"Nadwyżka zatrudnienia" w gliwickiej fabryce Opla

​Decyzja o tym, czy kolejni pracownicy gliwickiej fabryki Opla będą oddelegowani do innych zakładów Grupy PSA w Europie, należy do władz koncernu, które analizują sytuację z szerokiej perspektywy - wskazują przedstawiciele fabryki w Gliwicach, która od tygodnia pracuje tylko na jedną zmianę.

8 czerwca gliwicki zakład wznowił produkcję aut po trwającym od drugiej połowy marca przestoju. Jednak z powodu zmniejszenia zapotrzebowania na samochody fabryka pracuje na jedną zmianę, zamiast - jak przedtem - dwie. W efekcie pojawiła się ok. 500-osobowa nadwyżka pracowników. Wszyscy oni mieli być czasowo oddelegowani do pracy we francuskich zakładach Grupy PSA, do której należy Opel.

W miniony weekend - jak informowała agencja AFP - szef koncernu PSA Carlos Tavares miał zobowiązać się wobec francuskiego ministra gospodarki i finansów Bruno Le Maire'a do cofnięcia decyzji o sprowadzeniu kolejnych ok. 270 pracowników z Polski do fabryki w Hordain na północnym-wschodzie Francji. Presję w tej sprawie wywierały wcześniej działające w PSA związki zawodowe. Stanowisko związków poparli minister Le Maire oraz minister pracy Muriel Penicaud, wyrażając sprzeciw wobec decyzji koncernu motoryzacyjnego.

Przedstawiciele gliwickiego Opla, poproszeni w poniedziałek przez PAP o komentarz do sprawy oddelegowania pracowników z Gliwic do Francji, przypomnieli, że kryzys wywołany pandemią koronawirusa bardzo poważnie uderzył w branżę motoryzacyjną - w tej sytuacji przedsiębiorstwo musiało podjąć kroki, aby - jak napisano - "odpowiedzialnie i efektywnie wykorzystać swoje zasoby i zabezpieczyć pozycję firmy w ramach rozszerzonej struktury organizacyjnej".

"Dlatego grupa pracowników gliwickiego zakładu, działającego obecnie w ograniczonym zakresie, wyjechała na zasadzie oddelegowania do pracy we Francji, aby dołączyć do tamtejszego zespołu produkcyjnego i wesprzeć go w obsłudze zwiększonej aktywności, wynikającej z zapotrzebowania na produkowane tam pojazdy. Jeśli chodzi o kolejne oddelegowania i lokalizacje, to decyzja należy do władz koncernu, który analizuje sytuację z szerokiej perspektywy" - poinformowała PAP Agnieszka Brania, odpowiedzialna za komunikację w zakładach Grupy PSA w Gliwicach i Tychach.

Przypomniała, że zakład w Gliwicach uruchomił przed tygodniem produkcję na jedną zmianę, dostosowując się do poziomu rynku, co spowodowało powstanie nadwyżki zatrudnienia.

"Podejmowane są różne działania majce na celu jej odpowiedzialne zagospodarowanie, takie jak praca w ograniczonym wymiarze czasu, wyjazdy - jeśli to możliwe - za granicę, czy bardzo korzystny finansowo Program Dobrowolnych Odejść" - dodała rzeczniczka, przypominając, że w ramach PDO pracownicy, w zależności od stażu pracy, mogą liczyć na świadczenia równe nawet około 20-krotności miesięcznego wynagrodzenia. Z programu może jeszcze skorzystać ok. 170 osób.

"Sytuacja na rynku motoryzacyjnym jest bardzo ciężka. Trudno przewidzieć jak szybko ożywi się sprzedaż i jak będzie to wyglądało na indywidualnych rynkach - a to wszystko wpływa również na działalność zakładu Opla w Gliwicach" - podsumowała Agnieszka Brania.

Zatrudniająca ok. 1,9 tys. osób gliwicka fabryka wróciła do pracy 8 czerwca, po przestoju trwającym od 17 marca. Pod koniec kwietnia związki zawodowe podpisały z pracodawcą porozumienie regulujące działanie zakładu w nowym reżimie sanitarnym.

W Gliwicach - według informacji PAP - dzienna produkcja przed przestojem wynosiła średnio ok. 300-400 samochodów. Blisko trzymiesięczna przerwa w produkcji to ubytek rzędu ok. 20 tys. aut. Z powodu pandemii o kilka miesięcy opóźniły się też prace związane z budową w Gliwicach nowej fabryki samochodów dostawczych - obecny termin jej uruchomienia to druga połowa 2022 r. Wcześniej zakładano, że fabryka rozpocznie produkcję już w końcu przyszłego roku.

Przed kilkoma tygodniami przedstawiciele gliwickiego Opla przedstawili szczegóły wzmacniających bezpieczeństwo zmian wdrożonych w zakładach. M.in. utrzymano pomiar temperatury ciała przed wejściem do zakładu, a ponadto pracownicy mają dwa razy dziennie samodzielnie mierzyć sobie temperaturę w domu, odnotowując to - oraz ewentualne inne objawy chorobowe - w specjalnych arkuszach. Część pracowników będzie przyjeżdżać do pracy już w ubraniach roboczych, by nie korzystać z szatni.

Na terenie fabryki obowiązkowe jest noszenie okularów i masek ochronnych oraz zachowanie bezpiecznych odległości między pracownikami, również w strefach odpoczynku. Aby ułatwić utrzymywanie odpowiednich odległości na posadzkach pojawiły się specjalne oznaczenia. Wdrożono też zasadę stale otwartych drzwi (z wyjątkiem przeciwpożarowych), aby wyeliminować konieczność używania klamek. Zlecono częste czyszczenie narzędzi i powierzchni roboczych oraz czas "kwarantanny" dla części dostarczonych do zakładu z zewnątrz.

Jak informowała wcześniej agencja AFP, Grupa PSA w fabryce w Hordain planowała sprowadzić z Polski i Hiszpanii 531 pracowników, aby uruchomić produkcję na trzy zmiany. Przed kwarantanną Grupa zatrudniała w Hordain 500 pracowników tymczasowych, jednak od początku czerwca zrezygnowała z ich zatrudniania. Uzasadniając decyzję o sprowadzaniu polskich pracowników Grupa wyjaśniała, że "brutalny kryzys gospodarczy" wywołany epidemią Covid-19 "wymaga reakcji i wydajności, aby zapewnić zrównoważony rozwój grupy PSA".

Fabryka w Hordain produkuje części dla marek Peugeot, Citroen, Opel, Vauxhall i Toyota. Podobnie jak fabryka w Gliwicach, zakład był zamknięty od połowy marca do początku maja ze względu na ograniczenia sanitarne związane z pandemią Covid-19.

Reklama
PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy