Reklama

Małysz wrócił do korzeni, wzbił się w powietrze

Małysz w swoim blogu opowiada o tym, jak wrócił do korzeni, wzbijając się w swoim Mitsubishi w powietrze. O tym przeczytasz poniżej. Posłuchaj także wywiadu Adama zarejestrowanego w przerwie między etapami.

Na piątym etapie poczuliśmy prawdziwy smak Dakaru, ponieważ właśnie dziś nasz samochód wylądował na dachu. Myślę, że z tego powodu Fiambala na długo pozostanie w mojej pamięci. Do wypadku nie doszło na wydmach, gdzie wiedzieliśmy, że musimy być ostrożni, tylko na obrzeżach pustyni.

Reklama

Tuż po naszym dachowaniu pojawiło się przy nas mnóstwo lokalnych mieszkańców, którzy oglądali rajd, ale na nasze nieszczęście żaden z nich nie miał ze sobą samochodu. Spróbowaliśmy więc własnoręcznie obrócić samochód, ale było to niemożliwe.

Po jakimś czasie pewien fan rajdu podjechał swoim pick-up'em i zaholował nas w miejsce, gdzie mogliśmy już obrócić samochód na koła.

Kiedy samochód wzbił się w powietrze i wylądowaliśmy do góry nogami, przez chwilę martwiliśmy się, że może to oznaczać to dla nas koniec rajdu. Szczerze mówiąc, myślałem, że po zakończeniu kariery skoczka narciarskiego loty w powietrzu mam już za sobą! Gdy już udało nam się obrócić samochód, byłem zadowolony z tego, jak nam poszło i jak poradziliśmy sobie z jazdą po wydmach.

Bez wątpienia przetestowaliśmy wytrzymałość naszego Mitsubishi Pajero i choć wylądowaliśmy na dachu, na samochodzie ledwo widać jakiekolwiek rysy.

Ważniejszy niż powierzchowne uszkodzenia na zewnątrz jest silnik, a ten jak do tej pory nas nie zawiódł. Samochód doprowadził nas bezpiecznie do końca każdego etapu, a teraz mamy dwa dni bez jazdy, by móc spokojnie spojrzeć pod jego maskę.

Szczerze powiedziawszy, nie sądzę, żebyśmy mieli dużo pracy z samochodem, ponieważ wszystko działa jak należy. To samochód, który już wcześniej wygrał Dakar i przeszedł obszerne testy w tego typu warunkach.

Kiedy uprawiałem skoki narciarskie, zdobyte przez lata doświadczenie pomagało mi utrzymać wysoki poziom. W przypadku Dakaru jestem nowicjuszem zaczynającym od zera. Cieszę się bardzo, że wciąż biorę udział w rajdzie i jestem bardziej zdeterminowany niż kiedykolwiek wcześniej, by doprowadzić nasz samochód do Peru.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje