Reklama

Złom na kołach? Wcale nie pochodzi z Niemiec!

Wśród nabywców decydujących się na zakup pojazdu używanego zaobserwować można nowy trend. Od kilku miesięcy w zestawieniach dotyczących pierwszych rejestracji w kraju nieprzerwanie rośnie udział pojazdów sprowadzonych zza oceanu.

Mimo obostrzeń i rynkowej stagnacji, w pierwszym półroczu anno domini 2020 wzrosła liczba pojazdów importowanych z USA. 16 389 aut zarejestrowanych do końca czerwca oznacza wzrost zainteresowania polskich nabywców tym kierunkiem importu aż o 8,2 proc. (w porównaniu rok do roku). Na pierwszy rzut oka wynik nie wydaje się imponujący, ale trzeba pamiętać, że pandemia koronawirusa niemal całkowicie zatrzymała import pojazdów w marcu i kwietniu.

Reklama

Co więcej - biorąc pod uwagę dane za pierwsze półrocze bieżącego roku - USA zajmują już 4. miejsce (za Niemcami, Francją i Belgią) pod względem krajów, z których najchętniej importujemy używane auta! W tej statystyce Stany wyprzedziły już m.in.: 5. Holandię, 6. Włochy czy 7. Szwajcarię!

Wg najnowszych danych w zestawieniu pojazdów importowanych z USA królują Fordy. Drugie miejsce zajmuje - uwaga - BMW, trzecie - Audi. W pierwszej piątce znajdziemy jeszcze ponadto: 4. Mazdę i 5. Chryslera. Do zakupu auta za oceanem zachęcają przystępne ceny i duży wybór.

Niestety, całkowita kalkulacja kosztów obejmujących transport i cło (np. samo miejsce w kontenerze to wydatek około 1,5 tys. dolarów) sprawia, że opłacalność inwestycji stoi pod dużym znakiem zapytania. Właśnie z tego względu auto kupione w Stanach musi mieć naprawdę okazyjną cenę. Mówiąc wprost - prawie nikt o zdrowych zmysłach nie sprowadza z USA aut w pełni sprawnych... Nie przez przypadek utarło się przekonanie, że większość importowanych ze Stanów samochodów ma za sobą większe lub mniejsze naprawy blacharskie.

Wg najnowszych danych po polskich drogach porusza się obecnie blisko 235 tys. pojazdów sprowadzonych z USA. Z raportu przygotowanego na zlecenie IBRM Samar przez wyspecjalizowany w badaniu historii pojazdów serwis Carfax Europe wynika, że ponad 130 tys. z nich było "poważnie(!) uszkodzonych" jeszcze na terenie USA. Ponad 40 tys. ma za sobą więcej niż jedną szkodę! Słowa "poważnie uszkodzony" oznaczają w tym przypadku tzw. "szkodę całkowitą" - w opinii ubezpieczyciela koszty naprawy pojazdu przekraczały jego wartość w stanie sprzed wypadku...

W praktyce oznacza to, że przeciętny kierowca, który zawodowo nie jest związany z motoryzacją, powinien raczej omijać importowane z USA pojazdy szerokim łukiem! Oczywiście odbudowa poważnie uszkodzonego samochodu nie jest niemożliwa, ale ekonomiczne uzasadnienie znajdujemy tylko w dwóch przypadkach. Pierwszy to naprawa "po łebkach" - czyli najtańszym kosztem, często z wykorzystaniem uszkodzonych części. Drugi - odbudowywanie pojazdu we własnym zakresie, jeśli dysponujemy do tego odpowiednim zapleczem technicznym, czasem i umiejętnościami...

Zanim więc skusimy się na auto z amerykańskiego importu - zwłaszcza z kusząco niskim przebiegiem - warto skorzystać z usług firm weryfikujących historie pojazdów.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje