Czopik o "babach na drodze"

Niczym lustracja wśród polityków, skład reprezentacji wśród piłkarskich kibiców czy unijne dopłaty wśród rolników temat "kobieta za kierownicą" wzbudza wiele kontrowersji wśród zmotoryzowanej, w szczególności męskiej, części naszego społeczeństwa.

Postanowiłem zabrać głos w tej sprawie, choć wiem, że narażę się wielu kierowcom (panom rzecz jasna), którzy są przekonani, że do sprawnego posługiwania się samochodem wprost stworzony jest rodzaj męski, a to, co wyprawiają panie za kółkiem, może być najwyżej przedmiotem kpin.

Reklama

Czuję się o tyle uprawniony do wypowiadania sądów o kobietach-kierowcach, że wielokrotnie mam możliwość bezpośredniego porównywania ich dokonań z wyczynami męskich uczestników zajęć w ramach prowadzonej przeze mnie Szkoły Bezpiecznej Jazdy. Zacznę od tego, że z paniami dużo przyjemniej się pracuje. Oczywiście to banał gabarytów czołgu, ale mam na myśli nie tylko doznania estetyczne, ale przede wszystkim to, jak reagują one na uwagi moje i innych kolegów instruktorów.

Na nasze kursy trafiają kobiety jeżdżące dużo i dobrze, ale są i takie, które jeżdżą niewiele, przez to bojaźliwie, zbyt asekuracyjnie, chaotycznie, robią podstawowe błędy. Wszystkie je łączy jedno: przekazane rady i wskazówki cierpliwie wysłuchują i natychmiast starają się wprowadzać w życie. U panów jest z tym dużo, dużo gorzej. Głównie dlatego, że większość facetów uważa się za świetnych kierowców i trudno dotrzeć do nich z komunikatem burzącym ten pogląd. Bardzo szanuję tych, którzy po szkoleniu podchodzą i z pokorną miną przyznają, że dotąd tylko wydawało im się, że dobrze jeżdżą. Niestety jest ich niewielu.

Ale wyższość pań nie objawia się tylko w czynieniu postępów i posłusznym wykonywaniu ćwiczeń. Często spotykam się z przypadkami bardzo dobrej techniki. Chodzi mi o płynność i tor jazdy. Mam wrażenie, że jest to u pań coś naturalnego, wrodzonego. Wynika to zapewne z innego podejścia do samochodu. Podczas gdy panowie swój pojazd traktują jako niezłą zabawkę, urządzenie do ścigania, przedłużenie męskości, kobiety podchodzą do tematu z dużo większym dystansem. Auto ma być sprawne, co najwyżej ładne. To czego najbardziej pragną to bezpiecznie dowieźć dzieci do szkoły, załatwić zakupy i inne ważne sprawy, a w końcu wrócić cało do domu.

I dlatego właśnie podczas pokonywania trasy slalomu, który organizujemy zawsze na koniec zajęć szkoleniowych, okazuje się często, że płynna i spokojna jazda odpowiednim torem procentuje przynajmniej dobrym, a często bardzo dobrym czasem. U panów wygląda to zgoła inaczej: pisk opon, gwałtowne ruchy kierownicą, poprzewracane pachołki, ominięte bramki, wypadnięcia z trasy w ciasnych zakrętach, a potem ogromne zdziwienie, że "baba" wykręciła lepszy czas.

Oczywiście nie zmienia to wszystko faktu, że generalnie mężczyźni są sprawniejszymi kierowcami. Z reguły są w stanie w szybszym tempie bezbłędnie pokonać daną trasę, mają lepszy refleks, szerszy ogląd sytuacji, potrafią wykonywać bardziej skomplikowane manewry, z którymi kobiety nie mają sposobności zapoznać się choćby dlatego, że nigdy nie rozpędzają swoich samochodów do większych prędkości. Mężczyźni niemal w 100 procentach zdominowali sporty samochodowe, kobiety nawet jeśli podejmują wyzwanie osiągają z reguły gorsze rezultaty. Pytanie, czy to oznacza, że panie są gorszymi kierowcami?

Spokojna, płynna jazda, nieprzekraczanie dozwolonych prędkości, duża pokora w stosunku do własnych umiejętności, dar słuchania to prawdziwe cnoty, którymi niewielu mężczyzn może się poszczycić. Ba, wielu panom wstyd byłoby się przyznać do niektórych z wymienionych cech. Twierdzę, że kobiety jeżdżą już nie gorzej od panów. Znane powiedzenie "jeździsz jak baba" uważam za bardziej obraźliwe dla pań, niż dla mężczyzn, których talenty w ten sposób podsumowano. Cóż z tego, że płeć piękną bardziej niż moc silnika, czy przyspieszenie do setki interesuje kształt i kolor samochodu. To nawet urocze.

Kilka lat temu byłem gospodarzem magazynu motoryzacyjnego "MOC". Partnerowała mi Anita Lipnicka, która świetnie prowadziła, choć nie miała najmniejszego pojęcia, co sprawia, że samochód się porusza. Miała natomiast wybitny talent do wyłapywania wad testowanych w programie samochodów. Myślę, że cała zasługa brała się z dużego dystansu, jaki Anita miała do ogólnie pojętej branży motoryzacyjnej. Dany model oceniała pod kątem własnych, często bardzo prozaicznych potrzeb. Jej uwagi były niezwykle trafne.

Nieco inne doświadczenia przyniosła mi współpraca z prezenterką telewizyjnej dwójki Kasią Obara. Kasia jeździła pewnie, choć z błędami typowymi dla młodych, zbyt szybkich kierowców. Jest jedynym jak dotąd znanym mi przypadkiem kobiety prezentującej niemal męskie podejście do samochodu - marzyła o alfie brera i dokładnie wiedziała, czego od tego auta oczekuje.

Na koniec apeluję do pań: nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorszymi kierowcami, nie ulegajcie męskiemu punktowi widzenia! Różnimy się, dlatego różnią się nasze style jazdy. W naturze facetów leży ściganie się i popisywanie, kobiety mają inne, niezwiązane z motoryzacją sposoby na zwrócenie na siebie uwagi. Wasz styl prowadzenia samochodu jest godny pochwał. Nie mam nic przeciwko uczeniu się od panów, pod warunkiem, że są oni rozsądnymi kierowcami. Na szczęście nie brakuje takich. Ale teraz zapewne odezwą się ci z większym stężeniem mężczyzny w mężczyźnie i opowiedzą Wam, jakie mieli ostatnio przygody z "babą" na drodze.

Tomasz Czopik

Dowiedz się więcej na temat: jazdy | Kobieta za kierownicą

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje