Reklama

Koniec procesu kierowcy, który potrącił czteroosobową rodzinę

Przed wołomińskim sądem rejonowym zakończył się we wtorek proces Kamila B., który w ubiegłym roku śmiertelnie potrącił autem matkę i dwie córki. Prokurator zażądał dla niego kary ośmiu lat więzienia. Wyrok w tej sprawie zapadnie 15 listopada.

We wtorek przed Sądem Rejonowym w Wołominie odbyły się mowy kończące proces Kamila B. oskarżonego o spowodowanie w kwietniu 2018 r. wypadku ze skutkiem śmiertelnym trzech osób. W wyniku kolizji samochodu z rowerzystami, do której doszło na poboczu drogi w miejscowości Sitne (woj. mazowieckie), zginęła 43-letnia kobieta oraz jej dwie córki w wieku 6 i 8 lat. Ojciec dzieci doznał ciężkich obrażeń. Z ustaleń biegłych wynika, że mężczyzna, który kierował autem mógł ponad dwukrotnie przekroczyć dozwoloną prędkość.

Reklama

Podczas wtorkowej rozprawy prokurator zawnioskował o wymierzenie oskarżonemu kary ośmiu lat pozbawienia wolności, 15 lat zakazu prowadzenia pojazdów, 50 tys. zł nawiązki dla pokrzywdzonych i podania wyroku do wiadomości publicznej. Według prokuratora, Kamil B. umyślnie naruszył przepisy prawa drogowego.

Jak podkreślił oskarżyciel, zachowanie Kamila B. ukazało jego całkowity brak rozwagi, wyobraźni i umiejętności przewidywania skutków swojego zachowania. Zdaniem prokuratora, w tej sprawie brakuje okoliczności łagodzących odpowiedzialność oskarżonego.

Oskarżyciel posiłkowy, pełnomocnik poszkodowanego mec. Daniel Szeliga podzielił opinię prokuratora i również zawnioskował o maksymalny wymiar kary. Jego zdaniem, nie ma wątpliwości, że Kamil B. dopuścił się przestępstwa, w wyniku którego zginęły trzy osoby, a czwarta została poszkodowana.

"Tylko odpowiednio surowe karanie sprawców takich przestępstw może spowodować, że mentalność kierowców zmieni się, i że zaczną oni myśleć o konsekwencjach swojego zachowania. O tym nie pomyślał oskarżony niszcząc rodzinę poszkodowanego" - powiedział mec. Szeliga.

Jak dodał, wypadek spowodowany przez Kamila B. powinien być kwalifikowany jako katastrofa w ruchu lądowym.

Z kolei obrońca oskarżonego mec. Andrzej Różyk złożył wniosek o wymierzenie Kamilowi B. kary dwóch lat pozbawienia wolności i nawiązki na rzecz poszkodowanego.

Adwokat podkreślił, że oskarżony przyznał się do winy, żałuje tego co zrobił i ma świadomość, że musi ponieść konsekwencje swojego zachowania. Mecenas zwrócił jednak uwagę, że oskarżony podczas całego procesu nie utrudniał postępowania i starał się pomóc rodzinie poszkodowanego. Jego zdaniem, są to okoliczności łagodzące, które powinny być wzięte pod uwagę.

Kamil B. wyraził skruchę i przeprosił rodzinę poszkodowanych. "Jest mi strasznie żal. Cały czas jest to w mojej głowie. Cały czas to czuję. Ciężko mi o tym mówić. Cały czas chcę pomóc i jeszcze raz przeprosić całą rodzinę za to co zrobiłem" - powiedział we wtorek przed sądem.

Sędzia Agnieszka Bus-Masłosz zamknęła proces i odroczyła orzeczenie wyroku do 15 listopada.

Z ustaleń prokuratury wynika, że do tragicznego zdarzenia doszło na poboczu drogi w Sitnem. Czteroosobowa rodzina wracająca rowerami z wycieczki zatrzymała się na poboczu, ponieważ jedna z dziewczynek straciła równowagę. Po chwili w rowerzystów uderzył jadący ze znaczną prędkością opel. W wyniku zderzenia matka i starsza córka zginęły na miejscu; młodsza dziewczynka zmarła po przewiezieniu do szpitala. Ojciec doznał ciężkich obrażeń m.in. nogi, ręki i miednicy. Do dziś nie odzyskał on pełnej sprawności.

Kierowca samochodu Kamil B. podczas wypadku był trzeźwy; o własnych siłach wydostał się z auta i - jak wynika z jego relacji - rozpoczął udzielanie pierwszej pomocy poszkodowanej matce.

Proces w tej sprawie ruszył w październiku 2018 r. Prokuratura oskarżyła Kamila B. o powodowanie wypadku, w wyniku którego zginęły trzy osoby. Prokurator zarzucił mężczyźnie, że "umyślnie naruszył przepisy o ruchu drogowym, rażąco przekraczając dopuszczalną administracyjnie prędkość", czyli 50 km/h. Powołany w tej sprawie biegły ocenił, że kierowca mógł jechać z prędkością między 90 a 111 km/h.

Kamil B. przyznał się do winy. Wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze. Jednak zaproponowana przez niego kara 30 tys. zł i dwóch lat więzienia została uznana przez prokuraturę za zbyt łagodną.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje