Reklama

39 Honkerów dla Wojska. Za blisko 60 mln zł! Tylko skąd je wziąć?

Wojsko wzbogaci się o 39 nowoczesnych kompletów radiostacji KF średniej mocy. Wartość zamówienia to, bagatela, 59,35 mln zł. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że urządzenia mają być zamontowane na od dawna nieprodukowanych "nowych" samochodach terenowych Honker!

Zamówienie zrealizować mają Wojskowe Zakłady Łączności nr 2 z Czernicy. Firma podpisała z Inspektoratem Uzbrojenia umowę na dostawę 39 kompletów radiostacji KF średniej mocy. Jak informuje "DziennikZbrojny.pl" chodzi o "radiostacje Harris AN/PRC-150C Falcon II pochodzące z zasobów Sił Zbrojnych RP(!) oraz specjalistyczne wyposażenie radiowe (w tym anteny) i pomocnicze, takie jak zespoły prądotwórcze i zasilacze awaryjne". Tak przygotowane zabudowy trafić mają na samochody terenowe. Zdaniem "Dziennika Zbrojnego" ma to być 39 "fabrycznie nowych" wozów typu Honker. Sęk w tym, że nie bardzo wiadomo, kto zbudować ma przestarzałe pojazdy, których produkcja zakończyła się w 2010 roku.

Reklama

Wtedy właśnie ostatnia większa, przeznaczona dla wojska, partia (60 egzemplarzy) opuściła bramy Fabryki Samochodów Honker Sp. z o.o. Niestety, nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami zakładu, który - przynajmniej teoretycznie - mógłby zbudować 39 nowych Honkerów. Telefon fabryki milczy. Niewykluczone, że ma to związek z faktem, iż w połowie ubiegłego roku sąd w Lublinie ogłosił upadłość spółki z o.o. DTZ Fabryka Samochodów - firmy blisko związanej z Fabryką Samochodów Honker Sp. z o.o. Teoretycznie oba przedsiębiorstwa niewiele łączy, ale w praktyce są to dwa, blisko spokrewnione byty.

Przypomnimy, że w 2009 roku Fabryka Samochodów Honker Sp. z o.o. (z siedzibą przy ulicy Frazerów 9 w Lublinie) odkupiła prawa do produkcji pojazdów i posługiwania się marką Honker od syndyka masy upadłościowej Daewoo Motor Polska. Nowy nabywca zobowiązał się wówczas uruchomić produkcję tych pojazdów w fabryce w Lublinie. Problem w tym że, w praktyce, zakład od dawna nie buduje już samochodów. Jego oferta ogranicza się do dziś do "usług tłoczenia, gruntowania kataforetycznego czy lakierowania powierzchniowego".

Według dziennikarzy "DziennikaZbrojnego.pl" wybór samochodów osobowo-terenowych Honker jako podwozi dla radiostacji KF został wymuszony opóźnieniem w realizacji programu Mustang. Taki kryptonim nosi przetarg na pozyskanie nowych pojazdów terenowych dla żołnierzy. Przypomnijmy, że Ministerstwo Obrony Narodowej, jeszcze pod poprzednimi rządami, rozpisało go już w 2015 roku. Przedmiotem zamówienia miała być "dostawa w latach 2016 - 2022 samochodów ciężarowo-osobowych wysokiej mobilności w ilości 882 sztuk w wersjach nieopancerzonej i opancerzonej".

Niestety, modernizacja wojska prowadzona przez obecne władze MON przebiega jak po grudzie. Mimo że od rozpisania pierwszego przetargu mija właśnie trzeci (!) rok, do dziś nie wyłoniono zwycięzcy. We wrześniu MON unieważnił przetarg, podając jako powód niekorzystną cenę. W przetargu tym spodziewano nawet siedmiu ofert, ostatecznie złożono jedną - złożyły ją wspólnie Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. z siedzibą w Radomiu oraz Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne S.A. z siedzibą w Poznaniu. Konsorcjum, którego liderem jest grupa PGZ, zaproponowało Forda Rangera.

W drugim przetargu, który również został unieważniony, także pojawiła się jedna oferta, złożona przez konsorcjum, jakie Polska Grupa Zbrojeniowa zawiązała ze spółką Rosomak SA, produkującą wozy opancerzone oraz z Toyota Motor Poland. Tym razem powód był kuriozalny - chodziło złą datę na zaświadczeniach o niekaralności przedstawicieli Toyoty. Konsorcjum w grudniu zapowiedziało złożenie odwołania.

Samochody nie są, niestety, odosobnionym przypadkiem. Mimo wielokrotnych publicznych zapewnień dotyczących pilnych zakupów, wojskowi w dalszym ciągu czekają m.in. na nowe śmigłowce czy obiecywane od lat okręty podwodne (a raczej wyłonienie zwycięzców kolejnych przetargów). Pierwsze niezbędna są m.in. do lotów ratunkowych nad polskim wybrzeżem (obecnie - po głośnej rezygnacji z zakupu Caracali sytuacja w tej kwestii jest dramatyczna). Minister po słynnym "uwaleniu Caracali" publicznie ogłosił, że pierwsze nowe śmigłowce trafią do wojska przed końcem 2016 roku, a kolejne - w roku 2017. Rok 2017 się właśnie kończy, śmigłowców nie ma, ale minister na stanowisku trwa.

Nowe okręty podwodne zastąpić mają zwodowane w latach 1963-1967 (dziś mają ponad 50 lat!), wciąż wykorzystywane przez Marynarkę Wojenną, okręty podwodne typu Kobben. Jedna z tego typu jednostek, wycofanych z duńskiej marynarki w 2004 (!) roku, od lat służy w Kopenhadze za pomnik.

Dodatkowo ze stanu spisać należy jeden z MiG-ów 29, który w poniedziałek rozbił się pod Mińskiem Mazowieckim (na szczęście pilot przeżył).

Jedynym zauważalnym sukcesem MON-u jest pozyskanie... samolotów do wożenia VIP-ów. Ale nimi akurat, w razie czasu wojny, będzie można się najwyżej ewakuować, bo do walki nadają się mocno średnio.

Nie można też zapominać, że brak zamówień ze strony wojska, na nowe Honkery, który wpłynął na dramatyczną sytuację fabryki w Lublinie, nie był przypadkowy. Samochody mają wśród żołnierzy fatalną opinię. Wszechobecna korozja, pękające resory czy "rozsypujące" się elementy układu napędowego to tylko nieliczne z długiej listy typowych usterek polskiego pojazdu. Współczynnik sprawności operacyjnej polskich wozów to pilnie strzeżona tajemnica. Wiemy natomiast, że żaden doświadczony kierowca Honkera nie wyjedzie z jednostki chociażby bez solidnej liny, którą - w razie potrzeby - mógłby przywiązać do ramy urwany most napędowy.

Warto pamiętać, że konstrukcja Honkera sięga początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Pierwsze dostawy tych aut dla Wojska Polskiego rozpoczęły się w 1990 roku. Dość przypomnieć, że pozyskane w 2004 roku w dla Polskiego Kontynentu Wojskowego w Iraku Hamvee - w trybie pilnym(!) - zastępowały właśnie polskie Honkery. Ich użyteczność w warunkach prawdziwego konfliktu okazała się bardzo ograniczona. Żołnierze skarżyli się na skandalicznie niską jakość i wysoką usterkowość, która często narażała ich na realne niebezpieczeństwo utraty życia.

Paweł Rygas

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama