Reklama

Policjant pyta: "Be" małe czy duże?

Dialog kierowcy z policjantem:

- Jak się Pan nazywa?

- Jan Iksiński...

- Gdzie Pan mieszka?

- Kazimierza Wielkiego szesnaście be.

- "Be" małe czy duże?

- Pisz Pan, jakie umiesz...

Znajomy, który opowiadał mi tę historyjkę, zarzeka się, że jest ona autentyczna i świeża. Jak twierdzi, przez swój żarcik na temat pisowni "be" w adresie, musiał zapłacić najwyższy przewidziany w taryfikatorze dla popełnionego przez siebie  wykroczenia mandat.    

Funkcjonariusz nie wykazał poczucia humoru i nic dziwnego. W końcu policjantów mamy dziś światłych i wykształconych. To nie czasy PRL, kiedy po kraju krążyły dziesiątki dowcipów o milicjantach, uzasadnionych poziomem intelektualnym wielu służących w MO stróżów prawa i porządku.

Reklama

- Dlaczego milicjanci chodzą w patrolach parami?

- Bo jeden umie czytać, a drugi pisać.

- A dlaczego często towarzyszy im pies?

- To obstawa uczonych.

...

Policjant przyjeżdża do księgarni i mówi, że chce kupić książkę.

- Coś lekkiego? - pyta sprzedawczyni.

- Wszystko jedno, jestem radiowozem.

A pamiętacie słynne mandaty, wystawiane za "niemanie świateł"? 

Każdy kierowca z dłuższym stażem ma w zanadrzu kilka anegdotek, związanych z bliskimi spotkaniami z drogówką. Kiedyś, jadąc w środku nocy 70 km/godz. kompletnie pustą, prostą drogą, na której nie wiedzieć czemu obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/godz., nadziałem się na patrol z "suszarką". Policjant, zapytany o sens prowadzenia kontroli o tej porze i w tym miejscu, oświadczył: 'Stoimy tutaj, by przypomnieć kierowcom, że po ciemku radary też działają". Cóż, niby racja...

Kiedyś na jakimś pozamiejskim skrzyżowaniu dwóch dróg, zamiast zatrzymać się przed znakiem STOP, tylko zwolniłem. Zauważył to czuwający w pobliżu funkcjonariusz. Ponieważ ruch był praktycznie zerowy i mój czyn nie spowodował  żadnego zagrożenia, szczęśliwie skończyło się tylko na upomnieniu oraz ostrzeżeniu: "Proszę uważać i jeździć zgodnie z przepisami, bo następnym razem już się panu nie upiecze. A ja do trzech lat rozpoznaję wszystkich kierowców, których zatrzymałem i pamiętam, jakie wykroczenie popełnili".

Czasy się zmieniają, ale sposób, w jaki policjanci z drogówki rozmawiają z delikwentami, przyłapanymi na wykroczeniach drogowych, pozostaje wciąż ten sam. Można tu wyróżnić trzy zasadnicze grupy. "Pryncypialny służbista" nie wdaje się w dyskusje. Postępuje, czyli, by posłużyć się jego językiem: "wykonuje czynności", według ściśle określonego schematu. "Filozof" lubi rozwodzić się nad wartościami egzystencjalnymi, uświadamia bezsens ryzykowania utratą życia wskutek brawurowej jazdy, roztacza wizje osieroconej rodziny sprawcy wykroczenia, apeluje do jego sumienia. "Dowcipniś" sypie żartami, chętnie posługuje się zdrobnieniami, familiarnie zwraca się do zatrzymanego kierowcy per "panie Wojtku", czy "panie Jurku", komentuje wady i zalety jego samochodu.

W jednym poświęconych pracy drogówki z programów telewizyjnych, zaprezentował się niedawno funkcjonariusz, reprezentujący jednocześnie wszystkie wymienione wyżej postawy. Używał wykwintnych, skomplikowanych fraz ("Przysługuje panu mandat, który na pana nałożę"), zadawał zagadki matematyczne    ("Będzie to mandat równy połowie najwyższego mandatu przewidzianego w taryfikatorze, czyli ile będzie wynosił, panie kierowco?"), wręcz porażał drobiazgowością w analizowaniu przebiegu kolizji drogowych. To było naprawdę piękne. Kto nie oglądał, niech żałuje...

Clackson

   

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje