Kto na nas tak dużo zarabia?

W ostatnich dniach ceny paliw na stacjach znów poszły w górę. Niepostrzeżenie, w ciągu kilku tygodni benzyny i olej napędowy podrożały o ponad 10 groszy. Koncerny paliwowe uzasadniają to zwiększonym na wiosnę popytem oraz cenami ropy na światowych giełdach.

Czy tłumaczenia koncernów naftowych są uzasadnione? Jeden z naszych czytelników bezlitośnie się z nimi rozprawia.

Reklama

"Po chwilowej uldze znów jesteśmy obserwatorami wzrostu cen na stacjach paliw. Czy rzeczywiście tak być musi? Nie zapominajmy, że brak jeszcze bardzie drastycznej drożyzny przy dystrybutorach zawdzięczamy w dużej mierze utrzymaniu obniżonej akcyzy.

Sztandarowym "argumentami" Orlenu i Lotosu przy zmianach cen są nieodmiennie:

1. Zmiany notowań ropy naftowej na świecie.

2. Zmiany cen paliw na giełdach. Trzeba się do nich dostosowywać (powiadają nasi producenci), gdyż inaczej tańsza benzyna będzie przedmiotem obrotów spekulacyjnych.

3. Do tego dochodzi zwyczajowa formułka: "zmiany cen detalicznych na stacjach paliwowych są niezależną decyzją ich właścicieli".

Analizując jednak na spokojnie powyższe stwierdzania nietrudno skonstatować, że wszystko to jest dęta mniemanologia stosowana, czyli mówiąc inaczej: robienie ludziom wody z mózgu. I tak, po kolei:

Ad.1. Światowe notowania ropy nie mają tu nic do rzeczy, gdyż koncerny zaopatrują się poprzez wieloletnie kontrakty (w których ustalona jest także cena), a nie transakcje ad hoc.

Ad.2. Zmiany cen paliw gotowych na giełdach, przy jednoczesnym pozostawieniu cen naszych paliw na niezmienionym poziomie, mogłyby powodować tego typu obrót - ale tylko w sytuacji gdyby istniały transgraniczne rurociągi paliwowe. Szkopuł w tym, że takowych rurociągów nie ma. Scenariusz spekulacji przy użyciu (tysięcy) cystern jest nierealistyczny, gdyż w takim układzie cały biznes staje się nieopłacalny.

Ad.3. Kto naiwny - niech w to wierzy. A kto ma zaprzyjaźnionego i zaufanego właściciela stacji - ten się dowie, że w kwestiach cen otrzymują oni (od producentów? z hurtowni?) "propozycje nie do odrzucenia". Zastanawia dlaczego podwyżka cen hurtowych o (przykładowo) 50 zł na tonie przekłada się natychmiast na podwyżkę przy dystrybutorze o 5 gr na litrze, natomiast obniżka w tej samej wysokości jest przez stacje paliwowe zauważana po wielu dniach lub wcale.

Nietrudno ponadto skonstatować, że poziomy i zmiany cen na pobliskich stacjach są ze sobą jakoś dziwnie (przypadkiem?) skorelowane, co nasuwa nieodparte podejrzenia o zmowę cenową, a to jest czyn ścigany przez prawo (tylko jakoś nikt tego nie egzekwuje, choć instrumenty prawne są).

I jeszcze jeden aspekt: marże stacji paliwowych, sięgające jak wynika z opublikowanych analiz poziomu 50 gr na litrze. Szermuje się argumentami, że trzeba zarobić na inwestycje, itd itp. W Europie właściciele stacji zadowalają się marżami (w przeliczeniu) na trzy- albo czterokrotnie niższym poziomie. I jakoś prosperują.

Reasumując: wydaje się że przyczyną drożyzny w paliwach nadużywanie monopolistycznej pozycji naszych producentów (i podległej im sieci sprzedaży).Jak na razie uchodzi im to bezkarnie, choć paragrafy na to są. Niech nas nie zmylą stacje co raz to innego koncernu. Jaki procent rynku mają oni, a jaki potentaci w postaci Orlenu i Lotosu?

Pozdrowienia dla Redakcji i Wszystkich Forumowiczów."

Tyle nasz czytelnik. Zgadzacie się z tymi opiniami?

Dowiedz się więcej na temat: koncerny

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje