Reklama

Ogromne podwyżki za parkowanie i bilety. O 1000 procent

Jesteś sprzedawcą. Zauważyłeś, że nagle i bardzo mocno spadł popyt na oferowane przez ciebie towary. Co robisz? Podwyższasz ceny! Dla zmylenia klientów dokonując pewnego sprytnego przegrupowania w asortymencie. W ten sposób zamierza postąpić Zarząd Transportu Publicznego w Krakowie, zapowiadając znaczące podwyżki biletów komunikacji publicznej. Mieszkańców miasta zbulwersowały również proponowane zmiany w funkcjonowaniu strefy płatnego parkowania.

"W zamian za bilet jednoprzejazdowy (50-minutowy) za 4,60 zł zaproponowany został bilet jednoprzejazdowy (60-minutowy) za 6 zł. Zlikwidowany zostanie bilet 20-minutowy za 3,40 zł, który będzie zastąpiony 10-minutowym w cenie 3 zł. Z kolei 90-minutowy bilet kosztowałby o 2 złote więcej - 8 zł" - czytamy na stronie internetowej ZTP.

Reklama

Bardzo mocno poszłyby w górę również ceny biletów okresowych. Miesięczny, dla posiadaczy tzw. Karty Krakowskiej, czyli osób płacących w Krakowie podatki, zdrożałby z 69 do 96 zł (ot, taki czeski błąd, zwykłe przestawienie cyfr...). Wszyscy pozostali musieliby płacić 128 zł.

Zerknęliśmy na taryfy w firmie obsługującej transport publiczny w Norymberdze, mieście od lat zaprzyjaźnionym z Krakowem (stamtąd, jako dar, trafiały pod Wawel stare tramwaje; niektóre wciąż spotyka się tu na torach). 90-minutowy bilet normalny, dla dorosłego, kupiony online, kosztuje tam 2,75 euro, czyli przy obecnym kursie eurowaluty około 12 zł. Jest więc o połowę droższy od krakowskiego. Ale tylko nominalnie. Spójrzmy bowiem na płace. W Polsce minimalna stawka za godzinę pracy wynosi obecnie 17 zł brutto, w Niemczech - 9,35 euro. Oznacza to, że tak zarabiający mieszkaniec Krakowa mógłby kupić za swoją ośmiogodzinną dniówkę 17 biletów MPK, norymberczyk - 27. Aha, dodajmy, że w Norymberdze jest także metro...

Pandemia całkowicie wymiotła z Krakowa turystów. W interesie, również finansowym, miasta jest zachęcenie ich do jak najszybszego powrotu. Na początek przynajmniej tych krajowych. Rzeczywiście, zaczynają oni tu coraz częściej zaglądać. Przyjeżdżają głównie w weekendy, z wygody i obawy przed zarażeniem koronawirusem w pociągach czy autobusach -  własnymi samochodami. Co zrozumiałe, starają się zaparkować, w pobliżu zabytków i innych atrakcji. Jeżeli wejdą w życie najnowsze propozycje zarządu Transportu Publicznego, czekać ich będzie niemiła niespodzianka. ZPT chce bowiem wprowadzenia zmian w funkcjonowaniu strefy płatnego parkowania. W podstrefie A, obejmującej ścisłe centrum miasta, opłaty obowiązywałyby przez cały tydzień, również w niedziele, od 8 do 22 (obecnie płaci się od poniedziałku do soboty, w godzinach 10-20). Oznacza to, że kogoś, kto przyjedzie w sobotę wczesnym rankiem do Krakowa, zaparkuje w centrum i pozostawi auto do niedzielnego późnego wieczora, parkometr skasuje na 168 zł (6 zł/godz.). Parking może okazać się droższy niż nocleg!

***

Miasta, pewnie nie tylko w Polsce, gorączkowo szukają sposobów na załatanie dziur budżetowych, spowodowanych pandemią i będącym jej skutkiem drastycznym obniżeniem dochodów. W Krakowie tygodniowe wpływy ze sprzedaży biletów MPK spadły nawet o ponad 7 mln zł. Czy jednak najlepszą receptą na kłopoty jest podwyżka opłat za przejazdy miejskimi autobusami i tramwajami? Czy nie lepiej spokojnie zaczekać na dalsze złagodzenie obostrzeń sanitarnych, a następnie zachęcić mieszkańców do korzystania z miejskiej komunikacji, gwarantując pełne bezpieczeństwo podróży i wprowadzając dodatkowe korzyści? Na przykład w postaci loterii, w której nabywcy biletów okresowych (a może również jednorazowych) mogliby wygrać nagrody w postaci darmowego lub ulgowego wstępu do miejskich instytucji: muzeów, ogrodu zoologicznego, na baseny itp. Pomysły są, trzeba tylko po nie sięgnąć.

W przypadku strefy płatnego parkowania zwraca uwagę pokrętna argumentacja Zarządu Transportu Publicznego, który twierdzi, że proponowanych zmian w jej  funkcjonowaniu domagają się sami... mieszkańcy i działający tu przedsiębiorcy. Odpowiedzią niech będzie jeden z komentarzy w internecie: "Postulaty mieszkańców? Których!? Pewnie tych, którzy już dawno tutaj nie mieszkają bo wykończyły ich psychicznie i fizycznie ich wasze pomysły! Przedsiębiorcy też narzekali? Dla przedsiębiorców więcej samochodów to zarobek i obrót! (...) SCT (Strefa Czystego Transportu - przyp. red.) na Kazimierzu zlikwidowało się na własne życzenie? Nie! Przedsiębiorcy z Kazimierza o to zadbali bo przez tą idiotyczną strefę prawie padli na kolana finansowo."

Zasłanianie się troską o krakowian jest też o tyle niewiarygodne, że ZPT zaproponował horrendalną podwyżkę ceny tzw. abonamentu mieszkańca. W przypadku podstrefy A - z obecnych 10 do 100 zł miesięcznie, czyli, bagatela, o 1000 proc. Tyle za postój samochodu na ulicy czy chodniku musiałyby płacić osoby, mieszkające na wspomnianym obszarze (oczywiście bez gwarancji, że znajdzie się dla nich wolne miejsce).

Postulatami ZPT zajmą się miejscy radni. Pewnie je przyjmą, ale w ograniczonym wymiarze. A wtedy wszyscy odetchną z ulgą, bo przecież zapowiadało się, że będzie jeszcze gorzej. Ciekawe, czy na tym polega taktyka władz miasta?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje