Reklama

​Kod Aztec, czyli jak celowo utrudnić sobie życie

Właśnie mija 10 lat od wprowadzenia rewolucyjnego rozwiązania, które mogło sprawić, że wszystkie formalności związane z samochodem można byłoby załatwiać łatwiej, szybciej i przyjemniej.


Reklama

Właśnie - mogło, bowiem prawie nikt z niego nie korzysta. Ba, mało kto o nim wie i pamięta, choć bardzo rzuca się w oczy. Posłuchajcie...

W dowodzie rejestracyjnym auta, którym jeżdżę, znajduje się kod Aztec. Był też w dowodach rejestracyjnych wszystkich moich poprzednich samochodów,  nie pamiętam jednak, żebym choć raz go wykorzystał. Nic mi też nie wiadomo, żeby zrobił to ktoś inny.  Ale mimo to jest. Może mógłbym sobie tam w takim razie wkleić zdjęcie kogoś bliskiego? Ulubionej maskotki?

W waszych dowodach też on jest.  Już słyszę głosy: "Nigdy w życiu. Jaki Aztec? W moim dowodzie?".  A jednak jest - zajrzyjcie na ostatnią stronę dowodu rejestracyjnego  - to ten czarno-biały kwadracik z dziwnymi znaczkami, czyli kod QR.  Pamiętacie, żebyście kiedyś go użyli ? Albo w ogóle do czegoś  wam się przydał?

Kod Aztec z dowodu rejestracyjnego został wprowadzony wraz z nowym wzorem dowodu w 2004 r. Są w nim zakodowane wszystkie dane z tego dokumentu. Wystarczy je zeskanować.  Jest wiele sytuacji, kiedy może się to przydać, ale z niejasnych powodów nikt tego nie robi.

Przykłady? Ubezpieczenie samochodu. Za każdym razem muszę wypisać wszystkie dane z dowodu rejestracyjnego. Po co, jeśli osoba, która mi to auto ubezpiecza  (agent, broker, wszystko jedno) mogłaby po prostu zeskanować kod? Co więcej - skanując, w dużym stopniu eliminujemy możliwość wystąpienia błędów. To ważne, bo przecież przy wprowadzaniu danych ręcznie mogę popełnić  literówkę lub zamienić jakieś cyfry np. w numerze VIN.

Kontrola drogowa. Oczywiście, jak każdemu z nas,  bardzo mi zależy na ułatwieniu życia policjantom. Czy zatem zamiast mozolnie przepisywać dane samochodu do swoich kajecików nie mogliby zeskanować kodu?

O praktyczne zastosowanie wspomnianego kodu zapytałem w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju, bo właśnie rozporządzaniem  ówczesnego ministra wprowadzono nowe wzory dowodów wraz z tym elementem.  Jak zwykle długo czekałem na odpowiedź. I dostałem jednozdaniowe wyjaśnienie,  że z kodów korzysta straż graniczna. Jeśli oni mogą, to dlaczego nie policja?

Przykład następny - podczas rejestracji samochodów w ViaToll również trzeba wprowadzić dane samochodu i również ręcznie.  Z nieformalnych rozmów z pracownikami firmy obsługującej ten system wynika, że oni bardzo chętnie by skanowali (zawsze oszczędność czasu i pracy), tylko zamawiający... nie przewidział takiej możliwości.

Jest to tym dziwniejsze, że przez 10 lat skanery kodów QR (Aztec należy do tej grupy), które zrobiły olbrzymią karierę komercyjną i znajdują się na każdej niemal reklamie prasowej czy plakacie, bardzo się upowszechniły. 

Być może to jest właśnie źródło pomysłu jedynego znanego mi pożytecznego zastosowania tego kodu. Otóż jakiś czas temu jedna z firm ubezpieczeniowych stworzyła bezpłatną aplikację, dzięki której po zeskanowaniu  Azteca, możemy dowiedzieć się czegoś na temat historii ubezpieczeniowej pojazdu lub/i osoby, której dane widnieją w dowodzie. Podobne rozwiązanie stosuje  Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, gdzie możemy w identyczny sposób sprawdzić ubezpieczenie OC  samochodu.

To tyle, jeśli chodzi o praktyczne wykorzystanie wspomnianego kodu. Chociaż nie do końca - po długich dociekaniach dowiedziałem się, że podobno korzystają z niego niektórzy ubezpieczyciele (ja u takiego jeszcze nie byłem), jakaś bardzo mała część stacji kontroli pojazdów (nie spotkałem się) i  niektórzy dealerzy.

W czerwcu ma ruszyć szumnie zapowiadana strona internetowa historiapojazdu.gov.pl, firmowana przez MSW, gdzie będą udostępniane niektóre dane z CEPIK-u. Czy można te dane pozyskać, skanując kod Aztec? Oficjalne stanowisko i dobra wiadomość : jej twórcy rozważają wprowadzenie takiej możliwości...  w przyszłości. Kiedy? Tego nie wiadomo.

Jednym słowem mamy proste narzędzie, które może ułatwić życie w załatwieniu każdej formalności związanej z samochodem, a nikt nie wpadł na to, jak je wykorzystać.  Wygląda więc na to, że wprowadzone 10 lat temu rozwiązanie nadal czeka na wynalezienie.

Tomasz Bodył

Autor jest dziennikarzem TVN Turbo

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje