Reklama

Używane diesle już się nie sprzedają. Ludzie szukają hybryd

Choć sprzedaż nowych samochodów hybrydowych rośnie w tempie 30-40 proc. rocznie, to "używek" na wolnym rynku jest coraz mniej. Często znajdują nowych właścicieli zanim w ogóle trafią do komisów czy serwisów ogłoszeniowych. Z kolei diesle zalegają na placach komisów. Ich sprzedaż się załamała.

 Nowe europejskie normy emisji, zła renoma diesli i fakt, że wiele miast już zabroniło im wjazdu do centrów (lub zamierza to zrobić) całkowicie przeobraziły rynek. Udział nowych samochodów z silnikami wysokoprężnymi spadł w Europie poniżej 30 proc., podczas gdy jeszcze 5-6 lat temu wynosił ponad 50 proc. W tym czasie na popularności zyskały napędy alternatywne, głównie hybrydy - w zeszłym roku miały one już ponad 10 proc. udziałów w europejskim rynku.

Reklama

Wszystko to przełożyło się również na rynek wtórny. - Popyt na diesle skurczył się nawet o 70-80 proc. względem tego, co było kiedyś - mówi nam wprost właściciel jednego z większych warszawskich komisów. Czego zatem szukają klienci? - Coraz częściej hybryd, ale tu mamy problem z podażą - przyznaje.

Jak to możliwe, skoro nowych hybryd sprzedaje się coraz więcej? Tylko w ubiegłym roku kupiliśmy ich 35 tys., a przez minione pięć lat łącznie ponad 100 tys. Do tego dochodzą tysiące egzemplarzy sprowadzonych z zagranicy. Tymczasem w największym serwisie sprzedażowym OtoMoto.pl obecnie na sprzedaż wystawionych jest zaledwie 3,4 tys. hybryd z rynku wtórnego (i to wliczając plug-in’y). Co więcej, jest ich o 400 mniej niż o tej samej porze zeszłego roku!

- Takie auta po prostu nie czekają na nowych właścicieli. Schodzą na pniu. Często nawet nie trafiają do ogłoszeń, tylko znajdują nowego nabywcę w rodzinie, wśród znajomych albo nawet sąsiadów.

Mamy zatem sytuację, w której popyt jest wyższy niż podaż. 70 proc. wszystkich ogłoszeń to oferty sprzedaży Toyot i Lexusów. Jak wynika z danych serwisu Otomoto, w pierwszej dziesiątce najczęściej wyszukiwanych modeli hybrydowych, Toyoty i Lexusy okupują 8. pierwszych miejsc. Polacy szukają m.in. używanych Corolli, Priusów oraz Lexusa RX, ES, NX i CT. Pozostałe 30 proc. oferty to hybrydy innych producentów,

Jak znaleźć pewną, używaną hybrydę? 30 proc. ofert stanowią egzemplarze ze sprawdzoną przeszłością, z polskich salonów. W przypadku aut benzynowych czy diesli ten odsetek to 10-15 proc. Mówiąc wprost, w przypadku hybryd mamy dwukrotnie wyższe prawdopodobieństwo "upolowania" wartościowego, pewnego, zadbanego egzemplarza. Możemy też szukać ofert sprzedaży na grupach na Facebooku, poświęconych danej marce czy modelowi.

Pytanie, czy zakup używanej hybrydy wiąże się z większym ryzykiem. Zdaniem ekspertów, jeżeli auto było właściwie serwisowane i nie miało poważnego wypadku, to nie ma czego się obawiać. Nawet jeżeli ma przebieg w okolicach 200 tys. km i więcej. A to z kilku względów:

·         Klasyczne hybrydy mają znacznie prostszą budowę niż współczesne diesle i benzyniaki wyposażone w  turbosprężarki, koła dwumasowe czy skomplikowane układy wtryskowe. W HEV nie ma nawet rozrusznika, alternatora i sprzęgła, wymagania olejowe są znacznie skromniejsze, a bezstopniowe skrzynie są bardzo trwałe i niezawodne. W efekcie serwisowanie hybrydy może być o 20—30 proc. tańsze niż porównywalnego auta z klasycznym napędem.

·         Niektóre części eksploatacyjne wymienia się rzadziej niż w innych autach. Dotyczy to np. hamulców - klocki wytrzymują nawet 100 tys. km, bo hybrydy do wytracania prędkości wykorzystują głównie generator (odzyskuje energię, która następnie trafia do akumulatorów). 

·         Z doświadczeń serwisów wynika, że w klasycznych hybrydach akumulatory zachowują pełną sprawność i efektywność nawet przy przebiegu przekraczającym 300 tys. km. Ewentualna wymiana baterii (gdyby okazało się to konieczne) to w ASO Toyoty czy Lexusa koszt 8-12 tys. zł. Tyle potrafi kosztować nowa turbosprężarka do diesla Audi czy

Żadna z tych rzeczy nie zmienia faktu, że przy zakupie hybrydy zawsze trzeba zachować maksimum ostrożności i dobrze zweryfikować stan konkretnego egzemplarza. ASO oferują przeglądy przedsprzedażowe, a w swoich bazach danych najczęściej mają pełną historię serwisową aut (nierzadko również tych sprowadzonych z zagranicy). Przegląd obejmuje również ocenę stanu baterii, na podstawie którego można oszacować, jak długo auto pojeździ bez konieczności jej wymiany.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama