Reklama

Twoje auto przejedzie tylko...

Produkcja aut wcale nie jest tak dochodowa, jakby mogło się to wydawać. Nic dziwnego, że producenci motoryzacyjni oszczędzają, gdzie tylko mogą.

Jak objawiają się efekty cięcia kosztów produkcji i gdzie ich szukać?

Sporo oszczędza się na materiałach. W uproszczeniu wygląda to tak, że projektuje się całkiem udany samochód, a następnie księgowy mówi: poproszę to samo, tylko trzy razy taniej.

Siłą rzeczy już nie może wyjść to samo. Dobrym przykładem jest plastik deski rozdzielczej. Miękki i przyjemny w dotyku, taki jak na przykład w Audi, kosztuje sporo, bo pod wierzchnią powłoką musi się znajdować warstwa miękkiej pianki.

Produkuje się więc deskę z jednej warstwy plastiku, który jednocześnie musi ładnie wyglądać, ale też i zapewniać całemu elementowi wymaganą sztywność konstrukcyjną.

Reklama

Ewentualne narzekania klientów zbywa się tłumaczeniem na temat możliwości powtórnego wykorzystania (recyklingu), czyli ekologii.

Sporo próbuje się też oszczędzać na ilości materiałów. Stąd często tapicerka kończy się kilka centymetrów za krawędzią siedziska kanapy, a przykładowo pasom brakuje 30 cm do tego, aby móc bezpiecznie zapiąć fotelik dziecięcy na tylnej kanapie. Brakujący metr na każdy wyprodukowany samochód brzmi jak największy idiotyzm, ale przy skali produkcji całej marki może to być oszczędzony milion metrów pasów rocznie.

Czy dzisiejsze samochody są mniej trwałe niż te produkowane kiedyś?

Ciąg dalszy na następnej stronie

Producenci dostrzegli, że nie ma sensu wytwarzać samochodu, który przetrwa 40 lat. Liczy się głównie pierwszy klient, który użytkuje auto nie dłużej niż przez 100-150 tys. km i to właśnie parametrom auta w tym okresie poświęca się najwięcej uwagi.

Oczywiście ze względów prestiżowych samochód nie może się rozpadać po pokonaniu 200 tys. km, ale inżynierowie bez żenady przyznają, że nowoczesne silniki są zaprojektowane na w miarę bezawaryjne pokonanie około 250 tys. km (przykładowo jednostka 2.0 TDI koncernu VW).

Po tym przebiegu nikt nie wyklucza poważniejszych awarii, a koszty i łatwość naprawy wydają się tu mieć drugorzędne znaczenie. Ma to nawet uzasadnienie ekologiczne: starsze samochody bardziej trują środowisko i dlatego ich wycofywanie z rynku jest uzasadnione.

Biorąc jednak pod uwagę nieporównywalnie wyższe obciążenia, jakim poddawane są obecne silniki (przykładowo kiedyś diesel 2.0 miał 75 KM, a obecnie dwa razy tyle), nie można powiedzieć, aby obecne jednostki napędowe były wykonywane gorzej. Po prostu wyciskamy z nich siódme poty, a zapewnienie trwałości na poziomie miliona kilometrów podniosłoby ich cenę do zbyt wysokiego poziomu. Nikt by takiego auta nie kupił.

Dlaczego ceny części zamiennych w ASO są tak wysokie w porównaniu z cenami zamienników? Czy oddaje to rzeczywistą różnicę jakości?

Ciąg dalszy na następnej stronie

Trzeba tu przyznać jedno: poza nielicznymi wyjątkami fabryczne części zamienne należą zwykle do tych najlepszych. Producent auta współpracując z poddostawcami, jest w stanie tak dopracować części, aby były optymalne do danego samochodu.

Nie znaczy to jednak, że nie znajdziemy wśród zamienników części o jakości nie gorszej niż oryginalne.

Ujęte to nawet zostało w tzw. dyrektywie GVO, zgodnie z którą wśród części zamiennych można wyróżnić cztery grupy: OE (Original Equipment) to części oryginalne, sprzedawane właśnie w ASO, zwykle z nadrukowanym logo marki samochodu, OEM (Original Equipment Manufacturer) to części produkowane przez tego samego dostawcę, co oryginalne, jednak zwykle sprzedawane z logo producenta części, OEQ (Original Equipment Quality) to części spełniające wymagania jakościowe producenta auta, a AM (After Market) to wszystkie inne zamienniki, zwane złośliwie "podróbkami".

Jeżeli wybierzemy części wytwórcy produkującego na tzw. pierwszy montaż (np. filtr oleju MANN czy Knecht zamiast tańszego chińskiego) to będziemy mieli artykuł tak samo dobry, jak w ASO. Jak wybrać właściwą część, skoro poziom jakości nie jest opisany na pudełku?

A to już wiedza, którą powinien mieć każdy dobry mechanik.

Czy możemy samemu, jako kierowca, dla swojego auta zrobić coś, co mu pomoże, będąc zaprzeczeniem oszczędności za wszelką cenę?

Ciąg dalszy na następnej stronie

Zdecydowanie tak. Przyjmując, że najdroższym podzespołem obok nadwozia jest silnik, o jego trwałość warto dbać. Każda jednostka napędowa pozytywnie zareaguje na częstsze wymiany oleju.

Cokolwiek byśmy przeczytali w instrukcji obsługi, przebiegi rzędu 30 tys. km na jednym oleju nie służą silnikowi. Już po kilkunastu tys. km olej znacząco odbiega parametrami od tego, co wlewaliśmy do silnika. Właśnie dlatego warto skracać okresy między wymianami oleju, jeżeli leży nam na sercu trwałość jednostki napędowej.

Szczególnie jeżeli często jeździmy na krótkich, miejskich dystansach, wymieniajmy olej co 10-15 tys. km.

Oceń swoje auto. Wystarczy wybrać markę... Kliknij TUTAJ.

Auto Moto
Dowiedz się więcej na temat: Auta | auto

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy