​Dobry glina z Legnicy. Policja opublikowała oficjalny komunikat

Akcja "Telefony": "Drogówka w całym kraju prowadzi działania, które mają na celu przypomnienie kierowcom o zakazie korzystania podczas jazdy z telefonu wymagającego trzymania w ręku słuchawki lub mikrofonu." Ogólnoeuropejski projekt "EDWARD": "Sprawdzana będzie nie tylko prędkość rozwijana przez kierujących. Ważnym elementem jest monitorowanie zachowań kierujących względem niechronionych uczestników ruchu." Kierowcy nie mają łatwego życia. Na szczęście są też dobre wiadomości. Oto dolnośląska policja powiadomiła ludzkość, że jeden z tamtejszych funkcjonariuszy przeprowadził przez jezdnię staruszkę.

"Dzielnicowy z Komendy Miejskiej Policji w Legnicy mł. asp. Artur Koszycarz, jadąc ulicą Pocztową zauważył na środku jezdni dwupasmowej, przy pasie zieleni, stojącą starszą kobietę. W tym miejscu przechodzenie jest niedozwolone. Dodatkowo przebiega tam droga krajowa nr 94, a tym samym ruch pojazdów jest znaczny" - czytamy w informacji, zamieszczonej na stronie internetowej wspomnianej jednostki. - "Funkcjonariusz widząc duże natężenie ruchu oraz niebezpieczeństwo w jakim znalazła się seniorka postanowił jej pomóc. Zatrzymał radiowóz, włączył sygnały świetlne, wysiadł z pojazdu, zatrzymał ruch i bezpiecznie przeprowadził ją przez ulicę tłumacząc zasady bezpiecznego poruszania się po drodze i chodzenia po wyznaczonych przejściach dla pieszych."

Reklama

W tej chwili osobom, które choć kawałek w miarę dorosłego życia spędziły w PRL, kręci się łza w oku. Pamięć przywodzi im ówczesnych milicjantów, harcerzy i aktywistów ruchu "Niewidzialnej Ręki", dla których przeprowadzanie przez jezdnię staruszek było działaniem rutynowym. Tak było dawniej, ale żeby teraz, w XXI wieku, czasach powszechnego zobojętnienia i egoizmu? Czyżby i w tej dziedzinie życia wracały, stare, dobre zwyczaje?

My też się wzruszyliśmy, ale potem popadliśmy w zamyślenie. Zastanowiliśmy się, czy czyn dzielnicowego z Legnicy rzeczywiście jest aż tak ważnym, wyjątkowym wydarzeniem, aby zasługiwał na oficjalny komunikat? Wszak już tytuł rzeczonej informacji głosi: "Jesteśmy po to, aby pomagać, dbać o bezpieczeństwo i służyć społeczeństwu". Takie, jak opisane  zachowania, powinny być normą, przejawem zwykłej ludzkiej życzliwości. Jak widać chyba jednak nie są.

Zresztą policja skrzętnie odnotowuje wszelkie ludzkie odruchy ze swojej strony, o czym świadczą internetowe odnośniki do "wiadomości powiązanych" z wyżej zacytowaną: "Policjant po służbie pomógł leżącej na poboczu starszej kobiecie"... "Policjant w czasie wolnym pomógł poszkodowanym w wypadku"...

Ejże, przecież udzielanie pomocy ofiarom wypadków jest nie tylko nakazem serca, lecz także wymogiem prawnym! Obowiązującym każdego obywatela, również policjantów, obojętnie - na służbie czy po. Nie przesadzajmy zatem z pochwałami.

I druga refleksja. Wspomniana na wstępie akcja "EDWARD" miała na celu "monitorowanie zachowań kierujących wobec niechronionych uczestników ruchu", czyli m.in. właśnie pieszych. Czy starszej pani z Legnicy trafiły do przekonania perswazje uczynnego dzielnicowego?  W końcu czuła się usprawiedliwiona, tłumacząc, że "Spieszy się na autobus. Jedzie do lekarza, bo ma problemy ze stawami i ciężko jest jej chodzić. Nie może wejść na kładkę, a każdy krok sprawia jej ogromny ból".

Mamy nadzieję, że wyciągnie właściwe wnioski na przyszłość i zrezygnuje z forsowania ruchliwych ulic na przełaj. Nie może przecież liczyć, że zawsze obok niej będzie pojawiał się umundurowany anioł stróż. 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje