Reklama

Marzenie kobiet?

Niespotykany jest także system Auto-Inflate: pod maską widzimy kompresor, samoczynnie dopompowujący olbrzymie i baloniaste opony. Srebrne felgi są elementem nieseryjnym.

Reklama

Ale dosyć o technikaliach: Hummerem można się przejechać. Teren piaszczystej żwirowni zachęca do sprawdzenia, co ten amerykański "madafaka" potrafi z daleka od utwardzonych dróg. Ośmiocylindrowiec bulgocze tak, jak przystało na produkt z USA i bynajmniej nie przeszkadza tu zastosowanie zapłonu samoczynnego. Przejażdżka jest jednak czymś raczej szokującym. Z wnętrza samochód zdaje się mieć nieskończoną szerokość. Ludzki wzrok nie ogarnia takiego kąta patrzenia, jaki zapewnia dzielona przednia szyba. Zmianę nachylenia i środka ciężkości odczuwamy jak zapadanie się świata ze względu na ogromną masę. Przez małą szybkę nie widać zbyt wiele, ale to co widzimy wystarczy, by momentami udławić się własnym żołądkiem.

Właściciel - pan Ryszard - przesiadł się na Hummera H1 z Mercedesa G-klasy, bo potrzebny był mu pojazd o radykalnie terenowym charakterze. "Hajedynka" została jednak poddana bardzo szczególnej personalizacji - i tak naprawdę jest to powód, dla którego trafiła na nasze łamy. O ile zewnętrznemu wyglądowi Hummera już "nic nie pomoże", bo tak naprawdę pomocy żadnej nie wymaga, o tyle smutne, seryjne wnętrze należało trochę urozmaicić.

Opisywaliśmy kiedyś białego H1 "kombi" wyładowanego sprzętem audio. Tu jest równie ciekawie, a w dodatku całą ogromną kabinę pokryto połaciami beżowej skóry, nie wyłączając boczków drzwi i osłon przeciwsłonecznych. Jak mówi właściciel, początkowo chciał tylko lekko odświeżyć swoją terenówkę, ale dał się namówić na kompleksową przebudowę w Java Car Design.

Dowiedz się więcej na temat: marzenie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje