Reklama

Dzień bez samochodu? To może zróbmy też dzień bez rowerów!

Dożyliśmy czasów, w których każdy dzień musi być komuś lub czemuś poświęcony albo przynajmniej zwracać uwagę na jakiś problem - rasizm, ginące nosorożce lub grzybicę stóp. Wyobraźcie sobie, że ubiegły piątek był Międzynarodowym Dniem Muzyki Country, a sobota Światowym Dniem Geologa. Z kolei w niedzielę mieliśmy Dzień Mówienia jak Pirat i nie jest to żart, sami możecie sprawdzić. Podobnie jak to, że w poniedziałek był Ogólnopolski Dzień Przedszkolaka, a wczoraj Międzynarodowy Dzień Modlitwy o Pokój. Nieprzypadkowo te dwa ostatnie "święta" wypadają po sobie. Kto ma w domu dziecko w wieku przedszkolnym, ten wie, każdy dzień jest modlitwą o pokój. I o święty spokój.

Oczywiście niektóre wyjątkowe dni, jak np. Dzień Kobiet czy Dzień Zakochanych obchodzimy wyjątkowo hucznie i radośnie, podczas gdy inne kompletnie się nie przyjęły. Przykładowo, z moich dokładnych obserwacji prowadzonych od wielu lat w dniu 13 października wynika, że Dzień bez Stanika obchodzony jest jedynie przez połowę Polaków. A konkretnie to jedynie przez męską połowę.

Nie wydaje mi się również, żebyśmy jakoś uroczyście obchodzili Światowy Dzień bez Samochodu, który wypada dzisiaj. Jest z nim trochę tak, jak z tym wspomnianym Dniem bez Stanika - wszyscy o nim wiedzą, ale nikt nie ma zamiaru realizować założenia. I w ten oto sposób 13 października kobiety nie zdejmują staników, a 22 września kierowcy nie porzucają samochodów. I nie przesiadają się do autobusów, tramwajów, na rowery i hulajnogi. A wiecie czemu? Bo to najbardziej idiotyczny dzień ze wszystkich. Więcej sensu miałby już nawet Dzień Skórki od Banana.

Reklama

Komisja Europejska, która zainicjowała obchody tego dnia już w 2000 r., chciała w ten sposób zwrócić naszą uwagę na korki i zanieczyszczenie powietrza w miastach. Ale z mojej perspektywy osiągnęła zupełnie inny efekt - dowiodła, że nie potrafimy funkcjonować bez samochodów. Że w dzisiejszych czasach życie bez auta, to utopia. No, chyba że jest się członkiem Greenpeace przykutym kajdankami do platformy wiertniczej - wówczas auto faktycznie można uznać za zbytek. (A czy Polacy wolą rower czy samochód, możecie przekonać się w poniższej ankiecie)

Jest wtorek i dzisiaj, podczas Światowego Dnia bez Samochodu, przynajmniej trzy razy będę wyjeżdżał autem z domu. Rano odwożę dzieci do szkół i przedszkoli. Zajmuje mi to łącznie 20 do 25 minut. W tym czasie słucham ulubionej muzyki, fotel grzeje mnie w tyłek i jest mi po prostu dobrze. Musiałbym mieć rozum wiewiórki, żeby zrezygnować z tego choćby na jeden dzień i rozwieźć dzieci... w sumie to nie bardzo wiem czym. Rowerem? Przy 6 stopniach na zewnątrz i z synami biegnącymi na łańcuchu za jednośladem? A może autobusem, który zatrzymuje się na przystanku przed moim domem 10 minut po tym, jak moje dzieci powinny już siedzieć w ławkach i do tego jedzie w drugą stroną?

Rozumiecie więc, dlaczego popołudniu jadę odebrać dzieci do szkół i przedszkoli również samochodem i nie rezygnuję z tego nawet w Światowym Dniu Bez Samochodu. Pomiędzy pozbyciem się dzieci, a ich odebraniem zazwyczaj muszę jeszcze skoczyć do Warszawy pozałatwiać sprawy. Oczywiście mógłbym w tym celu skorzystać z dobrodziejstw PKP, ale byłoby to kompletnie nieefektywne. Bo największą wadą wszystkich środków transportu publicznego jest to, że traci się w nich cenny czas. Dojechanie z mojej wsi na Mokotów samochodem zajmuje 30 minut. Gdybym chciał to zrobić używając autobusów, pociągu, tramwajów i własnych nóg, musiałbym poświęcić na tę wycieczkę prawie dwie godziny w jedną stronę! Zatem jednego dnia straciłbym bezpowrotnie trzy godziny. Moja żona mogłaby mnie oskarżyć o lenistwo, a dzieci uznałyby mnie za wariata. I mieliby rację.

Jak zatem widzicie, Światowy Dzień Bez Samochodu nie jest dla mnie. To może w takim razie jest dla tych, którzy mieszkają w dużych miastach i mogą do woli cieszyć się atutami transportu publicznego? Otóż nie. Ci ludzie od dawna doskonale poruszają się w świecie biletów miesięcznych i rozkładów jazdy. Zapytajcie ich, jak dojechać na drugi koniec miasta, a w ciągu 15 sekund zaplanują wam trasę z czterema przesiadkami i przerwą na wypalenie jointa w zajezdni. Mają w autobusach swoje ulubione miejsca, tramwajarze pozdrawiają ich na przystankach, a zarząd metra co roku wysyła im życzenia świąteczne. Ci ludzie nie potrzebują Światowego Dnia Bez Samochodu. Wiecie dlaczego? Bo nie mają samochodu!

Powiecie w tym miejscu, że wszyscy powinniśmy zrezygnować z aut choćby na ten jeden dzień, bo dzięki temu świat będzie lepszy i zmniejszymy emisję CO2 do atmosfery. I po prostu warto zrobić coś dobrego dla misiów polarnych i populacji morświnów. To może w takim razie zróbmy też dzień bez ogrzewania w domu, co? Proponuję żeby nie ustanawiać dla niego jednego, konkretnego dnia. Niech będzie rotacyjny, ale zawsze wypada wtedy, gdy mróz przekracza -20 stopni. Proponuję też dzień bez rowerów. Bo jak człowiek jedzie rowerem, to się męczy, a jak się męczy to szybciej oddycha, a jak szybciej oddycha, to wydycha więcej dwutlenku węgla. Jest jeszcze opcja Dnia bez Produkcji Przemysłowej - niech zatrzymają się na chwilę wszystkie fabryki na świecie. Przecież to takie proste, nic nie kosztuje, a będzie ciszej i ekologiczniej.

A tak na koniec, zupełnie serio. Dużo jeżdżę na rowerze, codziennie staram się robić 10 tys. kroków, uprawiamy z dziećmi aktywny tryb życia. W weekendy prawie w ogóle nie wsiadam za kierownicę. A mimo to Dzień bez Samochodu uważam za idiotyczny. To jakby alkoholik zrobił sobie dzień bez wódki. Postanowił, że 22 września nie będzie nic pił, a pozostałe 364 dni w roku jechał po bandzie. Niech każdy z nas robi to, co uważa za słuszne. Życie bez samochodu skomplikuje wam życie? Nie widzę powodu żebyście się z nim rozstawali nawet na godzinę. Mieszkacie w dużym mieście i po drodze wam z komunikacją miejską? Wspaniale! Jestem wam ogromnie wdzięczny, bo sprawiacie, że korki są mniejsze. Naprawdę. To dzięki Wam, ludzie tacy jak ja mogą dojechać do celu znacznie szybciej, w komfortowych warunkach, w ciepełku i przy dobrej muzyce. Dlatego 22 września powinien być waszym dniem - Dniem Pasażerów. I w tym miejscu przyjmijcie, drodzy Pasażerowie, moje najserdeczniejsze życzenia. Nigdy nie dajcie się namówić na kupno samochodu, a nam nigdy nie każcie przesiadać się do waszych tramwajów i autobusów. Żyjmy wszyscy tak, jak do tej pory - w zgodzie i wzajemnym szacunku. A teraz idę na spacer. Na własnych nogach, choć Międzynarodowy Dzień Podologii wypada dopiero 8 października.

ŁUKASZ BĄK

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: dzień bez samochodu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje