Elektryk utknął w ASO na osiem miesięcy. Właściciel musi oddać dopłatę
Osiem miesięcy zajęła polskiemu ASO naprawa uszkodzonej przez złodziei elektrycznej Kii EV6. W tym czasie właściciel nie mógł korzystać z samochodu i w efekcie nie "wyjeździł" minimalnego przebiegu, wymaganego przez program NFOŚiGW Mój Elektryk, przez co będzie musiał oddać część z państwowego dofinansowania do zakupu auta.
Spis treści:
Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że sprzedaż samochodów elektrycznych w Polsce pikuje. W listopadzie, w efekcie wstrzymania naboru wniosków w ramach tzw. ścieżki leasingowej programu Mój Elektryk, w Polsce zarejestrowano zaledwie 1181 nowych samochodów elektrycznych. To aż o 37 proc., czyli niemal 700 samochodów, mniej niż przed rokiem.
Osiem miesięcy naprawiali auto w ASO. A raty trzeba płacić
W promowaniu elektromobilności nad Wisłą nie pomagają też sytuacje takie jak ta, o której donosi branżowy serwis Elektrowóz. Opisuje on historię skradzionej w kwietniu Kii EV6, której naprawa zajęła ASO aż osiem miesięcy. W efekcie właściciel auta będzie musiał oddać część otrzymanej na zakup dopłaty, bo nie wyjeździł minimalnego, wymaganego umową, przebiegu.
Pechowa Kia EV6 padła ofiarą złodziei w kwietniu. Samochód szybko się odnalazł, ale szkody okazały się daleko większe, niż prognozował to ubezpieczyciel.
Uszkodzenia były poważne: nie działała szyna CAN, komputerów systemu multimedialnego w ogóle nie było w Europie, trzeba je było sprowadzać z Korei Południowej
Elektryk utknął w ASO na 8 miesięcy. Dopłata do zwrotu?
Rekordowy czas naprawy nie świadczy najlepiej o kwalifikacjach ASO, ale pamiętajmy że mowa o samochodzie niszowym. Serwis dysponował tylko jednym diagnostą, więc trudno dostępne części zamawiano na raty.
W tym przypadku, oprócz samego czasu naprawy, bardzo ciekawie prezentuje się też kwestia kosztów. Samochód jest finansowany w leasingu i ma pełne ubezpieczenie, więc użytkownik nie powinien się przejmować kosztami naprawy. Pojawia się jednak pewien inny poważny problem. Redakcja Elektrowozu zauważa, że pechowy kierowca:
Na pewno będzie musiał zwrócić część dofinansowania NFOŚiGW Mój Elektryk, bo nie wyrobił zakładanego limitu kilometrów.
Przez ASO nie przejechał minimalnego przebiegu. Kierowca elektryka musi oddać dopłatę
O jaki limit chodzi? Zgodnie z założeniami pierwszej wersji programu Mój Elektryk, na zakup (w tym przypadku leasing) auta osobowego otrzymać można było dofinansowanie w łącznej wysokości nawet 27 tys. zł. W umowie z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej czytamy jednak, że samochód współfinansowany w ramach państwowej dotacji musi być oznakowany specjalną nalepką, a jego właściciel zobowiązuje się do pokonania rocznie ”minimalnego dystansu 15 tys. km”.
Po dwóch latach od momentu zakupu (na taki czas zawierana jest umowa z NFOŚiGW), finansowany w ramach programu Mój Elektryk samochód elektryczny musi legitymować się przebiegiem minimum 30 tys. km. W przeciwnym wypadu oznacza to, że klient nie wywiązał się z umowy i powinien zwrócić przyznane mu dofinansowanie.
Niestety, wszystko wskazuje na to, że NFOŚiGW nie przewidział sytuacji, gdy naprawa uszkodzonego samochodu elektrycznego ciągnąć się będzie miesiącami, w czasie krótych auto nie będzie pokonywać wymaganych umową kilometrów. Ostatecznie kierowca Kii ma więc do wyboru - oddanie dotacji lub interwencyjne pokonanie brakującego przebiegu.