Zatrudniający ponad milion osób przemysł motoryzacyjny ma szczególne znaczenie dla gospodarki niemieckiej. Jak donosi dziennik "Handelsblatt", w środę 1 kwietnia o powyższych problemach z kanclerz Angelą Merkel, ministrami jej rządu i prezesem wpływowego związku zawodowego IG Metall, rozmawiali szefowie Daimlera, BMW i Volkswagena. Uczestnicy wideokonferencji uznali, że produkcja może zostać wznowiona, gdy pandemia osłabnie, a specjalizujący się w problematyce chorób zakaźnych Instytut Roberta Kocha wypracuje standardy, gwarantujące pełne bezpieczeństwo dla pracowników - od środków ochrony osobistej, po procedury regularnego dezynfekowania pomieszczeń i organizację, która zapewni zachowanie właściwych odległości między ludźmi w miejscach pracy.
Według źródeł, na które powołuje się "Handelsblatt", Ola Kaellenius (Daimler), Oliver Zipse (BMW) i Herbert Diess (Volkswagen) zgodnie doszli również do wniosku, że restart produkcji powinien nastąpić jednocześnie w całej Unii Europejskiej. Wznawianie jej w jednym kraju, na przykład w Niemczech, podczas gdy Włochy i Hiszpania nadal będą sparaliżowane epidemią, nie ma sensu.
We Włoszech nakazane przez rząd zamrożenie wszelkiej działalności gospodarczej, poza tą absolutnie niezbędną do podtrzymania funkcjonowania społeczeństwa, zaczęło się 9 marca i potrwa co najmniej do 13 kwietnia. Nie ma jednak żadnej pewności, że okres ten nie zostanie przedłużony. Gdy wreszcie się skończy, wówczas, jak zdradził dziennikarzom Gianluca Ficco, przedstawiciel związku zawodowego UILM, jako pierwsze zostaną włączone urządzenia w zakładach w Melfi (Jeep Compass), Sevel Sud w Atessa (lekkie pojazdy dostawcze) i Mirafiori w Turynie (Fiat 500 w wersji elektrycznej). Informacje te potwierdził później rzecznik prasowy koncernu FCA.
Można się zapytać, po co uruchamiać produkcję aut, skoro nikt ich teraz nie kupuje. To prawda, choć nie do końca. W Niemczech sprzedaż samochodów osobowych w marcu 2020, w porównaniu z marcem 2019, spadła o 38 proc. (liczba rejestracji nowych bmw zmniejszyła się o 21 proc., mercedesów o 28 proc., volkswagenów o 35 proc., audi o 37 proc., a fordów aż o 50 proc.). W Hiszpanii w ubiegłym miesiącu odnotowano regres sprzedaży o 69 proc., we Francji o 72 proc., a we Włoszech o 86 proc. Zjazd w dół jest bardzo ostry, ale warto zauważyć, że nawet w tak ciężko dotkniętej przez pandemię Italii znaleźli się nabywcy na 28 326 nowych pojazdów.
Niestety, perspektywy nie są pomyślne. W kwietniu i maju rynek prawdopodobnie skurczy się jeszcze bardziej. Wskutek strachu przed przyszłością, bankructw i rosnącego bezrobocia. Masowa likwidacja miejsc pracy nie ominie zapewne i przemysłu motoryzacyjnego. Na razie tnie się płace. Na obniżenie swoich wynagrodzeń, począwszy od 1 kwietnia, dobrowolnie przystało kierownictwo Daimlera: członkowie zarządu o 20 proc., a wyższego szczebla menedżerowie o 10 proc. Biedy jednak nie zaznają, bo jest z czego ścinać. Wspomniany wyżej Ola Kallenius zarobił w ubiegłym roku 1,34 mln euro plus 3,5 miliona w różnego rodzaju bonusach i udziałach.
Dodajmy, że Mike Manley, szef koncernu Fiat Chrysler Automobiles, zgodził się ostatnio na pobieranie przez trzy miesiące pensji zredukowanej o 30 proc.









