzna, mieszkaniec rejonu Dolnego Kubina - powiedział rzecznik lokalnej policji Radko Morawcik.

Słowak zmarł w drodze do szpitala. Wiózł dwoje pasażerów - 50-letnia kobieta odniosła poważne obrażenia, a 21-letni mężczyzna doznał lekkich ran.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje