Krach na rynku nowych samochodów. Co się stało?

Po rekordowej pierwszej połowie roku jesteśmy właśnie świadkami skokowego załamania rynku motoryzacyjnego. To wynik wprowadzonych z dniem 1 września nowych przepisów homologacyjnych dotyczących zużycia paliwa.

Z danych opracowanych przez Instytut Samar wynika, że we wrześniu zarejestrowano w Polsce aż o 52 proc. mniej nowych samochodów niż w sierpniu! Wynik jest też o 26 proc. gorszy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Umiarkowany optymizm pozwalają jedynie zachować skumulowane dane dotyczące pierwszych dziewięciu miesięcy bieżącego roku. W tym czasie zarejestrowano w Polsce 452 087 nowe samochody osobowe, czyli o nieco ponad 13 proc. więcej niż w ubiegłym roku.

Wrześniowy krach to efekt sztucznego "pompowania" rynku motoryzacyjnego w sierpniu. W ostatnich tygodniach przed wejściem w życie nowego testu zużycia paliwa WLTP znacząco nasiliło się zjawisko rejestrowania nowych samochodów przez dealerów. Wiązało się to z faktem, że począwszy od dnia 1 września 2018, na terenie Unii Europejskiej wprowadzono zakaz sprzedaży (jako nowych) aut homologowanych wg poprzedniego testu NEDC. Dealerzy w popłochu rejestrowali więc "na siebie" posiadane już samochody, by - przynajmniej w teorii - zdążyć wprowadzić je na rynek przed 1 września.

Reklama

W tym miejscu warto przypomnieć absurdalną sytuację z sierpnia, który przeszedł do historii polskiej motoryzacji. W grupie samochodów osobowych zanotowano wówczas 56 701 rejestracji, co - w porównaniu rok do roku - oznaczało wzrost o - uwaga - ponad 64 proc!). Był to pierwszy w całej historii motoryzacji sierpień, gdy zarejestrowano w naszym kraju ponad 56 tys. nowych aut. Dziennie urzędnicy rejestrowali średnio 2577 samochodów. Dla porównania, w sierpniu 2017 roku średnia dzienna liczba rejestracji wynosiła... 1568 aut.

Absolutnym rekordzistą pod względem "autorejestracji" (na importera lub dealerów) była marka Infiniti. Szacuje się, że aż 75 proc. ogółu sierpniowej "sprzedaży" zarejestrowali sami dealerzy. Przekraczający 50 proc. udział dealerów w rejestracjach dotyczy też m.in.: Jaguara, Mini i Jeepa. Wśród marek popularnych zjawisko "autorejestracji" w największym stopniu objęło: Citroena (49 proc.), Nissanaa (49 proc.), Seata (48 proc.) czy Subaru (49 proc.)

W rzeczywiści auta z sierpniowej "górki" rejestracji - jako używane - zasilać będą rynek jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy. Z perspektywy nabywców, zwłaszcza w przypadku mniej popularnych marek, może to oznaczać niezwykle ciekawe promocje związane ze zbliżającym się końcem roku i zmianą rocznika...

Paweł Rygas


INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama