Reklama

Spłonęło wysokoprężne bmw. Czy te auta są niebezpieczne?

Sobota, 2 lutego, około godziny 7 rano. Do wjazdu na autostradę A4 (węzeł Rzeszów-Wschód) zbliża się białe BMW 520d xDrive. W pewnym momencie kierowca czuje w kabinie dziwny swąd. Kilka sekund (!) później na podszybiu pojawiają się pierwsze języki ognia.

Kierowca i pasażer podróżujący bmw mają sporo szczęścia. Prędkość jest niewielka (około 50-60 km), a sam zjazd daje możliwość w miarę bezpiecznego zatrzymania pojazdu. W pośpiechu uciekają z płonącego auta. O jakichkolwiek próbach gaszenia nie może już być mowy - samochód płonie jak pochodnia. Wkrótce zaczynają targać nim eksplozje. Od temperatury wybuchają opony, pękają szyby.

Reklama

Straż pożarna, która zjawiła się na miejscu, może jedynie dogasić i zabezpieczyć wypalony wrak. Kierowca i pasażer bezsilnie przyglądają się kolejnym scenom dramatu. Jak sam wspomina - wszystko działo się tak szybko, że nie zdążył nawet wcisnąć przycisku "ratunkowego" SOS.

Feralne auto - BMW 520d xDrive z pakietem M - to samochód z 2016 r. Nasz czytelnik - który ledwo uszedł z życiem - jest jego pierwszym i jedynym właścicielem. Auto kupiono w jednym z warszawskich salonów BMW. Do czasu pożaru samochód pokonał zaledwie 77 tys. km. Auto obsługiwane było przez autoryzowane serwisy - przy zakupie właściciel zdecydował się wykupić pięcioletni pakiet przeglądów.

Akcja serwisowa, której nie ma

Historia rozpoczyna się w listopadzie ubiegłego roku, gdy doradca serwisowy skontaktował się z właścicielem informując go, że samochód podlega akcji naprawczej. Chodziło o wadliwy zespół zaworu EGR, który miał zostać wymieniony przy okazji najbliższego przeglądu. W tym miejscu warto dodać, że wg danych UOKiK, w ubiegłym roku polski importer BMW nie ogłosił żadnej akcji serwisowej dotyczącej tego podzespołu. Oznacza to, że mamy do czynienia z tzw. "cichą akcją", o której nie zostały poinformowane żadne stosowne instytucje.

Ostatecznie auto trafiło do autoryzowanego serwisu w styczniu. Wszystko odbyło się zgodnie z utartymi procedurami. Właściciel odebrał kluczyki, doradca życzył mu szerokiej drogi. Niestety, limit szczęścia skończył się 7 lutego...


Po pożarze samochód odwieziony został lawetą do jednego z podkarpackich dealerów BMW. W kilka dni po zdarzeniu, gdy właściciel otrząsnął się już z pierwszego szoku, skontaktował się z serwisem, by upewnić się, że feralny zespół zaworu EGR rzeczywiście wymieniono przy okazji przeglądu. Wówczas okazało się, że - wbrew wcześniejszym obietnicom - tak się nie stało, bo... serwis nie dysponował zamiennikiem! Oczywiście nie raczono poinformować o tym, gdy właściciel odbierał swoje auto po przeglądzie...

W odpowiedzi na nasze pytanie otrzymaliśmy od BMW informację o akcji serwisowej, którą możecie przeczytać w ramce obok lub na końcu tekstu. Firma zapowiedziała również rychłe ustosunkowanie do tej konkretnej sprawy, którą opisaliśmy w artykule.

Spalone BMW? To nie nowość...

Ponieważ auto miało pełny pakiet ubezpieczeń, szkodę zgłoszono ubezpieczycielowi. Już pierwszy z rzeczoznawców stwierdził, że źródło pożaru znajdowało się pod maską i - najprawdopodobniej - jest to efekt wady fabrycznej. Za takie przypadki firma ubezpieczeniowa nie odpowiada. Co innego gdyby auto zajęło się ogniem od innego pojazdu lub np. zostało celowo podpalone.

Co ciekawe, rzeczoznawca nie sprawiał wrażenia zaskoczonego widokiem spalonego BMW... Po kilku dniach firma ubezpieczeniowa przysłała kolejnego eksperta - biegłego sądowego z zakresu pożarnictwa. Sprawa nie została jeszcze zamknięta, ale jest prawie pewne, że właściciel otrzyma odmowę wypłaty odszkodowania. Biegły stwierdził bowiem, że ognisko pożaru zlokalizowane było w miejscu chłodnicy zaworu EGR i plastikowych kolektorów ssących...

BMW będzie się bronić

Po tych ustaleniach z centralą BMW skontaktował się już prawnik właściciela auta. W odpowiedzi, jaką otrzymał przeczytać można m.in., że: "Będziemy skutecznie bronić interesu prawnego oraz wizerunkowego marki BMW, zwłaszcza że przyczyna pożaru nie została ustalona, a tym samym, iż dopuszczony do obrotu został pojazd niebezpieczny i to w sposób zawiniony. Sugerujemy, by szkodę zgłosić w Towarzystwie gdzie samochód jest objęty ochroną ubezpieczeniową. Jeśli okaże się to konieczne, samochód zostanie zbadany przez specjalistę BMW".

W piśmie czytamy ponadto, że: "BMW Polska z pewnością podejmie próby ustalenia przyczyn zdarzenia, w tym również określenia, czy zdarzenie było wynikiem wady fabrycznej, błędów obsługi serwisowej, niewłaściwej eksploatacji czy innych przyczyn. Warunkiem jest dostarczenie samochodu do stacji autoryzowanej BMW najlepiej do sprzedawcy". Mówiąc prościej - jeśli poszkodowany mężczyzna chce liczyć na jakąkolwiek pomoc musi - na własny koszt - dostarczyć wrak pojazdu do Warszawy...

W tym miejscu warto dodać, że zaraz po zdarzeniu samochód odwieziony został do jednego z podkarpackich dealerów BMW (lawetę i pojazd zastępczy zapewnił ubezpieczyciel). Gdy po kilku dniach właściciel przemyślał sprawę i postanowił zabezpieczyć wrak na parkingu strzeżonym, dealer nie chciał mu go wydać. Pomóc miała dopiero groźba wezwania policji...

Problemu nie ma. Zaworów EGR też...

Problem samozapłonu BMW nie jest nowy. W środowisku fanów niemieckiej marki aż huczy od doniesień o takich wypadkach. Powszechnie znane są m.in. przypadki pożarów nowych "piątek", do których doszło w Korei Południowej (spaliło się ponad 50 samochodów). Winnymi usterki są wadliwe uszczelnienia chłodnicy zaworu recyrkulacji spalin (EGR). Gdy dojdzie do ich rozszczelnienia niewielkie ilości płynu chłodniczego przedostają się do kolektora dolotowego. Tam - mieszając się z sadzą - tworzą łatwopalną maź. Problem w tym, że sam kolektor wykonany jest z tworzyw sztucznych, więc, gdy dochodzi do zapłonu, szybko się topi. Opanowanie powstającego w ten sposób pożaru jest bardzo trudne. Wg niektórych szacunków, w skali świata, usterka dotyczyć może nawet... 1,6 mln pojazdów!

Skala tłumaczyć może problemy z dostępnością poprawionych modułów EGR nawet dla autoryzowanych serwisów. Potencjalnie wadliwych pojazdów w Polsce mogą być tysiące, a ASO mają jedynie po kilka poprawionych części. Te z reguły trafiają więc do aut, których właściciele zgłaszają problemy pokroju zapachu spalin w kabinie (co może świadczyć o nadtopieniu elementów). Reszta użytkowników - nieświadomie - ryzykuje zdrowie i życie. Serwisom nie pozostaje nic innego, jak wezwać auta na naprawę i przetrzymywać je tygodniami lub... nie psuć dobrego samopoczucia klientom w nadziei, że nie dojdzie do żadnej tragedii!

Wiele wskazuje na to, że zapasy poprawionych modułów priorytetowo kierowane są na te rynki, na których niemieckiemu producentowi grożą milionowe pozwy o odszkodowania lub nawet zakaz sprzedaży samochodów. Tak się stało we wspomnianej już Korei Południowej, gdzie na początku ubiegłego roku(!), lokalne władze wstrzymały dopuszczenie do ruchu dla 20 tys. aut niemieckiego producenta! 

Jak poinformowała Interię Agnieszka Orlińska z Biuro Prasowego UOKiK - "jesteśmy w trakcie wyjaśniania, dlaczego producent nie powiadomił, że opisane samochody BMW mogą być niebezpieczne. Pierwszy sygnał od konsumenta w tej sprawie dotarł do UOKiK 29 stycznia tego roku. Zwróciliśmy się do BMW Group Polska o wyjaśnienia. Przedsiębiorca poinformował o ogłoszonych w sierpniu 2018 roku akcjach przywoławczych dotyczących pojazdów BMW serii 5. Wyjaśnił, że selekcji samochodów objętych kampanią dokonał ich producent. Stwierdził także, że nie powiadomił Prezesa UOKiK o prowadzonych akcjach przywoławczych, gdyż nie spełniły one wymogów określonych przez metodę EU-RAPEX. W tej chwili czekamy na bardziej szczegółowe wyjaśnienia - jakie kryteria zdecydowały o uznaniu tej akcji za niekwalifikującej się do zgłoszenia Prezesowi UOKiK na podstawie art. 12 ustawy o ogólnym bezpieczeństwie produktów, a także na uzasadnienie powodów nieobjęcia akcją przywoławczą innych model BMW wyposażonych w ten sam rodzaj silnika".

"W przypadku potwierdzenia się informacji o świadomym niewykonaniu obowiązku poinformowania organu nadzoru o wprowadzonym na rynku produkcie niebezpiecznym, UOKiK może, w drodze decyzji, nałożyć na producenta lub dystrybutora karę w wysokości do 100 000 zł" - dodaje Orlińska.

100 tys. ewentualnej kary ze strony Urzędu raczej nie zmotywuje BMW do poważniejszego traktowania zdrowia i życia polskich klientów. Może to być jednak wierzchołek góry lodowej. Właściciel feralnego auta nie ukrywa, że rozważa pozew przeciwko producentowi. Gdyby do zdarzenia doszło kilkaset metrów dalej, bezpieczne zatrzymanie nie byłoby takie łatwe. Nie wiadomo, czy udałoby się wykonać manewr zanim płomienie przedostałyby się do kabiny. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że mamy tu do czynienia z bezpośrednim zagrożeniem życia i zdrowia. Wyobraźcie sobie np. że w takiej sytuacji - w stresie - walczycie chociażby z wypięciem małych dzieci z samochodowych fotelików...

W tym miejscu wypada jeszcze dodać, że pod koniec grudnia, w związku z zatajeniem "palącego problemu", rząd Korei Południowej nałożył na BMW karę w wysokości... 9,9 mln dolarów. Producenta czeka też pozew zbiorowy kierowców, którzy dowiedzieli się o śmiertelnym zagrożeniu z mediów. Ostatecznie akcja serwisowa w samej Korei objąć ma 172 tys. aut.

Paweł Rygas

***

Poniżej publikujemy stanowisko BMW Polska w sprawie palących się BMW serii 5:

Informacja na temat akcji technicznej. Wewnętrzne badania BMW Group wykazały, że w niektórych pojazdach z silnikami wysokoprężnymi może wystąpić wyciek glikolu z chłodnicy układu recyrkulacji spalin. W połączeniu z typowymi osadami sadzy i wysokimi temperaturami występującymi zazwyczaj w module recyrkulacji spalin może to powodować żarzenie cząstek. W bardzo rzadkich przypadkach może to prowadzić do nadtopień w kolektorze ssącym, a w ekstremalnie rzadkich przypadkach do pożaru.   Dlatego też BMW Group zdecydowała się przeprowadzić odpowiednią akcję techniczną. Obejmuje ona sprawdzenie modułu recyrkulacji spalin, a w przypadku wady wymianę odpowiednich komponentów w silnikach wysokoprężnych, których ten problem może dotyczyć.  

Akcje techniczne uzgodnione w połowie sierpnia 2018 r. dla krajów europejskich i azjatyckich obejmowały początkowo około 480 tysięcy pojazdów BMW z silnikiem wysokoprężnym. W ramach dalszych badań silników o podobnej konfiguracji technicznej BMW Group zidentyfikowała pojedyncze przypadki pojazdów, które nie zostały uwzględnione w pierwotnych akcjach technicznych. Te pojedyncze przypadki nie stwarzały znaczącego ryzyka dla naszych klientów. BMW Group zdecydowała się jednak na dalsze ograniczenie tego minimalnego ryzyka poprzez rozszerzenie akcji technicznych w poszczególnych krajach. Naszym celem jest podtrzymanie zaufania klientów do naszych produktów.   Początkowa i rozszerzona akcja techniczna obejmują łącznie około 1,6 mln pojazdów na całym świecie (wyprodukowanych od sierpnia 2010 r. do sierpnia 2017 r.). Poszczególne okresy produkcji różnią się w zależności od modelu. W Polsce akcją techniczną objęte jest ok. 19 tys. aut.

Przebieg akcji technicznej w Polsce   Właściciele aut, których akcja dotyczy, są informowani i zapraszani do warsztatu na kontrolę. W przypadkach, gdy wada zostanie wykryta, zostaje dokonana odpowiednia naprawa. Dokładamy wszelkich starań, aby ten proces realizować możliwie jak najkrótszym terminie. Jeśli zaistnieje taka potrzeba i jest to możliwe, zapewniamy naszym klientom auto zastępcze.   Wszyscy autoryzowani dealerzy BMW otrzymali niezbędne informacje na temat akcji serwisowej,  tak aby przeprowadzić działania możliwie sprawnie. Dodatkowo, jeśli właściciel samochodu BMW chce samodzielnie sprawdzić, czy jego auto podlega pod akcję techniczną, może także skontaktować się ze sprzedawcą lub sprawdzić na specjalnej stronie www.service-bmw.pl

A dlaczego UOKiK nie został poinformowany o trwającej od sierpnia akcji serwisowej? Oto odpowiedź BMW:

"Nawiązując jeszcze do opisywanego przypadku, jest nam bardzo przykro, że klienta spotkało takie zdarzenie. BMW Group Polska z uwagą podchodzi do wszystkich zgłaszanych firmie problemów, a każda sytuacja jest rozpatrywana indywidualnie. Dołożymy wszelkich starań, aby sprawdzić przyczyny i znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie. W tym celu poprosiliśmy klienta o kontakt i udostępnienie pojazdu w celu przeprowadzenia ekspertyzy. Obecnie oczekujemy na odpowiedź ze strony klienta, po otrzymaniu której zostaną podjęte niezbędne działania w celu wyjaśnienia sytuacji.

W Europie BMW Group zdecydowała się na akcję techniczną w celu sprawdzenia modułu EGR i wymiany uszkodzonych części w dotkniętych pojazdach. Decyzja ta została podjęta zgodnie z wytycznymi zatwierdzonymi przez UE. Także decyzja o tym, które pojazdy należy objąć akcją techniczną, została podjęta zgodnie z wytycznymi zatwierdzonymi przez UE. Uwzględnione zostały wszystkie wymagane modele zgodnie z powyższymi wytycznymi. BMW Group jest także w kontakcie z odpowiednimi instytucjami.

Właściciele aut, których akcja dotyczy, są informowani i zapraszani do warsztatu na kontrolę.

Pożary pojazdów są bardzo rzadkie, dlatego BMW Group traktuje każdy przypadek bardzo poważnie i dokładnie bada jego przyczynę. W trakcie tych badań znaleziono jasno określoną przyczynę źródłową, która pociągnęła za sobą niniejszą akcję techniczną. Dzięki analizie statystycznej określonej w wytycznych UE możemy uzyskać jasny obraz potencjalnych kombinacji pojazdów i silników oraz okresów produkcji, w których występuje nieznacznie zwiększone ryzyko. Akcja techniczna obejmuje wszystkie te pojazdy. Nadal uważnie monitorujemy sytuację."


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje