Reklama

Decyzja w sprawie chłopca potrąconego przez kolumnę prezydenta prawomocna

Postanowienie o umorzeniu sprawy dotyczącej potrącenia w Oświęcimiu chłopca przez radiowóz z kolumny prezydenta RP jest już prawomocne. Jego rodzice się od tej decyzji nie odwołali – powiedział we wtorek zastępca prokuratora rejonowego w Oświęcimiu Mariusz Słomka.

Do zdarzenia doszło 4 października późnym popołudniem, gdy jadąca powoli kolumna prezydencka z radiowozami na czele zbliżała się do przejścia dla pieszych. Kierowca trzeciego z kolei radiowozu zatrzymał się, bo zauważył przy przejściu chłopca na hulajnodze. Przepuścił go. "Kiedy dziecko przeszło, policjant powoli ruszył. Wówczas wbiegł drugi chłopiec, który wpadł na samochód. Uderzył w prawe nadkole i upadł" - zrelacjonowała rzecznik oświęcimskiej policji Małgorzata Jurecka.

Reklama

Dziecku natychmiast udzielili pomocy ratownicy z karetki jadącej w kolumnie. Wyszedł do niego także prezydent Andrzej Duda. Nadjechało oświęcimskie pogotowie, które zabrało chłopca do szpitala. Po zbadaniu przez lekarzy dziecko wraz z rodzicami po kilkudziesięciu minutach wróciło do domu. Miało zasinione - prawdopodobnie w wyniku uderzenia o krawężnik - udo.

Kilka dni później oświęcimska prokuratura umorzyła sprawę, gdyż z opinii biegłego wynikało, że dziecko nie doznało żadnych obrażeń ciała. "Z opinii wynika, że pokrzywdzony nie doznał obrażeń ciała. Doszło jedynie do naruszenia jego nietykalności cielesnej. (...) Prokuratura zajmuje się przestępstwami. Skoro nie wystąpiły jego znamiona, wówczas nie zajmujemy się sprawą" - wyjaśnił wówczas Mariusz Słomka.

Na postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa opiekunom dziecka przysługiwało zażalenie. Mieli na to siedem dni od doręczenia im decyzji. "Zażalenie nie zostało złożone; nic do prokuratury nie wpłynęło. Postanowienie się uprawomocniło" - powiedział we wtorek prokurator.

Andrzej Duda 4 października odwiedził Oświęcim, gdzie spotkał się z samorządowcami oraz przed miejscowym centrum kultury z mieszkańcami. Wieczorem, przed wyjazdem, prezydent odwiedził poszkodowanego chłopca w domu. Ofiarował mu wówczas dużą maskotkę.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje