Auto Google zatrzymane za zbyt wolną jazdę

Patrolujący ulice kalifornijskiego miasta Mountain View policjant drogówki wziął udział w nietypowej interwencji - po zatrzymaniu samochodu za zbyt wolną jazdę okazało się, że nie było w nim kierowcy. Sprawcą zamieszania był autonomiczny samochód Google'a.

Samoprowadzący się samochód jechał zdecydowanie poniżej obowiązującego na tej drodze ograniczenia prędkości, wynoszącego 35 mil na godzinę (ok. 56 km na godzinę) - podała w piątek agencja Associated Press. Z jej relacji wynika, że pojazd poruszał się z prędkością 24 mil na godzinę, czyli ok. 38 km na godzinę. O sprawie poinformowała też w oświadczeniu policja z Mountain View.

Po zatrzymaniu pojazdu i zorientowaniu się, że należy on do grupy aut testowanych w Kalifornii przez Google'a funkcjonariusz połączył się z jego operatorami. Poinformował ich, że pojazd stwarza zagrożenie na drodze, jednak nie wypisał mandatu... bo nie miał komu go wręczyć. Tamtejsze prawo wymaga, aby w samochodach autonomicznych siedziała osoba nadzorująca ich działanie.

Reklama

Obrazkiem, na którym widać zatrzymany do kontroli drogowej pojazd firmy, podzielił się sam szef laboratorium pracującego nad autonomicznymi autami, Dawid E. Weekly. Obrócił on całe zajście w żart pisząc, że ludziom zatrzymanie za zbyt wolną jazdę nie zdarza się zbyt często. Zbagatelizowanie sytuacji przez przedstawicieli firmy nie zmienia jednak faktu, że pojazd prawdopodobnie poruszał się z za małą prędkością i mógł złamać przepisy.

Zajście z produktem Google w roli głównej wznowiło dyskusję na temat poruszających się po drogach autonomicznych samochodów. Zajmujący się tą tematyką badacze pozostają wobec nich sceptyczni twierdząc, że tego typu pojazdy stwarzają o wiele większe zagrożenie na drogach niż normalne auta.

Firmy zajmujące się ich produkcją, broniąc swoich produktów, odpowiadają z kolei, że póki co jest jeszcze zwyczajnie za wcześnie na wyciąganie tego typu wniosków. Sam Google opisując zdarzenie ze swoim pojazdem i uprzedzając ewentualne wątpliwości zaznaczył, że auto nie ma problemu z poruszaniem się z właściwą prędkością, a policja czasami zatrzymuje je ze zwykłej ciekawości, chcąc po prostu przyjrzeć mu się z bliska.

Samochody autonomiczne są uważane za przyszłość przemysłu motoryzacyjnego. Jednak amerykańskie media zwracają uwagę, że mimo licznych testów, wdrażanie tej technologii wymaga nadal dużego nakładu pracy. Poza opracowaniem odpowiednich systemów nawigacyjnych inżynierowie muszą też rozwiązać dylematy natury etycznej np. jak powinien zachować się samochód w sytuacji nieuniknionej kolizji. Należy też dostosować do nowej rzeczywistości polisy ubezpieczeniowe i system nakładania mandatów za wykroczenia drogowe. Google opowiada się np. za przyjmowaniem wszystkich mandatów nałożonych na ich samochody.

Argument o tym, że pojazdy autonomiczne stwarzają większe zagrożenie, niż normalne auta, wydaje się być dość kontrowersyjny również ze statystycznego punktu widzenia. Parę miesięcy temu pisaliśmy o wypadku z udziałem Lexusa RX, również należącego do Google. Tego typu zdarzeń było do tej pory 14, ale wszystkie spowodowali inni uczestnicy ruchu. Co więcej, miały one miejsce na przestrzeni sześciu lat, w którym to czasie samochody pokonały ponad 3 miliony kilometrów. Taki wynik składania raczej do wniosków, że pojazdy autonomiczne poruszają się wyjątkowo bezpiecznie.

Złośliwi mogą jedynie dodać, że skoro 11 z 14 kolizji wynikało z uderzenia w tył samochodu Google, to może faktycznie jeżdżą one o wiele za wolno.

Amerykańskie media dodają, że samochody autonomiczne są dość częstym obrazkiem na drogach Mountain View, gdzie Google ma swoją siedzibę. Twórca pojęcia internetu rzeczy (IoT) Kevin Ashton przewidywał w tym tygodniu, że samodzielnie nawigujące i poruszające się samochody będą powszechne do 2030 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Google | samochód autonomiczny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL